Wielkie sprzątanie
Prawo i Sprawiedliwość postanowiło powtórzyć patent, który okazał się pomocny w wygraniu kilka lat temu wyborów do Parlamentu Europejskiego.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Prawo i Sprawiedliwość postanowiło powtórzyć patent, który okazał się pomocny w wygraniu kilka lat temu wyborów do Parlamentu Europejskiego.
O tym, jak niektóre media rozmijają się z prawdą, przekonałem się bardzo boleśnie już wtedy, gdy prawie wszyscy wierzyliśmy jeszcze w „naszą” „Gazetę Wyborczą”.
W tym tygodniu Donald Tusk nie zapowiada powrotu na środę. Niektórzy przebąkują coś o sobocie. Podobno Borys Budka ma już dość i zrzeknie się władzy, według innych dobrze poinformowanych Platformą znów, jak w początkach, zarządzać będzie trójka liderów. Poza Tuskiem i Budką znajdzie się miejsce dla Trzaskowskiego.
Od lat znamy obraz amerykańskich uczelni, bardzo odległy od wolnościowego raju, jaki jeszcze w czasach komunizmu lubiliśmy sobie wyobrażać. Daleko posunięte wpływy lewicowych tuzów intelektu opisywano trochę ku przestrodze, a trochę jako anegdotę.
W zeszły piątek minęło już 7 lat od ataku ABW na redakcję „Wprost”. Brutalne potraktowanie przez służby dziennikarzy z ważnego tytułu spowodowało powszechne wzburzenie, a w ich obronie stanęli koledzy ze wszystkich chyba stron i środowisk.
To był jeden z najciekawszych i najbardziej zaskakujących warszawskich murali. Czarno-biały wizerunek Matki Boskiej, a może raczej figury Maryi, z drobnymi zielonymi akcentami, za cokół mającej Pałac Kultury.
Wybory w Rzeszowie, wyczekiwana deklaracja w sprawie powrotu Donalda Tuska, wspólna deklaracja Jarosława Kaczyńskiego i Pawła Kukiza, głosowanie w Sejmie nad kandydatami na RPO i ciąg dalszy dyskusji o marszałku Terleckim – to wszystko wydarzenia, które mogą mieć wpływ na bliższą i dalszą przyszłość sceny politycznej w Polsce.
Formuła rządu koalicyjnego jest w polityce czymś całkowicie naturalnym. Współpraca bywa łatwa i bezkonfliktowa, bywa też trudna, jak wtedy, gdy za sojuszem odległych programowo partii stoi strach przed siłą spoza tego sojuszu. Wówczas trudno realizować autorskie programy, skupić się trzeba na zarządzaniu i najbardziej zachowawczych, wspólnych punktach.
Na falach Polskiego Radia Grzegorz Napieralski, kiedyś nadzieja lewicy, a później senator i poseł związany z PO, stwierdził, że nie należy uchylać immunitetu marszałka Grodzkiego, ponieważ Tomasz Grodzki jest w jego opinii niewinny.
Rafał Trzaskowski wielce się oburzył, że te media, które jeszcze go nie pokochały, krytykują finansowanie akcji Campus Polska Przyszłości przez niemiecką fundację.
Pani Unio nasza Europejska kochana. W sprawie tych pieniędzy, co to je można trochę pożyczyć, a trochę mniej dostać, to my oczywiście je chcemy. Że tam w sejmie nasi koledzy głosowali różnie, a i różne rzeczy przy tym mówili, nawet o urzędnikach Twoich, to Ty, Matko nasza, nie słuchaj, nie do Twoich uszu to mówili, nie do Twoich uszu było to przeznaczone, a jedynie by ten lud ciemny, co go jeszcze nie daliśmy rady w pełni do europejskości wychować.
25 maja to Europejski Dzień Bohaterów Walki z Totalitaryzmem, obchodzony w wyniku wieloletnich starań fundacji Paradis Judaeorum i jej inicjatywy „Przypomnijmy o Rotmistrzu”. Niestety kolejny raz bardziej na miejscu byłoby napisać „nieobchodzony”, ponieważ postać tę przypominamy światu wciąż zbyt oszczędnie.
Od wielu miesięcy słyszymy, że opozycja nie ma żadnego pomysłu na przejęcie władzy i rządzenie. Tymczasem „Newsweek” ujawnił, że przynajmniej na to pierwsze koncept jednak był. „Plan był taki: pozbawiony głosów ziobrystów, eurosceptycznych konfederatów i wsparcia zjednoczonej opozycji Jarosław Kaczyński przegrywa kluczowe głosowanie nad ratyfikacją Krajowego Planu Odbudowy, nie wytrzymuje, wpada na sejmową mównicę, zaczyna krzyczeć i dochodzi do przesilenia” – mówi tygodnikowi Tomasza Lisa anonimowy polityk opozycji. My zaś zastanawiamy się, jak to się mogło stać, że tak precyzyjny plan nie wypalił i czy to rzeczywiście wyłącznie kwestia rzekomej zdrady Lewicy.
Coming out w wykonaniu Piaska to wydarzenie, które bardziej ośmiesza, niż pomaga sprawie, której miało służyć.
Sytuacja w Platformie zmienia się tak szybko, że w środę rano odejście Róży Thun może okazać się tylko drobnym zakłóceniem sygnału przy tym, co wydarzyło się, dajmy na to, we wtorek wieczorem. Rytm pracy redakcyjnej jest jednak stały i gdy piszę te słowa, to krakowska polityk pozostaje ostatnim zmartwieniem tej partii. Czy na pewno zmartwieniem?
Nie wiem, czy zauważyli Państwo, że od pewnego czasu dużo mniej żartów z „bab płacących na Rydzyka”, czyli – nie używając „języka miłości i tolerancji” – starszych kobiet, znajdujących w swych skromnych, emerytalnych funduszach trochę pieniędzy na działalność Radia Maryja.
„Kto szybko daje, dwa razy daje” – to powiedzenie nie jest raczej ulubionym porzekadłem marszałka Tomasza Grodzkiego. Zapewne bliższe są mu słowa: „Gdzie się człowiek spieszy, tam się diabeł cieszy”.
„Platforma potrzebuje silnego przywództwa, skutecznej pracy organizacyjnej i dobrego programu dla Polski. Musimy odnowić partię, aby była atrakcyjna dla 40 proc. (jak kiedyś), a nie 20 proc. (jak dziś) wyborców. Dlatego chcę zmiany razem z naszymi posłami i senatorami” – pisze na Twitterze Paweł Zalewski, komentując list otwarty, podpisany przez wielu znanych polityków ugrupowania domagających się zmiany jego polityki. Ostatnie sondaże każą pytać, czy te wspominane przez Zalewskiego 20 proc. nie jest już lekko przeszacowane, czy jednak wypada kopać leżącego?
Kilka dni temu sygnalizowałem na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” charakterystyczny dla całego nurtu myślenia tekst Cezarego Michalskiego. Michalski zawarł w nim pretensje do wszystkich poza Platformą Obywatelską opozycyjnych sił politycznych, przy czym zarzuty publicysty można sprowadzić do jednego – partie te nie wspierają PO wystarczająco bezwarunkowo i entuzjastycznie. Pisałem wówczas, że tekst jest rozpaczliwą próbą ratowania odchodzącego już świata, w którym Platforma jest najważniejszą siłą polityczną po stronie antypisowskiej opozycji i jedyną nadzieją na odsunięcie Zjednoczonej Prawicy od władzy. Zeszły tydzień przyniósł wręcz eksplozję histerycznej publicystyki po stronie liberalnej. Niespodziewanie zmienił się w niej jednak wróg numer jeden.
W swoim czasie prof. Jacek Rostowski zamiast do Bydgoszczy wybrał się do Bydgoszczu, czym bardzo ucieszył swoich przeciwników, a odrobinę mniej wyborców. Teraz, gdy zjednoczona opozycja walczy o prezydenturę w Rzeszowie, Borys Budka swojego starszego kolegę przebił i niczym Michał z wiersza Jana Brzechwy o siedmiomilowych butach nie za bardzo wiedział, w którym znalazł się mieście.