14 lat - tyle czekała warszawska Legia, by odzyskać należne jej miejsce w koszykarskiej Ekstraklasie. W finałowej bitwie o PLK stołeczni w trzech meczach ograli GTK Gliwice. Wojskowi przypieczętowali awans w małej hali Łabędź w Gliwicach, wcześniej dwukrotnie wygrywając na Bemowie. Zaplanowana na kilka lat „Operacja awans” zakończyła się powodzeniem.

Spełnia się warszawski sen o Ekstraklasie, choć Wojskowi musieli śnić go długo, a odrodzenie potęgi rodziło się w bólach. W 2010 roku sekcja koszykówki Legii stanęła na granicy upadku, spadając do III ligi, czyli na czwarty poziom rozgrywkowy. W klubie nie było niczego - nie było wyników, nie było sponsorów, panował organizacyjny chaos. To właśnie wtedy grupa kibiców, którzy byli z drużyną na dobre i na złe, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Powołali Stowarzyszenie „Zieloni Kanonierzy” - nie mieli wówczas nawet praw do nazwy Legia - i zaczęli mozolną pracę u podstaw. Przekonywali zawodników, by walczyli dla idei, dla „eLki” na piersi. W zamian organizowali stroje koszykarskie, napoje, odżywki, wyjazdy na mecze i przede wszystkim halę, w której rozgrywała swoje mecze drużyna. Pukali od drzwi do drzwi, by pozyskać fundusze i dotacje, dzięki którym stołeczni mogli wziąć udział w rozgrywkach. W ratowanie sekcji zaangażowali się między innymi Robert Chabelski - żywa legenda Legii, nazywany „koszykarskim Lucjanem Brychczym”, koszykarz Paweł Podobas wraz z ojcem Romanem, który został prezesem klubu, piszący w serwisie legionisci.com Marcin Bodziachowski i Marcin Gacoń.

Niebawem do klubu dołączył także Jarosław Jankowski, obecnie wiceprezes piłkarskiej Legii. - Pracując jako prezes Grupy Waryński, na prośbę Tomka Andryszczyka - ówczesnego rzecznika Ratusza, zainteresowałem się projektem odrodzenia koszykarskiej potęgi Legii. Wtedy przyszli do mnie Marcin Bodziachowski i Paweł Podobas z ofertą sponsoringu dla III-ligowej Legii. Decyzję podjąłem szybko - wspomina Jankowski w portalu legia.net.

Po czterech latach zarządzania sekcją przez kibiców, doszło do kolejnego ważnego kroku w budowaniu silnego klubu - w pomoc drużynie, która w krótkim czasie awansowała z III do I ligi, zaangażowała się „duża” Legia. Powstała Spółka Akcyjna "Legia Warszawa Sekcja Koszykówki”, na której czele stanął związany z klubem od 1970 roku Chabelski. Był to już solidny fundament pod realizację kolejnych celów - tym najważniejszym był oczywiście awans do PLK.

„Operacja awans” - pod takim hasłem legioniści grali w I lidze już w poprzednim sezonie. I już wówczas było blisko, bo Wojskowi dotarli do finału I ligi, a nawet prowadzili w nim z Miastem Szkła Krosno 2-1. Ostatecznie jednak play-offy w stosunku 2-3 wygrali rywale. - To jeszcze nie koniec, my tu jeszcze wrócimy! - odgrażali się legioniści, którzy nie chcieli iść na skróty i odrzucili zaproszenie PLK do gry w Ekstraklasie. Awans chcieli wywalczyć na boisku, dlatego zacisnęli zęby i jeszcze raz przystąpili do walki. 
W tym sezonie podopieczni Piotra Bakuna przeszli przez fazę play-off jak burza. W pierwszej rundzie ograli ambitnych koszykarzy Basketu Poznań (3-1), w półfinałach wyeliminowali Spójnię Stargard (3-0), a w finale w takim samym stosunku ograli GTK Gliwice. W trzecim finałowym spotkaniu wygrali 74:65 (11:18, 21:14, 13:28, 20:14), a pierwsze dwa mecze w hali na Bemowie zakończyły się zwycięstwami Legii odpowiednio 90:80 i 75:70. W meczu na wagę awansu na parkiecie zobaczyliśmy: Łukasza Wilczka, Piotra Robaka, Mateusza Jarmakowicza, Adama Linowskiego, Michała Aleksandrowicza, Tomasza Andrzejewskiego, Grzegorza Kukiełkę, Grzegorza Malewskiego, Łukasza Pacochę i Kamila Sulimę. Legioniści świętują, ale już teraz można usłyszeć, że to nie koniec, a następnym ich celem będzie mistrzostwo PLK.