Prof. Tomasz Panfil pisze o śmierci Staszka Pyjasa

Fragment artykułu, który ukaże się w najnowszym tygodniku "Gazeta Polska":

dzieje.pl
Fragment artykułu, który ukaże się w najnowszym tygodniku "Gazeta Polska":

Ser żółty w plasterkach, banany, fiaty duże i małe w kolorze bahama yellow, telewizory i pralki automatyczne – kraj pod rządami Edwarda Gierka gnał po drodze do dobrobytu, a z plakatów szczerzył się przyjaźnie komunizm z ludzką twarzą.

Polska dziesiątą potęgą gospodarczą świata – przekonywały nagłówki w prasie oraz spikerzy w radio i telewizji. Rozmach inwestycji w latach 70-tych XX wieku zachwycał i przerażał: pieniądze wszak pochodziły z kredytów. Partia osiągała mistrzostwo we władaniu kijem i marchewką: półki pełne towarów i cenzura, paszporty i represje wobec pisarzy, wpisanie do konstytucji PRL-u socjalizmu oraz PZPR jako „przewodniej siły politycznej społeczeństwa”, a także „nierozerwalności przyjaźni polsko-radzieckiej”, zaraz potem podpisanie Aktu Końcowego KBWE z gwarancją praw człowieka i wolności obywatelskich. Dialektyka marksistowska jako narzędzie propagandy i inżynierii społecznej spisywała się świetnie. Tortury, nagan przystawiony do potylicy akowca, doły z wapnem kryjące szczątki patriotów wydawały się straszną i coraz bardziej niemożliwą przeszłością, tak niepasującą do wieżowców z betonu, dwóch programów telewizji i pepsi-coli w osiedlowym SAM-ie. 

Bijące serce partii

Wraz z Polską Ludową zmieniała się policja polityczna. Służba Bezpieczeństwa pozornie w niczym nie przypominała już straszliwej i osławionej bezpieki. Bo jakże porównywać wykształconych prawników, psychologów i filozofów z tępymi sadystycznymi osiłkami po czterech klasach? „Smutni” panowie (i panie) stali się mniej widoczni. SB zresztą została zręcznie wmontowana w strukturę Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wraz ze Strażą Pożarną, Wojskami Ochrony Pogranicza i biurami paszportowymi. Udało się ukryć przed społeczeństwem, że kariery rozpoczynane w stalinowskim MBP rozwijały się spokojnie w gomułkowskim i gierkowskim MSW, kary za morderstwa z pierwszych lat PRL ponieśli nieliczni, że tak wielu „zasłużonych towarzyszy” nadal pracowało w resorcie. 

W czerwcu 1976 r. podwyżka cen ogłoszona przez premiera Jaroszewicza wywołała protesty robotników w Radomiu i w Ursusie. Wtedy nowoczesna na pozór ekipa rządząca pokazała swoje prawdziwe, bolszewickie oblicze. Robotników sadystycznie tłuczono w czasie „ścieżek zdrowia”. Tysiące ludzi aresztowano, zwalniano z pracy, represjonowano. Wtedy młodzi inteligenci warszawscy utworzyli Komitet Obrony Robotników, wtedy też MSW rozbudowała stan kadrowy Grupy D, przekształcając ją w osobny wydział VI Departamentu IV. (…)

Studenci i esbecy

W działalność KOR włączył się również Stanisław Pyjas, student V roku filologii polskiej i filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wraz z przyjaciółmi rozpoczął zbieranie wśród studentów krakowskich uczelni podpisów w obronie skazanych robotników Radomia. Akcja powiodła się nadspodziewanie. Jak wspomina Bronisław Wildstein, liczyli że zbiorą może setkę podpisów. Zebrali ponad 500. Działalność studenckiego kręgu zwróciła już wcześniej uwagę krakowskiej SB, a zaangażowanie się w działalność korowską ściągnęło pierwsze, początkowo niezbyt dotkliwe, represje. SB zażądała od władz uczelni, by przeprowadziły odpowiednie rozmowy. Gdy rodzice Staszka wychodzili od prorektora, czekał na nich syn: „Ja nie mogę inaczej postępować, ja muszę postępować zgodnie z własnym sumieniem”. Zaczęły się też rewizje, wezwania na rozmowy i przesłuchania. Standardową procedurą esbecji było traktowanie pierwszej rozmowy jako formy sprawdzenia, czy delikwent nie okaże „postawy obywatelskiej” i nie zgodzi się współpracować z „organami”. Pyjas i Wildstein o współpracy z bezpieką słyszeć nie chcieli. Za to jeden z ich kolegów był bardziej niż chętny. Wszechmocny „aparat” rozpoczął bezlitosną grę…

 

 



Źródło: tygodnik GP

#Pyjas #śmierć #SB #śledztwo

Tomasz Panfil
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo