Reaktywacja Stoczni Szczecińskiej. Sprzątanie po Tusku

Po ośmiu latach przerwy, w połowie tego roku, ruszy budowa pierwszej dużej jednostki w Stoczni Szczecińskiej.

Szczecinolog; creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/deed.en
Po ośmiu latach przerwy, w połowie tego roku, ruszy budowa pierwszej dużej jednostki w Stoczni Szczecińskiej. Będzie to jeden z dwóch promów pasażersko-samochodowych dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Są plany na budowę kilku następnych jednostek dla polskich armatorów, co jest szansą na odbudowę przemysłu stoczniowego „wygaszonego” za rządów premiera Donalda Tuska.

7 marca 2009 r., sobota, godzina 11. Do Stoczni Szczecińskiej na plac przy pochylni Odra Nowa przyszły tysiące ludzi. Nie tylko mieszkańcy Szczecina. Wielu przyjechało autokarami z całego województwa. Aut było tak dużo, że przy historycznej bramie głównej stoczni, gdzie wisi tablica upamiętniająca pomordowanych stoczniowców w grudniu 1970 r., nie było kawałka wolnego miejsca. Ale powód jest także historyczny. W Stoczni Szczecińskiej wodowany jest ostatni statek – kontenerowiec Fresco Vladimir dla rosyjskiego armatora z Władywostoku. To 673. statek wodowany w powojennym Szczecinie. I już ostatni. Zgodnie z decyzją polityczną stocznia w Szczecinie zostanie zlikwidowana.

Skorzystali Niemcy

Stało się to za sprawą tzw. specustawy stoczniowej, przyjętej przez rządy PO i PSL w marcu 2009 r. W praktyce ustawa oznaczała likwidację Stoczni Szczecińskiej Nowa, wyprzedaż jej majątku i zwolnienia grupowe pracowników. Specustawę referował szczeciński poseł Sławomir Nitras. „Tusk to syndyk Polski”, „Oddali miejsca pracy Unii na tacy” – z takimi transparentami protestowali podczas wodowania ostatniego statku związkowcy z Solidarności. Bo to Komisja Europejska zakazała pomocy finansowej polskim stoczniom. Premier Tusk na to przystał. W Szczecinie straciło pracę 4 tys. stoczniowców.


– Zniknęła pierwsza stocznia w Europie, a piąta w świecie, która rocznie sprzedawała 20 statków. Na tym upadku skorzystała konkurencja zza Odry. Podczas jednego ze spotkań pani kanclerz Angela Merkel wyraźnie powiedziała, że przemysł stoczniowy jest narodowym przemysłem niemieckim. Z kolei prezes stoczni w Wismarze stwierdził wprost, że eliminacja z rynku Stoczni Szczecińskiej uratowała Wismar

– mówi "Gazecie Polskiej" Andrzej Strzeboński, prezes Szczecińskiego Parku Przemysłowego.

Od tego czasu majątek stoczni był niszczony, dewastowany i wywożony na złom. W lipcu 2010 r. szczeciński senator Krzysztof Zaremba zabrał na teren stoczni dziennikarzy. Pokazał skalę dewastacji. Zawiadomił prokuraturę i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, jednak organy ścigania nie podjęły żadnych działań. – Skierowaliśmy zawiadomienie do prokuratury i mamy nadzieję, że tym razem śledczy z uwagą zbadają sprawę upadłości stoczni – powiedział "Gazecie Polskiej" poseł Zaremba.

Odbudowa

Odbudowa przemysłu stoczniowego była jednym z głównych punktów programu wyborczego PiS. Opozycja, a także wielu mieszkańców Pomorza Zachodniego uznawało to za mrzonkę. Tymczasem po wygranych wyborach na pierwsze spotkanie ministra gospodarki morskiej Marka Gróbarczyka w sprawie odbudowy stoczni przyszło kilkaset osób – dawnych stoczniowców i ludzi związanych z branżą.

W marcu 2016 r. prezesem Szczecińskiego Parku Przemysłowego został Andrzej Strzeboński, który był we władzach Porta Holding, w skład którego wchodziła Stocznia Szczecińska. W lipcu 2016 r. wicepremier Mateusz Morawiecki i minister Marek Gróbarczyk spotkali się z dziennikarzami na terenie stoczni w historycznej stołówce – to właśnie w tym miejscu 30 sierpnia 1980 r. protestujący robotnicy podpisali ze stroną rządową porozumienia kończące strajk na Pomorzu Zachodnim. Wicepremier Mateusz Morawiecki ogłosił, że jest możliwa odbudowa stoczni. – Wierzę, że jest możliwa odbudowa polskiego przemysłu stoczniowego, pomimo ogromnych przeszkód zarówno po stronie prawnej, regulacyjnej, legislacyjnej, infrastrukturalnej i – co tu dużo mówić – oczywiście finansowej – mówił Morawiecki. – W kilka miesięcy udało się zrobić więcej niż w poprzednich kilku latach, kiedy ten majątek był wyprzedawany i taki był pomysł na „przemysł stoczniowy” – dodał.

W tym samym okresie prezydent podpisał ustawę stoczniową, która weszła w życie w styczniu tego roku. Przewiduje ona m.in. zerową stawkę podatku VAT na produkcję statków. Dzięki temu cena budowanych jednostek ma być konkurencyjna. W czerwcu 2016 r. podpisany został list intencyjny w sprawie utworzenia konsorcjum stoczniowego, które ma rozpocząć budowę promów dla polskich armatorów.

Wznowiona produkcja

– To ważny dzień dla Stoczni Szczecińskiej – poinformowała 23 stycznia tego roku premier Beata Szydło. Fundusz Inwestycyjny Mars należący do Ministerstwa Obrony Narodowej kupił za 101 mln złotych tereny dawnej Stoczni Szczecińskiej Nowa. Z kolei wicepremier Mateusz Morawiecki zapowiedział w Szczecinie, że w czerwcu zostanie położona stępka pod budowę pierwszego – po ośmiu latach – dużego statku: promu dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. – Krok po kroku przybliżamy się do realizacji wizji polskiego przemysłu stoczniowego jako jednego z kół napędowych, jednej z lokomotyw polskiego rozwoju gospodarczego. Dla mnie zawsze przemysł stoczniowy był oczywiście zarówno taką nie tylko historyczną, symboliczną kolebką polskości, walki o Polskę, o lepsza Polskę, lecz także później, w czasach transformacji, w czasach III Rzeczpospolitej, stał się też niestety symbolem utraconych szans – mówił wicepremier Morawiecki.

Pierwszy duży statek, jaki będzie budowany po ośmioletniej przerwie, to prom dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Będzie to jednostka typu ro-pax o długości około 220 m i szerokości 30 m. Ma zabierać 900 pasażerów i samochody ciężarowe, a jego linia załadunkowa ma wynieść 3,5 km. Jednostka będzie miała napęd na paliwo LNG.

Polska Żegluga Bałtycka zamówiła dwa takie promy. Po nich mają być budowane kolejne dla polskich armatorów, także dla tego największego – Polskiej Żeglugi Morskiej. – To jest całkiem realny pomysł – ocenia Grzegorz Gibas, publicysta morski z Polskiego Radia Szczecin:

– Mimo dołka na rynku shipingowym myślę, że jest koniunktura na budowę promów pasażersko-samochodowych. Takie jednostki buduje się na konkretne zamówienie dla armatorów specjalizujących się w obsłudze konkretnych linii. Tak się składa, że zarówno Polska Żegluga Bałtycka, jak i Polska Żegluga Morska mają już bardzo stare promy i będą musiały je wymieniać na nowe. Jednostki te można wybudować w polskich stoczniach. Szczecin wciąż dysponuje wykwalifikowaną kadrą. Nie wszyscy stoczniowcy wyjechali do Norwegii.


Obecnie na terenie Szczecińskiego Parku Przemysłowego trwa proces odtwarzania dawnego majątku stoczni. Działa tu już 70 firm, które prowadzą produkcję niewielkich jednostek, takich jak kutry rybackie czy paszowce. W sumie zatrudniają już ponad 1500 osób. Złożono także wniosek o zmianę nazwy Szczecińskiego Parku Przemysłowego na Stocznia Szczecińska.
 

Materiał dotyczący Stoczni Szczecińskiej ukazał się w programie „Koniec systemu”, który jest emitowany w każdy wtorek o g. 21.30 na antenie Telewizji Republika – powtórki środa 11:20 oraz sobota 9:20. Archiwalne odcinki tego programu można obejrzeć na Facebooku na stronie Koniec Systemu

 



Źródło: Gazeta Polska

 

#Tusk #Stocznia Szczecińska

Dorota Kania,Tomasz Duklanowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo