Pora na realizację obietnicy, którą zakończyłem poprzedni tekst dla „Gazety Polskiej” o tytule „Skąd przewaga Rosji?”. Rozważałem w nim, jak to możliwe, że dzisiejsza Rosja, państwo o niskim potencjale innowacyjności, odcinające swych obywateli od prawdziwych informacji o biegu spraw na świecie, potrafiła uzyskać przewagę w wojnie toczonej w sferze cyfrowej, w grze na boisku Internetu, który przecież stworzono na Zachodzie? Zatem, zgodnie z zapowiedzią, dziś piszę o celu dezinformacyjnych operacji Rosji oraz co to znaczy, że umysł ludzki stał się polem walki. Zacznijmy od umysłu.
 
Panujesz nad swoim najważniejszym zasobem?
Już od zarania dziejów umysł był polem walki. Kim były walczące strony? Jak wyglądała ewolucja tej walki? Zacznijmy tak: Każdy jest szefem co najmniej jednej firmy. Jej nazwa to Twoje imię i nazwisko. Twoje życiowe sukcesy zależą od tego, jak tą firmą, czyli sobą, zarządzasz, jak zarządzasz talentami powierzonymi Twej pieczy.

Ale gdy tylko proces autorefleksji (uwaga: to nie proces namysłu nad tym, jaki samochód najlepiej kupić) uruchomisz, dostrzegasz, że w umyśle, tym centrum dyspozycyjnym Twej firmy, niemal bez ustanku trwa walka. Wstać już z łóżka czy jeszcze poleżeć? Zabrać się za robotę dziś czy pojutrze (w tym drugim przypadku miałbym dwa dni wolnego…)? Skupić swoją energię na trosce o rozwój duchowy czy na większych zarobkach? Dbać tylko o siebie czy część czasu poświęcić działaniom służącym naszej wspólnocie narodowej? Dopada Cię depresja, złość, zwątpienie, bezpodstawny szaleńczy optymizm, agresja – to wszystko można uznać za wywrotową działalność umysłu, utrudniającą dobre zarządzanie firmą, którą jesteś Ty.

Życie wewnętrzne umysłu to obszar walki tysiąckroć opisany przez poetów, pisarzy, filmowców. To obszar ważny, ale nie jest dla nas sednem sprawy.
 
Prośba, groźba, śmierć

Wojny z użyciem przemocy fizycznej ludzkość toczy m.in. z tego powodu, iż sposoby podporządkowania innych poprzez manipulacje psychologiczne mają skuteczność ograniczoną. Nie z każdym można sobie poradzić prośbą albo groźbą. Zatem trzeba go… odizolować. Uwięzić. Okaleczyć. Zabić.
Od wieków władcy marzyli: o ileż tańsze i mniej niszczycielskie byłyby wojny, gdyby zamiast inwestowania ogromnych środków w zbrojenia, można byłoby wrogów sobie podporządkować poprzez oddziaływanie na ich umysły. Ale przez stulecia brakowało na to naprawdę wydajnych sposobów.
 
Atrakcje, promocje, szum
Cały przemysł marketingowy, reklamy, promocje, wyprzedaże i pokrewne atrakcje – to technologie opanowywania, a przynajmniej drażnienia umysłu, rozwinięte w krajach bogatego konsumeryzmu.

Ale chociaż do etapu problemów z upłynnianiem nadmiaru dóbr typowego dla krajów rozwiniętego Zachodu Rosja jeszcze nie dotarła, to eksperci Kremla wcześnie zrozumieli, co to wszystko oznacza w perspektywie międzynarodowej konkurencji.

Dostrzegli, że w dzisiejszej epoce przeciążenia informacyjnego przez nasze umysły przebiegają tabuny idei, w tym najdzikszych. I że wbrew pozorom taka sytuacja sprzyja przeciwnikom ludzkiej wolności – ufundowanej na zasadach praw jednostki. Bo miliony pochłonięte jałową aktywnością swych mózgów stają się pozbawione woli spójnego działania.
 
Nowa podatność Zachodu
Kreml wie, że nie może pokonać Zachodu ani militarnie, ani gospodarczo. Wie też, że nie jest w stanie wprowadzić gospodarki rosyjskiej na ścieżkę nowoczesnego rozwoju. Ale rewolucja informacyjna, która była możliwa dzięki atmosferze wolności zapewnionej przez demokratyczne instytucje Zachodu, otworzyła nowe pole wrażliwości, nowe możliwości ofensywy dla wrogów wolności. To obszar kultury społeczeństw sytych. Dzięki globalnej sieci Internetu w kulturze odległych społeczeństw można „mieszać” z zewnątrz.

A oligarchiczno-specjalne (wywodzące się ze służb specjalnych) elity Rosji potrzebują sukcesów w potyczkach z cywilizacją Zachodu. Pragną ich nie po to, by Zachód pokonać, ale aby w bierności i podległości utrzymać swoją własną populację.

Rosja prowadzi z powodzeniem operacje informacyjne wpływające na bieg spraw w państwach Zachodu. Rosja Zachodu nie pokona, ale może go osłabić. Pewnie liczy, że wprowadzi wybrane kraje Zachodu w serię konwulsji, co uwiarygodni przekaz Kremla do podległej ludności: może u nas nie jest idealnie, ale zobaczcie, ścieżka rozwoju, jaką poszedł Zachód, skutkuje wstrząsami, chaosem, upadkiem wartości, niezdolnością do przeciwstawienia się zagrożeniom.

Nasz region
W przypadku naszej części Europy cel jest nieco inny. Operacje Kremla mają przynieść taką destabilizację, aby naruszanie terytoriów krajów sąsiednich przez Rosję łączyło niski poziom ryzyka odwetu ze strony Zachodu z nadzwyczajnymi korzyściami propagandowymi u siebie. By to uzyskać, aby racjonalnie można było liczyć na opóźnioną, niespójną i płytką reakcję NATO, trzeba każdego dnia uzyskiwać przewagę na polu bitwy, którym są umysły społeczeństw i elit Zachodu.

W miarę przekonujący przekaz porażek Zachodu w konfrontacji z Rosją potrzebny jest władcom Kremla, aby uspokoić populację pogrążającą się w beznadziei.
Keir Giles napisał „Podręcznik rosyjskiej wojny informacyjnej” (Handbook of Russian Information Warfare), w listopadzie 2016 r. opublikowany w ramach prac NATO Defense College. Zdaniem autora strategicznym celem, który przyświeca rosyjskiej walce informacyjnej, jest zablokowanie uzyskania w NATO consensu, gdyby przyszła potrzeba sprostania wymogom Artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego. W jaki sposób miałoby to zostać uzyskane? Przez takie zdeformowanie percepcji w kręgach decyzyjnych NATO, które utrudni dojście do kompromisu co do oceny faktycznego kalibru zagrożeń i wykluczy lub chociaż znacząco opóźni podjęcie efektywnych przeciwdziałań.

Atak na sposoby myślenia społeczeństw Zachodu jest kluczowym wymiarem obecnej fazy wojny hybrydowej. Przecież w demokracji publicznie może się mylić (czytaj: kłamać) każdy. Na tym polega wolność słowa. Ale obecnie – w odróżnieniu od epok wcześniejszych – dzięki Internetowi nieprawda, dezinformacja, fake newsy i inne bzdury mogą zainfekować każdego.

A bardzo często nasze umysły są na przegranej pozycji. Dlaczego? Zwykłe, czyli nie-refleksyjne, spontaniczne przyjęcie jakiejś informacji – niezależnie czy prawdziwej, czy nie – wymaga znacznie mniej wysiłku niż analiza jej prawdziwości. Jak zatem z dezinformacją efektywnie walczyć? O tym w tekście następnym.