Przedstawiamy fragmenty książki Zofii Pileckiej-Optułowicz pt. „Mój ojciec”, której promocja miała miejsce wczoraj w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL przy ul. Rakowieckiej. Specjalnie dla naszych czytelników zamieszczamy także wideorelację z prezentacji książki i osobiste wspomnienia córki Witolda Pileckiego.

We wstępie do książki Zofii Pileckiej-Optułowicz pt. „Mój ojciec” Jacek Pawłowicz, dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, przypomniał śmierć i walkę o pamięć bohaterskiego Rotmistrza, na którego komuniści wydali wyrok, wykonany 25 maja 1948 r. o godz. 21.30 w więzieniu przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie. Katem był st. sierż. Piotr Śmietański. Ostatnią drogę „ochotnika do Auschwitz” opisał po latach ks. Jan Stępień, również w tym czasie więzień Aresztu Śledczego na Mokotowie:

„Nie zapomnę tego widoku. Prowadzono dwóch skazanych. Pierwszy pojawił się Witold Pilecki. Miał usta zawiązane białą opaską. Prowadziło go pod ręce dwóch strażników. Ledwie dotykał stopami ziemi. I nie wiem, czy był wtedy przytomny. Sprawiał wrażenie zupełnie omdlałego… A potem salwa”.


Przywracanie pamięci
Pamięć o rotmistrzu Witoldzie Pileckim, pomimo wielu działań podejmowanych przez komunistów, nie zaginęła i po odzyskaniu niepodległości w 1989 r. wiele miast w Polsce, chcąc uczcić jego pamięć, nadało jego imię szkołom, ulicom, osiedlom, skwerom. Dziś tablice upamiętniające postać „ochotnika do Auschwitz” odnaleźć można na ścianach wielu sanktuariów i kościołów w Polsce. Upamiętniono również miejsce, z którego 19 września 1940 r. Witold Pilecki wyruszył dobrowolnie do „piekła na ziemi”.

Jacek Pawłowicz pisze, że dwór Pileckich w Sukurczach został w okresie rządów komunistycznych doszczętnie zniszczony. „Jednak pamięć o panu Witoldzie trwa do dzisiaj również wśród mieszkańców okolicznych wsi. Wielokrotnie okazywali ją odwiedzającym parafialny cmentarz dzieciom Pileckich. Niezwykła pamiątka po Pileckim zachowała się w kościele w Krupie (obecnie Krupowo) koło Lidy na Białorusi. Na ścianach świątyni wiszą dwa namalowane przez niego, podarowane kościołowi w 1930 r. obrazy przedstawiające św. Antoniego i Matkę Bożą Nieustającej Pomocy” – dodaje historyk.

Kochał przyrodę i każde stworzenie
Zofia Pilecka-Optułowicz pytana w publikacji o to, jaki był jej ojciec, powiedziała:

„Cechowała go niezwykła wrażliwość. To właśnie pragnę powiedzieć tym wszystkim, którzy chcieliby bliżej poznać Witolda Pileckiego, i tym, którzy znają go tylko od strony wojskowej – jako niezłomnego żołnierza. Kochał przyrodę i każde stworzenie. Był wielkim humanistą. Każde istnienie było ważne. Dla mnie to niebywałe, że przy tak ogromnej wrażliwości na piękno i wyjątkowej ocenie wszystkiego, co go otaczało, ojciec zdołał przetrwać piekło, jakim był obóz koncentracyjny, do którego przecież poszedł dobrowolnie, by tam działać dla dobra innych. Według mnie ta cecha jego osobowości jest kluczem do zrozumienia jego wyjątkowej misji. Ojciec wspominał, że gdy stanął przed bramą obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, nie wiedząc jeszcze, co go dalej czeka, nie mógł uwierzyć, że istnieje takie piekło na ziemi. Mówię to po to, by tym, którzy chcą poznać jego historię, łatwiej było zrozumieć, jak mu się udało to przetrwać, kto go w tym wszystkim prowadził i skąd czerpał siłę, by podążać swoją drogą krzyżową, która zakończyła się śmiercią. Ojciec był też człowiekiem niezwykle uzdolnionym. Przepięknie pisał, malował święte obrazy”.


ZOBACZ FILM: