- Na pewno nasza obecność nie uszła jego uwadze i była znacząca - powiedział portalowi niezalezna.pl były opozycjonista Adam Borowski, szef Klubu Gazety Polskiej w Warszawie, którego członkowie pofatygowali się na warszawski dworzec, by "powitać" Donalda Tuska.

- Chcieliśmy mu tylko w pewien symboliczny sposób przypomnieć o jego roli. Natomiast wywiązała się z tego solidna demonstracja - dodał.

Byliśmy z transparentem "Koniec bezkarności. Donald Tusk - Trybunał Stanu Czeka!". Chodzi o to, że Donald Tusk przez dwie kadencje tworzył państwo, jakie sami politycy PO nazwali "państwo teoretyczne". I ktoś musi za to odpowiedzieć, za to, że nie dbano o Rzeczpospolitą, tylko tworzono jej atrapę. To ogólny zarzut, ale jest mnóstwo innych szczegółowych m.in oddanie śledztwa smoleńskiego Rosjanom, umorzenie 1,2 mld Gazpromowi, czy afera Amber Gold. Państwo pod jego wodzą przyzwalało na korupcję i dlatego z takim transparentem tam byliśmy mając nadzieję, że nie będzie to jego ostatnia wizyta w takich spawach, ale że będzie stawał przed prokuratorem nie tylko jako świadek, ale powinien stanąć jako oskarżony.

- powiedział niezalezna.pl szef Klubu „ Gazety Polskiej” w Warszawie.

- Charakterystyczne było to że zwolennicy mieli wydrukowaną twarz Donalda Tuska na czerwonym tle - dodał Borowski.

Na miejscu był pan Niesiołowski, pani Kopacz, którzy chcieliby widzieć pewną symbolikę w tym jego przyjeździe nawiązująca do 10 listopada 1918 roku i przybyciu Piłsudskiego, ale to nie ten format człowieka, żeby nawiązywać do tej tradycji.

- dodał Adam Borowski.