​Trump i Clinton. Cejrowski i „Wyborcza”

  

Jeśli porównać, w jaki sposób liberalne elity w USA walczą z nowym prezydentem i z każdym przejawem konserwatywnej myśli, okazuje się, że politycznie wcale nie tak wiele różni przegranych postkomunistów ubekistanu od przegranych liberałów ze wschodniego wybrzeża USA.

Ponad rok temu w USA aktywiści pro life nagrali za pomocą ukrytych kamer negocjacje, jakie prowadzili z przedstawicielami organizacji Planned Parenthood („Planowane Rodzicielstwo”). Z nagrań cały świat dowiedział się, że przedstawiciele hołubionej przez Hillary Clinton i administrację Obamy organizacji oferowali „mózgi, wątroby, śledziony, nerki” dzieci zabitych w czasie przeprowadzania aborcji, w cenie „75 dolarów za sztukę”. Wybuchł skandal. Świat zobaczył prawdziwe twarze „lekarzy”, „naukowców”, członków władz cenionej i finansowanej przez amerykańskiego podatnika organizacji, którzy oferowali możliwość rozrywania ciał dzieci tak, aby ich organy można było sprzedać. Wydawałoby się, że sprawa jest jasna i niepodważalna. Okazuje się jednak, że nie za bardzo. Zarówno bowiem w USA, jak i w Polsce zbyt wiele wpływowych środowisk zainwestowało zbyt dużo w kłamstwa o „aborcji” jako „zabiegu” i mordowaniu dzieci jako „planowaniu rodziny”. Kiedy o tym oczywistym skandalu przypomniał na antenie polskiej telewizji publicznej Wojciech Cejrowski, „Gazeta Wyborcza” zaatakowała: Cejrowski „kłamał, mówiąc, że aborcja jest w jakiś sposób drastyczna”. „Opierał się na spiskowych teoriach”. Afera Planned Parenthood odegrała kluczową rolę w amerykańskiej kampanii. Przyczyniła się do wyborczej porażki Clinton, która otwarcie wspierała i wspiera przemysł aborcyjny. Ją samą popierały organizacje związane z Georgem Sorosem, ten z kolei nie tak dawno zainwestował w Polsce w akcje wydawcy „Gazety Wyborczej”.  Nic więc dziwnego, że uderzenie w aborcyjny stół Sorosa powoduje krzyk nożyc kłamstwa z Czerskiej. Kilka tysięcy kilometrów przez ocean, 8 godzin podróży samolotem, wydawałoby się: inny świat. Jednak jeśli porównać, w jaki sposób liberalne elity w USA walczą z nowym prezydentem i z każdym przejawem konserwatywnej myśli, okazuje się, że politycznie wcale nie tak wiele różni przegranych postkomunistów ubekistanu od przegranych liberałów ze wschodniego wybrzeża. I w USA, i w Polsce pola sporu są podobne: polityka migracyjna, samorządy, sądy. W USA w święto pracy lewica urządza zamieszki i manifestacje pod hasłem otwarcia granic dla migrantów, miejskie samorządy otwarcie kontestują realizacje prezydenckich dekretów, które imigrację starają się ograniczyć, a sądy blokują decyzje prezydenta, wskazując, że są… niezgodne z konstytucją. 

Podobieństw jest jednak więcej. I w Polsce, i w USA głównym narzędziem budowania sporu politycznego jest system medialny, realizujący starą zasadę powtarzania kłamstwa po tysiąckroć. Kiedyś mówiło się o propagandzie goebbelsowskiej, Trump nazywa zjawisko „fałszywymi mediami”. Jak zwał, tak zwał. Widzimy, że mechanizm działa sprawnie. Pardon. Działałby sprawnie. Gdyby nie Internet, w którym każdy może powiedzieć: sprawdzam.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl