W ostatnich dniach mogliśmy obserwować istny sondażowy zawrót głowy. Spore zamieszanie wywołały wyniki badań wykonanych przez grupę Millward Brown dla TVN. To jednak nic w porównaniu z wynikami sondaży Kantar Public dla „Gazety Wyborczej”. Wyjaśnienia sondażowych zawiłości podjęła się Agnieszka Kublik. Brzmi ciekawie? To jeszcze nic, zaledwie kilka dni wcześniej pani redaktor z Czerskiej dość krytycznie odnosiła się do porównywania wyników badań przeprowadzonych właśnie przez Kantar Public.

Po raz pierwszy od długich miesięcy Prawo i Sprawiedliwość utraciło liderowanie w sondażach na rzecz Platformy Obywatelskiej. Sondaż wykonała grupa Millward Brown, która jeszcze dwa tygodnie temu ogłosiła, że poparcie PiS jest dwa razy większe niż dla PO.

- W dużej mierze jest tak, że sondaże to kreowanie rzeczywistości. Podchodzimy do nich spokojnie, a najważniejsze są wybory - mówił nam Wojciech Skurkiewicz, poseł PiS‑u.

CZYTAJ WIĘCEJ: Sondażowy zawrót głowy. PiS: nie ma mowy o kryzysie

Po tym badaniu, jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się kolejne sondaże. Uaktywniła się również Agnieszka Kublik.

- Gdy rzecznik rządu PiS radzi mediom, by nie czytały sondaży, w których PiS przegrywa z PO, to znaczy, że prezes Kaczyński te sondaże czyta. I wie, że mają duże znaczenie psychologiczne – napisała w jednym z artykułów opublikowanych w ostatnich dniach Agnieszka Kublik.

Co ciekawe wczoraj „Gazeta Wyborcza” piórem właśnie Agnieszki Kublik objaśniała wyniki najnowszych badań zrealizowanych przez Kantar Public właśnie na zamówienie „Wyborczej”. Dziennikarka poświęciła tym zagadnieniom dwa osobne teksty: „Sondaż "Wyborczej". To już trend? Platforma ponownie o włos przed PiS-em. A Nowoczesna znów spada” oraz „Sondaż "Wyborczej": Duda wygrywa w pierwszej turze z Tuskiem. Mocny Kukiz. Biedroń z potencjałem?”.

Zestawienie kilku ostatnich publikacji Agnieszki Kublik na temat sondaży:
(fot. na podst. print screen wyborcza.pl)

Z pierwszego badania Kantar Public z 26-27 kwietnia (próba losowa, ogólnopolska, telefoniczna, wspomagana komputerowo)  wynika, że PO wygrywa z PiS, jednak przewaga Platformy „mieści się w granicach błędu statystycznego” i wynosi 28 do 27 pkt. Proc.

- Dlatego te dane trzeba traktować bardzo ostrożnie. Dopiero gdy kilka sondaży pokaże między liderami różnicę wyższą niż błąd pomiaru (czyli co najmniej 4 pkt proc.), będzie można mówić, że opozycja ma większe notowania niż partia rządząca – przekonuje redaktor Kublik.

Natomiast z drugiego badania Kantar Public dla „Wyborczej” z 26-27 kwietnia (próba losowa, ogólnopolska, telefoniczna, wspomagana komputerowo) wynika, że „Andrzej Duda w pierwszej turze wyborów prezydenckich pokonałby Donalda Tuska w stosunku 38:31”.
 

 - Duda ma za sobą niemal cały elektorat PiS, Tusk - tylko trzy czwarte wyborców Platformy - wynika z sondażu Kantar Public dla „Wyborczej” [...] Bez wątpienia wynik batalii prezydenckiej będzie zależeć od wyniku poprzedzających ją wyborów. Ale już dziś pojawiają się sondaże prezydenckie, które oczywiście są nie tyle prognozą wyników, co raczej obrazem dzisiejszych emocji wobec ewentualnych kandydatów. Sprawdziła je również „Wyborcza” - tak Agnieszka Kublik wyjaśnia swoim czytelnikom potrzebę publikacji prezydenckiego sondażu.

Co ciekawe jeszcze 20 kwietnia, czyli zaledwie osiem dni przed publikacją zamówionych przez „Wyborczą” sondaży Kantar Public to właśnie Agnieszka Kublik wskazywała na zaskakujące rozbieżności w ostatnich badaniach tej sondażowni w tekście pt. „Dwa sondaże Kantar Public i dwa różne wyniki. PiS ma 38 proc., czy 28 proc. poparcia? ”.
 
Chodziło o to, że wyniki sondażu Kantar Public, które opublikowała Polska Agencja Prasowa dość mocno różniły się od tych, z sondażu tej samej pracowni opublikowanego na łamach „Wyborczej”. W sondażu PAP poparcie dla PiS plasowało się na poziomie 38 proc., podczas gdy na PO chciało głosować zaledwie 19 proc. respondentów. Tymczasem z opublikowanego zaledwie dzień później sondażu Kantar Public dla „Wyborczej” wynikało, że oddanie głosu na PiS deklaruje 28 proc. ankietowanych, a głosowanie na PO zapowiada 27 proc. respondentów.

W internecie zawrzało. Zastanawiano się, skąd wzięły się aż takie rozbieżności. Swoją teorię na ten temat szybko przedstawiła czytelnikom „Wyborczej” Agnieszka Kublik.

- Tych badań nie wolno porównywać.  [...] To badanie [opublikowane przez PAP – przyp. red.] zostało przeprowadzone w dniach 6-11 kwietnia na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1037 dorosłych Polaków metodą wywiadów bezpośrednich wspomaganych komputerowo.  I właśnie ta ostatnia informacja – że były to wywiady przeprowadzane metodą face to face – jest ważna. Bo nie można porównywać wyników sondaży przeprowadzanych różnymi metodami.  Sondaż, który opublikowaliśmy w piątek, został przeprowadzony telefonicznie. Dlatego nie ma sensu zestawiać danych z tych dwu badań: że w tamtym PO miała 27 proc. poparcia, teraz ma 19 proc. Albo że PiS wtedy miał 28 proc., a teraz ma 38 proc.  Można tylko porównywać poparcie dla partii w sondażach przeprowadzonych tą samą metodą – zawyrokowała Agnieszka Kublik.

To nie jedyne emocje, jakie towarzyszyły w ostatnich dniach kwestii sondaży. Interesująca sytuacja miała miejsce również w przypadku innego badania. Tym razem chodziło o badanie zamówione przez TVN, z którego wynika, że obecnie największym poparciem cieszy się... Platforma Obywatelska. Wynikom dokładnie przyjrzeli się internauci. I wyszło, że po zsumowaniu wszystkich wyników brakuje 3 proc. głosów. Co więcej, w badaniu całkowicie pominięto „odwieczną partię koalicyjną”, czyli Polskie Stronnictwo Ludowe.
 
CZYTAJ WIĘCEJ: Co jest nie tak z sondażem TVN? Internauci zauważyli coś dziwnego