Umieranie polskiej książki, atak na czytelnictwo trwa. SZOKUJĄCE DANE

  

W Polsce narosło ostatnimi laty wiele fałszywych mitów na temat książki i czytelnictwa. Wszystkie zostały sfabrykowane, żaden nie jest efektem zbiorowej wiedzy i społecznego doświadczenia, lecz wynikiem zamierzonej manipulacji świadomością obywateli i opinią publiczną. Najpodlejszy z tych mitów to twierdzenie, że Polacy nie chcą czytać, nie lubią książek, ponieważ są „ciemną masą” i co gorsza, postanowili nią pozostać.

Od dawna pracuje się nad tym, aby Polacy sami o sobie myśleli jak najgorzej, aby sami sobą pogardzali. Doszło do tego, iż w wielu krajach mają o nas lepsze mniemanie niż my sami – mieszkańcy rozległych przestrzeni nad Wisłą, Bugiem i Odrą.

Drugi mit na temat książki to sprzedaż internetowa. Tu z kolei ze swoją manipulacyjną opinią przebiło się lobby wielkich sieci handlowych, różnych korporacji. Bardzo silne i sprytne lobby. Wmówiło ono niemal całemu społeczeństwu, w tym i reprezentantom obecnego obozu rządzącego, że umieranie księgarń jest rzeczą naturalną, jest wynikiem postępu i trzeba się radować, że przynajmniej w tej dziedzinie postęp ów zawitał do Polski. Jeden z przedstawicieli wielkiego handlu za pośrednictwem internetu stwierdza wprost:
„Połowa książek jest kupowana w internecie, więc w każde miejsce Polski dany tytuł może dotrzeć. Zaciera się sens istnienia księgarń tradycyjnych” - czytamy na łamach portalu onet.pl.
To ostatnie stwierdzenie jest szkodliwe. Trudno jednak nie zapytać: skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Jeżeli sprzedaż książek w internecie rośnie, ale ogólnie, w sumie, spada, to jaka jest przyczyna tego spadku? Musi poważnie szwankować jakiś inny element sprzedaży, poza internetem. I tak właśnie jest: od paru lat masowo likwidują się księgarnie. Ewidentnie e-handel nie jest w stanie ich zastąpić.  

Te same media drwiące z Polaków, że jakoby gardzą książką i dlatego coraz mniej czytają, podkreślają, że w takich na przykład Niemczech książka ma się świetnie. Ma się świetnie, to prawda, sprzedaż tam nawet rośnie. Jednakże w Niemczech normalne księgarnie kwitną, a w Polsce znikają w oszałamiającym tempie; trudno doliczyć się choćby jednego tysiąca, a jeszcze 5-6 lat temu było ich blisko 4 tysiące. W Niemczech sprzedaż internetowa oscyluje od kilku lat w granicach 15 procent, zatrzymała się na tym poziomie. U nas osiągnęła zaś 35 procent (nie połowę, jak podają niektórzy). Za Odrą i we wszystkich innych krajach zachodnich sklepy internetowe stały się uzupełnieniem sprzedaży, a w Polsce mają tę sprzedaż zastąpić. To się jednak udać nie może, bowiem książka nie jest takim samym produktem jak tysiące innych. Dowodzi tego historia nawet tak potężnego, światowego giganta e-handlu jak Amazon, który operując najpierw samymi książkami i płytami, splajtował i podniósł się dopiero po dołożeniu do książek tysięcy innych produktów, nawet pralek i samochodów. Pytanie tylko, co wtedy jest dodatkiem do czego: samochód do książki czy jednak odwrotnie? Odpowiedź jest dla każdego oczywista.

W takim internetowym konglomeracie książka przejmuje funkcje nośnika marketingowego napędzającego klientów do kupna innych produktów. W tym układzie staje się jednak jasne, że do celów marketingowych potrzebna jest przede wszystkim książka hitowa, czytadło przyciągające masę ludzi, którzy są potencjalnymi kupcami innych produktów. Tak samo wszak funkcjonuje dziś książka w supermarketach, gdzie znajduje się nie procent, a promil całej bardzo bogatej oferty wydawniczej, jeśli chodzi o ilość tytułów. Dla handlowców sieciowych liczy się tylko masowość i taniocha. Szybko i dużo – to ich ekonomia. I to ich kultura.

Co jednak z tysiącami książek, które nie mają szans na wielkie nakłady, a są zdecydowanie bardziej potrzebne od pospolitych czytadeł? Bez nich ewidentnie nastąpi zapaść cywilizacyjna.

I tu dochodzimy do trzeciego mitu, a mianowicie, że książka jest produktem handlowym, takim samym jak każdy inny funkcjonujący na rynku. Takie podejście do książki eliminuje jej wartość i zadania kulturowe, jakie spełnia od stuleci. Oczywiście, książka jest również towarem rynkowym, ale nie tylko i nie przede wszystkim. Najdziwniejsze jest to, że do tego, zdawałoby się oczywistego, stwierdzenia trzeba od lat przekonywać ludzi kultury, ludzi wykształconych, ludzi na książce wychowanych – funkcje wychowawcze to zresztą kolejna właściwość książki, która nie pozwala szufladkować jej na równi z jajami lub cebulą.

Żeby Polacy czytali więcej, musi być spełnionych kilka warunków. Przede wszystkim zaś – żadne władze państwowe, ale także publicyści kształtujący opinię publiczną nie powinni traktować książki jak np. kiełbasy lub worka cementu, jak każdego innego produktu podlegającego w stu procentach prawom wolnego rynku.

Wyprodukowanie książki kosztuje, nad każdym tytułem pracuje sporo osób, od autora poczynając, poprzez redaktora, adiustatora, korektora, grafika, drukarnię z papiernią, po księgowość i magazyny wydawcy, następnie przez marketingowca oraz handlowca, przeważnie najpierw hurtowego, aż do księgarza. Każda książka, którą trzymamy w ręku, musiała przejść od pomysłu długi proces technologiczny i organizacyjny. Nie powstaje tylko w wyniku jej napisania lub wykonania do niej fotografii. Nie wszyscy sobie to uświadamiają, także nie wszyscy decydenci – a powinni, bowiem to dopiero daje wyobrażenie o skali kosztów, jakie trzeba ponieść, żeby książka trafiła na rynek. Tych kosztów wydawcy nikt nie daruje, żaden autor, żaden pracownik, żadna papiernia, żadna drukarnia, żaden najemca lokalu, żadna firma transportowa, żaden dostawca prądu i energii, żaden handlowiec. Tymczasem książka już w momencie ukazania się musi być przeceniana nawet o 50-60 procent! Proszę mi pokazać drugi taki produkt, który w ten sposób funkcjonuje na rynku.

Rodzi się w związku z tym pytanie – jak długo jeszcze będą mogły powstawać książki niezależne, mądre, piękne, eksperymentalne, unikatowe? Jeżeli stosownych kroków ochronnych nie podejmie państwo – niedługo. Mówię to nie jako publicysta, ale jako doświadczony wydawca, specjalista właśnie od książki pięknej, obdarzonej cennymi wartościami, trwałej, po którą będą mogły sięgać także następne pokolenia. Książki, która daje świadectwo dorobku naszej dawnej i najnowszej kultury, budzi sumienia, skłania do refleksji intelektualnych. (...)

Nie tylko księgarzy, ale i może w jeszcze większym stopniu wydawców dotyka szalona walka cenowa, rozpętana właśnie przez dominujące jednostki handlowe. Prowadzą ją one bezwzględnie, wyniszczając de facto polską kulturę. Jeżeli w świecie książki wciąż ma rządzić prawo „tanio, masowo i szybko”, to świat ten błyskawicznie zamieni się w park rozrywki, i to byle jakiej.

Według statystyk sprzed paru lat dziennie ukazywało się w Polsce 85 nowych tytułów i nie był to wynik nawet zbliżony do osiągnięć niemieckich, francuskich, nie mówiąc o amerykańskich. Ile z tych nowych tytułów trafia do sieci? Jeden na kilka czy kilkanaście dni? Obrazuje to skalę zaniechania handlowego w stosunku do świata wydawniczego i do świata polskiej kultury w ogóle.
Zupełnie inaczej postępują księgarnie, które karmią się różnorodnością. Cóż z tego, skoro padają w tej strasznej wojnie cenowej. Nie mogą na dzień dobry obniżać ceny o 40, 50 procent, bo by się nie utrzymały. Co innego supermarket, ten żyje z tysięcy produktów. Wystarczy mu mieć na każdym procencik, z całości i tak uzbiera się fortuna. Wielkie sklepy internetowe funkcjonują podobnie, prowadzą wojny rabatowe i je wygrywają, ponieważ mają dużo mniejsze koszty utrzymania niż prawdziwa księgarnia. Ale to w tej prawdziwej księgarni odnajduje się potencjał czytelników, którzy tam ciągną i chętnie spędzają czas wertując woluminy, czytając fragmenty książek, oceniając edytorstwo, dyskutując z księgarzem. Wyprawa do księgarni to dla wielu to samo co udanie się do kina lub teatru. To wyprawa do placówki kulturalnej.
 
Leszek Sosnowski
Całość artykułu ukazała się w aktualnym numerze miesięcznika „Wpis” (5/2017). Autor z wykształcenia polonista, germanista, scenograf, dziennikarz, artysta fotografik (laureat 57 nagród), wybitny animator kultury filmowej, wielce zasłużony wydawca i publicysta, grafik książkowy. Prezes wydawnictwa Biały Kruk. Więcej na bialykruk.pl
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Wydawnictwo Biały Kruk
Tagi

Wczytuję komentarze...

Dorota Kania UJAWNIA: Na czym polega polityczna gra emerytowanych generałów?

zdjęcie ilustracyjne / Fot. por. Robert Suchy/CO MON

  

Na początku kwietnia Żandarmeria Wojskowa zatrzymała gen. Lecha M. – byłego dowódcę generalnego rodzajów sił zbrojnych. M. usłyszał zarzut m.in. przywłaszczenia mienia znacznej wartości w związku z organizacją pokazów lotniczych Air Show w Radomiu. Niektórzy emerytowani generałowie postanowili „wziąć w obronę” Lecha M. O grach emerytowanych generałów Dorota Kania rozmawiała z byłym szefem SKW, Piotrem Bączkiem.

Były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego przybliżył mechanizm działania środowiska emerytowanych generałów.  

Gen. Różański na swoim Twitterze pół roku temu napisał, że utworzenie bazy amerykańskiej w Polsce stwarza potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa. (...) Było kilka spotkań czy konferencji organizowanych przez to środowisko. To środowisko stanowi zaplecze dla obecnej opozycji. Zaplecze w zakresie systemu bezpieczeństwa, obronności.
- mówił były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Piotr Bączek w programie „Koniec systemu” w Telewizji Republika.
 
W dalszej części programu Piotr Bączek zwrócił uwagę na kilka dziwnych „zbiegów okoliczności”.
 
Mieliśmy tego przykład na samym początku kadencji obecnego Sejmu, w Centrum Eksperckim Kontrwywiadu NATO. W tychże pomieszczeniach znaleziono interpelacje poselskie, które były m. in. w tym samym czasie wygłoszone przez posłów opozycji, posłów Platformy Obywatelskiej. (…) Poseł Brejza jest znany z tworzenia takich pytań, w różnym zakresie. Zapewne i w tej sprawie czuł się kompetentny.
- mówił były szef SKW.

W mundurach Bundeswehry

W „Raporcie z weryfikacji WSI” znalazł się opis operacji „Z”, którą rozpoczęto po sygnałach świadczących o założeniu rezydentury obcego wywiadu w Polsce. Chodziło o ustalenie charakteru nieformalnych kontaktów dowództwa jednej z jednostek wojskowych z A.B. – urodzonym w Polsce obywatelem RFN, który w przeszłości był najprawdopodobniej współpracownikiem Stasi. Był on często zapraszany na imprezy z udziałem oficerów. Jak czytamy w Raporcie, „na imprezie zorganizowanej przez płk. M.G. i mjr. M.R. [chodzi o gen. Mirosława Różańskiego] na terenie tzw. willi generalskich A.B. wraz ze swoją żoną F.Z. podczas – jak zanotowano w aktach – »zwykłej libacji alkoholowej« paradowali w mundurach Bundeswehry w obecności całkowicie pijanych oficerów Wojska Polskiego”.

Generał ze „złotego funduszu”

Na początku lat 80. gen Wojciech Jaruzelski powołał tzw. złoty fundusz, czyli Fundusz Przyspieszonego Rozwoju. Trafili do niego młodzi ludzie, wyselekcjonowani na początku lat 80. z kadry oficerskiej jako ci, którzy będą w przyszłości dowodzili polską armią. Wojsko miało czuwać nad ich rozwojem i przygotowaniem do roli dowódców. Ta grupa miała przywileje finansowe, zapewnioną możliwość szkoleń i drogę awansu. W wojskowych służbach specjalnych PRL nazywano ich „kadrą perspektywiczną”. Do tej kadry trafił właśnie Mirosław Różański. Został on powołany do wojska we wrześniu 1982 roku. Rozpoczął naukę w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu i wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, w której był do czasu jej rozwiązania, czyli do 1990 roku.

Więcej na ten temat w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika, Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl