Od wielu tygodni podejmowane są próby skłócenia Jarosława Kaczyńskiego z Antonim Macierewiczem. Części tych, którzy za tymi działaniami stoją, chodzi o pozbycie się Macierewicza, zatrzymanie zmian w wojsku i przede wszystkim bardzo zaawansowanego śledztwa smoleńskiego.

Oczywiście takie działania ułatwiło kilka wpadek wizerunkowych, ale wpadki to jeszcze nie przestępstwa i nie powinny przesłaniać niezwykłych zmian, na które czekaliśmy od tragedii smoleńskiej. Kiedy patrzę, kto z „naszej strony” szczególnie angażuje się w skłócanie tych dwóch polityków, to widzę, że są to bardzo często publicyści i politycy, którzy wcześniej domagali się odejścia Jarosława Kaczyńskiego, a nagłego nawrócenia doznali pod wpływem korzystnych dla PiS‑u sondaży. Dlatego sądzę, że Macierewicz jest tu tylko etapem. Jednym chodzi o większe wpływy w obozie władzy, innym o jego osłabienie albo wręcz rozbicie. Wartością dla PiS‑u jest przywództwo Jarosława Kaczyńskiego i wartością jest także to, co robi Antoni Macierewicz. Nie przyłożę ręki do niszczenia żadnej z tych wartości. To, że inni się w to angażują, świadczy o nich i ich intencjach jak najgorzej.