Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ »

Grał wybitne role, śpiewał hitowe piosenki. Mija 95 lat od tragicznego wypadku Eugeniusza Bodo

26 maja 1929 r. samochód kierowany przez Eugeniusza Bodo wypadł z drogi. Zginął aktor Witold Roland. "Po tym wypadku, który spowodował pod wpływem alkoholu, Bodo stał się abstynentem" – powiedział pisarz Sławomir Koper.

Eugeniusz Bodo
unknown, Public domain - Wikimedia Commons

Wypadki samochodowe gwiazd filmowych i ich ekscesy pod wpływem alkoholu zawsze wzbudzały ogromne zainteresowanie mediów. W ostatnich dniach maja 1929 r. prasa w całej Polsce na pierwszych stronach pisała o wypadku samochodowym Eugeniusza Bodo, który wówczas był jedną z największych gwiazd kina, teatru i kabaretu.

Artykuły na ten temat dzieliły się na dwa rodzaje. Jedne były bezlitosne i oskarżały aktora o lekkomyślność, za którą zapłacił życiem pasażer auta. Inne przyjmowały ton współczujący Bodo. Niektóre gazety, np. "Głos Poranny" z 1 czerwca, opublikowały zdjęcie wywróconego samochodu. Było to zjawisko typowe dla prasy bulwarowej, dziennikarze poważniejszych magazynów uważali wówczas za nieetyczne publikowanie fotografii wypadków samochodowych.

- Ubiegłej nocy wyjechali samochodem z Warszawy do Poznania znani artyści teatru "Morskie Oko" Roland i Bodo w towarzystwie jeszcze trzech osób. O godz. 2 w nocy pod Łowiczem samochód prowadzony przez p. Bodo na ostrym zakręcie, jadąc z góry, wpadł do rowu i przewrócił się do góry kołami, powodując śmierć p. Witolda Rolanda oraz ogólne lżejsze obrażenia pozostałych osób

– napisano w "Gazecie Lwowskiej" z 28 maja 1929 r. Dalej podano: "Wyjazd artystów nastąpił bezpośrednio po zakończeniu przedstawienia. Na nagłym zakręcie pod Łowiczem, nieoznaczonym żadnymi znakami, samochód wpadł w rów, po czym stoczył się z nasypu, przewracając się do góry kołami. Na pomoc pośpieszyli rybacy z pobliskiego stawu. Ś.p. Roland uległ złamaniu kręgosłupa".

Kilkanaście godzin po wypadku o zmarłym aktorze pisała prasa w całym kraju: "Zmarły w katastrofie samochodowej artysta teatru 'Morskie Oko' ś.p. Witold Roland, liczący 32 lata, był synem zmarłego niedawno wybitnego artysty teatrów warszawskich Teodora Konopki-Rolanda. Uczestniczył w walkach przeciwko bolszewikom. Dosłużył się stopnia podchorążego".

"W tym miejscu szosa podnosi się w górę, potem raptownie skręca na prawo. Wskutek słabego światła reflektorów kierowca nie zauważył skrętu i auto w pełnym pędzie spadło z czteroipółmetrowej wysokości do rowu. Zmarły tragiczną śmiercią osierocił żonę i matkę oraz siedmioletnią córeczkę. Słynął on jako zawołany automobilista i wielbiciel tego sportu, prawdopodobnie gdyby on siedział przy kierownicy, katastrofa nie miałaby miejsca"

– napisano 27 maja w "Głosie Porannym".

Pozostałymi pasażerami auta byli aktorka Zofia Oldyńska oraz bracia Michał i Marian Reczkowie z warszawskiej szkoły samochodowej.

Bodo kupił samochód dwa tygodnie przed wypadkiem. Był to chevrolet, kabriolet z nowoczesnym silnikiem sześciocylindrowym. Auta te były montowane w polskiej filii General Motors, która znajdowała się na ul. Wolskiej w Warszawie. Choć Bodo uchodził za osobę zamożną, kupiony przez niego chevrolet był autem przeciętnym, dobrze nadającym się co codziennej jazdy, ale mało reprezentacyjnym.

Sprawa sądowa odbyła się dopiero trzy lata po wypadku, 23 maja 1932 r. Bodo został oskarżony o spowodowanie wypadku drogowego. Zeznawał, że w momencie wypadku był trzeźwy. Innego zdania był jednak policjant, który pojawił się na miejscu zdarzenia. Sąd uznał Bodo za winnego i skazał go na pół roku więzienia z zawieszeniem na trzy lata.

"Po tym wypadku Bodo stał się abstynentem"

– powiedział Sławomir Koper, autor książek historycznych, m.in. "Bodo, historia z tragicznym zakończeniem".

Wdowa po Witoldzie Rolandzie zażądała od magistratu Łowicza 180 tys. złotych odszkodowania. Po dwóch latach ciągnącego się procesu wdowa i jej córka otrzymały od gminy Łowicz ok. 50 tys. zł. W owym czasie stanowiło to równowartość pięciu samochodów średniej klasy.

Eugeniusz Bodo był w latach 30. jedną z największych gwiazd polskiego kina, bożyszczem kobiet, a dla mężczyzn wzorem elegancji. Sławę zdobył m.in. dzięki filmom "Czy Lucyna to dziewczyna?", "Paweł i Gaweł", "Piętro wyżej" oraz jako wykonawca piosenek "Ach, śpij kochanie", "Umówiłem się z nią na dziewiątą", "Już taki jestem zimny drań".

Urodził się 28 grudnia 1899 r. jako Bogdan Eugene Junod. Na początku kariery artystycznej występował w warszawskich kabaretach, m.in. w Qui Pro Quo i Morskim Oku. W filmie pod raz pierwszy pojawił się w 1925 r., jako Geniuś w "Rywalach" w reż. Henryka Szaro. Kolejne lata przyniosły wiele ról, które dały mu ogromną sławę.

"Cały czas szukał nowych wyzwań, był niespokojnym duchem. Chciał spróbować wszystkiego. Samo aktorstwo mu nie wystarczało. Odnosił niewątpliwe sukcesy w każdej dziedzinie, której się tknął. Grał w filmach komediowych i dramatycznych, był filarem teatrzyków rewiowych i kabaretów, reżyserował, pisał scenariusze, produkował filmy"

– powiedział Sławomir Koper.

Po wybuchu II wojny światowej Bodo wyjechał z Warszawy na Kresy, najpierw do Równego, a później do Lwowa. Tam znalazła się spora grupa polskich aktorów, którzy stworzyli kilka zespołów artystycznych. Bodo związał się z Tea Jazzem założonym przez Henryka Warsa. Zespół koncertował na terenach Związku Radzieckiego. Na początku 1941 r. Bodo zdecydował, że chce wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Ujawnił swoje szwajcarskie obywatelstwo, wcześniej ukrywane, i rozpoczął starania związane z wyjazdem.

Po wybuchu wojny rosyjsko–niemieckiej, w czerwcu 1941 r., NKWD aresztowało Bodo i wywiozło do Moskwy. Podstawą uwięzienia było podejrzenie o szpiegostwo, czego poszlaką miało być szwajcarskie obywatelstwo. Stało się to również przeszkodą w zwolnieniu aktora z więzienia w ramach dekretu związanego z układem Sikorski–Majski.

Z Moskwy przewieziono go do więzienia w Ufie, a następnie do obozu w Kotłasie. Tam zmarł 7 października 1943 r. w wieku 43 lat.

Badaniem historii życia i kariery Bodo przez lata zajmował się Stanisław Janicki, historyk kina znany z cyklicznego programu telewizyjnego "W Starym Kinie" emitowanego w TVP w latach 1967–1999. Poszukiwał materiałów archiwalnych, analizował przedwojenną prasę, przeprowadził też wiele wywiadów z rodziną aktora, jego współpracownikami, nawet ze współwięźniem, który spędził z nim ostatnie miesiące przed śmiercią. W 1997 r. wyniki swoich badań Janicki przedstawił w 50-minutowym filmie dokumentalnym "Za winy niepopełnione". W filmie tak opisywano Bodo: "Był jednym z najbardziej podziwianych i cenionych przedwojennych polskich aktorów – kabaretowych i filmowych. Doskonały tancerz i świetny piosenkarz. Ale te umiejętności posiadali też inni aktorzy. Bodo miał coś więcej – szelmowski wdzięk i wielki temperament. W tym tkwiła oryginalność i w pewnym sensie jego niepowtarzalność". 

 



Źródło: niezalezna.pl, pap

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Wczytuję ocenę...
Wideo