Wydana 5 kwietnia decyzja NSA kończy wojnę o Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, jaką od roku prowadził z ministrem Glińskim Paweł Machcewicz wspierany przez władze Trójmiasta.

Historia Muzeum II Wojny Światowej rozpoczęła się1 września 2008 r. , gdy minister kultury Bogdan Zdrojewski (PO) nadał istniejącemu w Gdańsku Muzeum Westerplatte status państwowej instytucji kultury. Tego samego dnia premier Tusk mianował historyka, dr. hab. Pawła Machcewicza głównym doradcą w Gabinecie Politycznym Prezesa Rady Ministrów. Kilka tygodni później nazwę instytucji zmieniono na Muzeum II Wojny Światowej, likwidując Muzeum Westerplatte. W 2009 r. Machcewicz otrzymał tytuł profesora nauk humanistycznych. 1 września 2010 r. rozstrzygnięto konkurs na jego siedzibę. Do realizacji skierowano projekt studia architektonicznego „Kwadrat” z Gdyni. Plany były imponujące: futurystyczny gmach o pow. 23 tys. mkw. miał powstać przy Wałowej, tuż nad brzegiem Motławy.

Jeden z działaczy gdańskiej PO mówi: „Muzeum było oczkiem w głowie Donalda Tuska. Nie liczono się z kosztami. Liczył się tylko rozmach”. Gdańska placówka miała przyćmić owym rozmachem Muzeum Powstania Warszawskiego, które w 2004 r. otworzył prof. Lech Kaczyński.

Za rozmach podległe Zdrojewskiemu ministerstwo płaciło szerokim gestem. Płaciło i nie zadawało niewygodnych pytań. Trwał kryzys. Zamrożono wydatki na dziesiątki inwestycji związanych z kulturą. Istniejące od 2006 r. Muzeum Historii Polski „tułało się” bez własnej siedziby. Pole bitwy Westerplatte zarastało chwastami, niszczały autentyczne obiekty. Jednak na gdańskie muzeum przy Wałowej funduszy nie mogło zabraknąć. Pierwszy etap, prace ziemne w technologii „białej wanny” realizowany przez francuską firmę Soletanche kosztował polskiego podatnika 95 milionów złotych. Betonowe wylewki mają grubość kilku metrów i tysiące metrów powierzchni.

Ten etap prac przedłużył się o 2 lata. Zakończono je dopiero latem 2014 r. Wówczas na plac budowy wjechał ciężki sprzęt Hochtiefu i Warbudu. Za kolejny etap „rozmachu” wystawiono ministerstwu rachunki na prawie ćwierć miliarda złotych. Donald Tusk został „królem Europy”, lecz na posterunku przy flagowej inwestycji trwali jego zaufani ludzie z Machcewiczem na czele. Mijały miesiące,  budowa znów przedłużała się. Koszty rosły, lecz liczył się tylko propagandowy sukces. Inwestycja kosztowała podatników ok. pół miliarda złotych.

Strach przed łączeniem
Po wygranych przez PiS wyborach minister kultury Piotr Gliński zapowiedział połączenie Muzeum II Wojny Światowej i Muzeum Westerplatte w jedną placówkę. Argument o ekonomicznym sensie połączenia dwóch działających w Trójmieście instytucji o podobnym profilu brzmiał sensownie. Machcewicz wsparty przez GW, TVN i inne mainstreamowe media rozpoczął wściekły atak na swojego pracodawcę. Przyjęto histeryczną narrację o „likwidacji muzeum”. Prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz (PO) posunął się do szantażu, grożąc, że władze miasta odbiorą działkę pod budowę muzeum przekazaną przez radę miasta jako darowiznę. 23 września 2016 r.  Minister KiDN ogłosił decyzję o połączeniu Muzeum II WŚ i Muzeum Westerplatte Wojny Obronnej 1939 w jedno muzeum. Rozpoczęła się batalia sądowa.

Tupet nieograniczony: grzywna dla ministra
Że polskie sądy działają opieszale wiadomo nie od dziś. Wyjątkiem są sprawy polityczne, bo orzekający w nich sędziowie, cytując klasyka, „są rozgrzani”, a wysoka temperatura pozwala na osiągnięcie niezwykłego tempa pracy. W sprawie Muzeum II Wojny Światowej, Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) wykazał się niespotykanym, jak na standardy polskiego wymiaru sprawiedliwości tempem działania.

21 października MKiDN przekazało skargę Muzeum II WŚ w Gdańsku wraz ze swoją odpowiedzią do WSA. Cztery tygodnie później WSA zablokował Zarządzenie Ministra KiDN. W ciągu tygodnia MKiDN złożyło zażalenie na decyzję WSA do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA), który wydał jednoznacznie pozytywną decyzję 24 stycznia 2017 r., lecz już 30 stycznia 2017 r. decyzją WSA sędzia Izabela Ostrowska ponownie wstrzymała Zarządzenie Ministra o połączeniu muzeów. Sędzia orzekająca oparła postanowienie z 30 stycznia na wcześniejszym swoim postanowieniu, poddanym zresztą druzgoczącej krytyce przez Naczelny Sąd Administracyjny, kopiując je w 95 %. Dodano jedynie bezzasadny argument o „potencjalnym prawie do odwołania przez miasto Gdańsk darowizny na rzecz Muzeum”. Odpis postanowienia doręczono do MKiDN 1 lutego, a więc w dniu zaplanowanego połączenia muzeów. Tu widoczne jest iście ekspresowe tempo działania - 4 dni robocze! Wcześniej na podjęcie podobnej decyzji sędzia Ostrowska potrzebowała aż miesiąca. W tym czasie dyr. Machcewicz posunął się do złożenia wniosku o ukaranie swojego przełożonego, ministra Glińskiego…grzywną.

KOD już nie pomoże
Gdy 30 stycznia decyzja WSA zablokowała zaplanowane na 1 lutego połączenie muzeów, na placu W. Bartoszewskiego, tuż przy wejściu do placówki prof. Machcewicza pojawiło się pospolite ruszenie zwolenników Mateusza „Faktury” Kijowskiego. „Historia nie może być domeną walki politycznej, domeną manipulacji. Musimy obserwować rozwój wypadków w Muzeum II Wojny Światowej!” – zagrzewał kodziarzy, grzmiąc niczym rasowy agitator, prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz. Historia nie może być domeną walki politycznej… Zapewne tak, ale nikt, kto obserwował sytuację, nie miał już wątpliwości, że wspierający Machcewicza, Adamowicz upolitycznił sprawę muzeum do maksimum. WSA opóźnił łączenie muzeów. Kodziarze podreptali w miejscu, pomarzli trochę i poszli. Gliński wykazał się determinacją, a ministerstwo odwołało się od decyzji WSA. Pokrzykiwanie Adamowicza i smętne „demonstracje” KOD organizowane przed muzeum nie mogły zmienić ani zakląć rzeczywistości.

Zachwyt, który niepokoi
Bernd Fabritius, deputowany Bundestagu (CSU) jest szefem Niemieckiego Związku Wypędzonych  (Bund der Vertriebenen, BdV). Związek powstał w 1957 r. W jego władzach zasiadały osoby o niezbyt świetlanej, hitlerowskiej przeszłości. W latach 1959-63 na czele Związku Wypędzonych prezes Hans Krüger, wieloletni członek NSDAP i sędzia z Chojnic, wydający wyroki śmierci na polskich obywateli Pomorza. Naturalnie, dziś w BdV byłych hitlerowców już nie ma, lecz ich następcy, jak Erika Steinbach (1998-2004) sympatią do Polski nie pałają. Z Prus Wschodnich, Sudetów i innych terenów na Wschodzie wysiedlił ich Stalin, lecz nadal winą obciążają Polskę i Polaków. Ich ocena lat wojny i pojałtańskich zmian całkowicie różni się od polskiego spojrzenia na historię. Podczas marcowej wizyty w Polsce, Fabritius w wywiadzie dla Deutche Welle opowiadał o swoich wrażeniach z wizyty w Gdańsku, w tym także w Muzeum II Wojny Światowej. Prezentowana tam narracja zachwyciła niemieckiego gościa. „Mogliśmy zobaczyć otwieraną za kilka dni wystawę. Byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni jej koncepcją, począwszy od wywołania II wojny światowej, skończywszy na jej skutkach – mówił zachwycony Fabritius. "Po raz pierwszy zobaczyłem, w jak rzetelny sposób problematyzowane są nawet wypędzenia Niemców z Polski".

Jednak połączone
5 kwietnia 2017 r. NSA wydał decyzję, która odblokowała proces łączenia gdańskich muzeów. Na czele Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku stoi dr Karol Nawrocki, do niedawna szef Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej gdańskiego oddziału IPN.  Jest znanym na Pomorzu społecznikiem nagradzanym wieloma odznaczeniami środowisk kombatanckich i patriotycznych. W plebiscycie „Dziennika Bałtyckiego” został wybrany Osobowością Gdańska i Pomorza roku 2016 za zaangażowanie społeczne, działalność edukacyjną i charytatywną wybrany Osobowością Gdańska i Pomorza roku 2016.
Warto zwrócić uwagę, że w nowej instytucji kultury, to właśnie autentyczne, a nie zbudowane z płyty gipsowo-kartonowej, autentyczne pole bitwy Westerplatte stanie się najcenniejszym elementem Muzeum II Wojny Światowej.

Statut nowej instytucji łączy zadania obu  placówek i przewiduje w jej strukturze Oddział pod nazwą Muzeum Westerplatte i Wojny 1939.