Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ »

"Anatomia upadku" już w kinach! Film nagrodzono Złotą Palmą w Cannes

W "Anatomii upadku" opowiadamy o związku, w którym wszystko szwankuje. Poszukiwanie prawdy w intymności, badanie jej niemożliwości, fikcji, konstrukcji to moja obsesja jako filmowca – podkreśliła Justine Triet. Film, który zapewnił jej canneńską Złotą Palmę, wszedł właśnie na ekrany polskich kin.

Anatomia upadku
printscreen - youtube.com

W swoim czwartym pełnometrażowym obrazie Triet przenosi widzów do górskiej posiadłości położonej w Alpach. To nowy dom pary pisarzy – pochodzącej z Niemiec Sandry (w tej roli Sandra Hüller) i Francuza Samuela (Samuel Maleski) – oraz ich niewidomego syna. Podczas gdy jej mąż remontuje strych, Sandra udziela wywiadu dziennikarce. Rozmowę przy winie zagłusza głośna muzyka włączona przez Samuela. Chce w ten sposób zwrócić na siebie uwagę, pozbyć się nieproszonego gościa, a może obawia się, że młoda kobieta zauroczyła jego biseksualną żonę? Nie sposób rozstrzygnąć, bowiem tego samego dnia Samuel zostaje znaleziony martwy przed domem. Nie wiadomo, czy wypadł z okna czy został z niego wypchnięty. Sandra zostaje oskarżona o zabójstwo. Rozpoczyna się długi proces sądowy, w którym kobieta będzie musiała odsłonić najbardziej poufne szczegóły związku z Samuelem.

Scenariusz filmu Triet napisała podczas lockdownu razem ze swoim partnerem Arthurem Hararim. Jak sama zapewnia, nie planuje powtarzać tego doświadczenia. "Wystawiliśmy nasz związek na próbę, ale na szczęście oboje przeżyliśmy. Chcieliśmy opowiedzieć o związku, w którym wszystko szwankuje. Poszukiwanie prawdy w intymności, badanie jej niemożliwości, fikcji, konstrukcji to moja obsesja jako filmowca. Chciałam, aby prawdę przekazało dziecko, grane przez genialnego Milo Machado Granera" - powiedziała twórczyni, odbierając w grudniu ub.r. Europejską Nagrodę Filmową dla najlepszego filmu.

Nie byłoby "Anatomii upadku", gdyby nie Sandra Hüller, którą Triet poznała kilkanaście lat temu podczas festiwalu w Berlinie. Aktorka była wówczas jurorką i bardzo spodobał jej się film Francuzki. W 2019 r. zaproponowała jej drugoplanową rolę w "Sybilii", ale wciąż miała poczucie niedosytu. Rolę Sandry napisała z myślą o niej. Potrzebowała aktorki odrobinę tajemniczej, nieuchwytnej. "Od razu zakochałam się w tym scenariuszu. Bardzo chciałam ponownie z pracować z Justine. Nie mogłabym do tego stopnia zaangażować się w pracę, gdyby scenariusz był kiepski. Gram złożoną postać i byłam zależna od tego, co napisali Justine i Arthur. Natomiast pewne decyzje zapadały później. Ćwiczyliśmy różne warianty scen i Justine decydowała, która wersja jest tą właściwą" – wspomniała Hüller na łamach "Deadline".

W innym wywiadzie reżyserka zwróciła uwagę, że filmowa Sandra jest oceniana przez pryzmat swojej orientacji seksualnej, sposobu życia. "Kiedy zaczęłam robić filmy, feminizm nie był uznawany we Francji za poważny temat filmowy. Jednak od tego czasu nawet mój punkt widzenia ewoluował. Sporo myślałam o tym, co tak naprawdę oznacza bycie kobietą - posiadanie władzy jako kobieta – i dlaczego za pewne zachowania jesteśmy traktowane jak potwory, a mężczyznom zwykle się je wybacza. Zajęło mi trochę czasu nim zobaczyłam, że istnieje problem z reprezentacją kobiet we francuskim kinie. Świat się zmienia. Jeśli ktoś tego nie widzi, prędzej czy później będzie musiał się nauczyć" – podkreśliła w rozmowie z NY Times.

Jej też nie wszystko uszło płazem. Kiedy jako trzecia kobieta w historii odbierała w Cannes Złotą Palmę za najlepszy film, wykorzystała okazję, by skrytykować rządy prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Justine mówiła o działalności zmierzającej do komercjalizacji kultury i zignorowanych protestach przeciwko reformie emerytalnej. "Taki schemat dominującej władzy pojawia się w bardzo wielu dziedzinach życia. Społecznie szokuje najbardziej, ale można go także dostrzec w innych sferach życia. Kino również się przed tym nie uchroniło. Neoliberalny rząd broni komercjalizacji, która psuje kulturę francuską" - stwierdziła. Triet zadedykowała statuetkę "wszystkim reżyserom i reżyserkom, którzy nie mogą dziś kręcić filmów".

Przemówienie skrytykowała ówczesna minister kultury Francji Rima Abdul-Malak, która zwróciła uwagę, że "Anatomia upadku" nie powstałaby, gdyby nie francuski model dofinansowywania kinematografii. Burmistrz Cannes David Lisnard przyrównał reżyserkę do "rozpieszczonego dziecka". Po tym, jak film Triet nie został francuskim reprezentantem w wyścigu po Oscary, w prasie pojawiły się spekulacje, że reżyserka została w ten sposób ukarana za swoje słowa. Mimo to Justine nie żałuje, że zabrała głos. "Jestem dość nieśmiała, a kiedy jesteś nieśmiały i zabierasz głos, musisz robić to zdecydowanie. Wciąż podpisuję się pod tymi słowami. Udało mi się odnieść sukces dzięki modelowi finansowania filmów, którego zazdrości nam cały świat. Chciałam tylko powiedzieć: chrońmy to i pomyślmy o przyszłych pokoleniach filmowców" – wyjaśniła, cytowana przez The Guardian.

Ostatecznie obraz Triet otrzymał pięć nominacji do Oscarów. Może zostać uhonorowany w kategoriach: najlepszy film, reżyseria, pierwszoplanowa rola kobieca, scenariusz oryginalny i montaż. Laureaci nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej zostaną ogłoszeni 10 marca. A już teraz "Anatomię upadku" można oglądać w polskich kinach. Obok Hüller w obsadzie znaleźli się m.in. Swann Arlaud, Milo Machado Graner, Antoine Reinartz i Jehnny Beth. Dystrybutorem obrazu jest M2 Films.

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP,

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
bm
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo