Nie dowieźli renty wdowiej
Szumnie ogłaszana jako spełnienie wyborczych obietnic renta wdowia okazuje się świadczeniem, które obejmie tylko część osób, którym miała służyć.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Szumnie ogłaszana jako spełnienie wyborczych obietnic renta wdowia okazuje się świadczeniem, które obejmie tylko część osób, którym miała służyć.
W czasach strasznego, ponurego reżimu pani Barbara Kurdej-Szatan dała upust swych emocjom, które sąd uznał później za uzasadnione. Zwyzywała więc broniących granicy strażników, ogólnie mocno nabluzgała w swoich mediach społecznościowych, ale włos jej z głowy nie spadł – co byłoby na pewno kłopotliwe dla gwiazdy z reklamy szamponu.
Bardzo często wraca do mnie ta scena: jest rok 2016, lider KOD Mateusz Kijowski wita kolejnych liderów opozycji, którzy stoją na scenie podczas organizowanej przez niego demonstracji. Wymienia kolejne osoby, w tym choćby kierującego wówczas Platformą Grzegorza Schetynę. Władysław Kosiniak-Kamysz uśmiechnięty czeka na swoją kolej, jednak nie doczekuje się, zostaje pominięty. Stoi na scenie z uśmiechem, który staje się coraz bardziej bezradny, i robi dobrą minę do złej gry.
Posłanka Lewicy Paulina Matysiak złożyła do swojego klubu pismo z odwołaniem od niedawnej decyzji o zawieszeniu.
Felietony w Polsce pisze się coraz trudniej. Albo coraz łatwiej, zależy jak na to spojrzeć.
W piątek Marcin Romanowski stawił się w prokuraturze, ta jednak nie chciała z nim rozmawiać. Zgodnie z przewidywaniami chodziło o to, by zamiast sprawę załatwić szybko, rzecz dokonała się głośno i w świetle kamer.
Ostatnie wydarzenia pokazują, że w polskiej polityce zaczyna się kolejny sezon podziałów. Pęknięcia nie muszą doprowadzić do większych zmian na scenie politycznej: nie upadnie rząd, liberalne media nie doczekają się wyśnionego „końca PiS”, a i Konfederacja zapewne jakoś dojdzie do ładu w nowej sytuacji. A jednak dają o sobie znać zjawiska, które mocno wpływają na polską politykę. Mamy rwetes wewnątrz KO i pogłębienie animozji wewnątrz koalicji po głosowaniu ws. depenalizacji aborcji.
Z reparacji dla Polski została zapowiedź, że Niemcy zastanowią się nad jakąś formą odszkodowań i wsparcia dla żyjących ofiar II wojny światowej. Lecz choć tak naprawdę do tego grona można zaliczyć całe pokolenia, które jeśli same nie przeżyły wojennej gehenny, straciły w niej bliskich.
Zgodnie z oczekiwaniami, po prawicowej stronie Parlamentu Europejskiego dzieją się od niedawnych wyborów arcyciekawe rzeczy. Dawne frakcje dzielą się i tracą na znaczeniu, do gry wchodzą nowe rodziny, czasem zasilane naprawdę zaskakującymi transferami.
W ostatnich dniach codziennie słyszymy o kolejnych torturach psychicznych, jakim pooddawane są osoby wyznaczone przez Donalda Tuska i Adama Bodnara do roli kozłów ofiarnych.
Czy Polacy, którzy wciąż jeszcze nie zmieniają swoich preferencji wyborczych, a jednak popierali od dawna budowę CPK, zorientują się, jak bardzo zostali wyprowadzeni w pole? Premier Tusk, do niedawna będący całym sobą „przeciw”, bo przecież mógł pojechać taksówką z domu na pobliskie lotnisko, zmienił zdanie i już jest „za”.
Daniel Obajtek alarmuje, że strona Polska nie tylko zrezygnowała z planów zakupu przygranicznej niemieckiej rafinerii, lecz także zobowiązała się do zapewnienia jej płynnych dostaw paliwa. I choć mam wrażenie, że mocne publicystyczne stwierdzenie, że mamy wręcz dbać o płynność rosyjskich dostaw dla Niemiec jest nadinterpretacją (dokument rozumiem tak, że mamy raczej zapewniać Niemcom ropę z innych źródeł w momencie, gdy posypią im się te właśnie rosyjskie dostawy), nie zmienia to faktu, że bardzo przypomina to nasze stare wzorce relacji gospodarczych z Sowietami. My mamy dbać o nich, oni nie dają nam niczego w zamian. Jeśli dadzą, to drożej, kosztem konkurencyjności naszego narodowego koncernu, który sami za chwilę rozmontujemy.
Wtorek był kolejnym dniem protestów przeciw uwięzieniu i nieludzkiemu traktowaniu ks. Michała Olszewskiego. Duchowny nie może liczyć na uczciwy proces, trudno mówić też o rzetelnym śledztwie.
Czasem, niestety coraz częściej, dzieją się w naszym kraju rzeczy, które nie mieszczą się w głowie nawet tym z nas, którzy po nowej ekipie niczego dobrego się nie spodziewali. Rzeczy, które zmuszają do zastanawiania się, czy w ogóle używanie słowa „nasz” nie jest zbytkiem optymizmu.
Prezydent Andrzej Duda zakończył wizytę w Pekinie. Chińczycy docenili naszą głowę państwa i uhonorowali wspaniałym ceremoniałem z odegraniem „Warszawianki" włącznie. Trudno być prorokiem we własnym kraju, dlatego zawsze, gdy chodzi o kogoś z obozu prawicy, zaczynają się narzekania.
Wielu internetowych obserwatorów poruszył fakt ogłoszenia sprzedaży części akcji PKN Orlen. Z doniesień medialnych wynikało, że chodzi o bardzo niewielką liczbę udziałów. Dla krytyków obecnej władzy komunikat jest jasny – wracamy do wyprzedaży majątku narodowego. I choć przy każdej innej ekipie uznałbym taką reakcję za mocno przesadzoną, to tym razem trudno dziwić się wzburzeniu. Bo gospodarka zwalnia, a państwo w wielu obszarach abdykuje.
Gdy Donald Tusk powrócił do siedziby rządu w Alejach Ujazdowskich, do polskich mediów na dobre zawitała z powrotem fraza „premier (wymiennie z „Tusk”) się wściekł”.
W 2019 roku Adam Bodnar, wówczas RPO, włączył się w sprawę morderstwa 10-latki w miejscowości Mrowina. Włączył się mianowicie w taki sposób, że po zatrzymaniu podejrzewanego o tę zbrodnię wydał oświadczenie, w którym uznał za bezzasadne użycie wobec niego kajdanek i ogólnej brutalności policji. Część mediów i opinii publicznej zbulwersowało zachowanie rzecznika, ale sprawa szybko puszczona została w niepamięć.
„Sceny jak z gangsterskiego filmu. Podejrzany wychodzi z aresztu dzięki prawnym kruczkom, zasłaniając się wątpliwym immunitetem. Na stróży prawa spada lawina krytyki, publiczność jest rozczarowana. W walce z przestępczością zdarzają się i takie momenty. Ale jedenaście zarzutów, w tym udział w zorganizowanej grupie przestępczej, nie znika. To nie jest koniec filmu. Państwo prawa ma same zalety, oprócz jednej: nie jest proste i tak jak w gangsterskich filmach, źli też potrafią to wykorzystać. Ale tylko na krótki czas. Prokuratura dobrze wykonała swoją robotę, gromadząc rzetelne dowody. A więc: co się odwlecze, to nie uciecze.” Zapewne czytali już Państwo te słowa. To komentarz premiera Tuska do zatrzymania, a następnie uwolnienia byłego wiceministra sprawiedliwości, Marcina Romanowskiego. Zarazem – do chyba największej kompromitacji, jaka stała się udziałem Bodnara i jego ludzi po 13 grudnia 2023 roku.