Jacek Magiera chyba w końcu znalazł rozwiązanie problemów Legii w ataku. „Magic” na dobre machnął ręką na pozyskanych zimą Daniela Chimę Chukwu i Tomasa Necida. Na szpicy już po raz drugi z rzędu zagrał Michał Kucharczyk i ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę.

Necid i Chukwu to transferowe niewypały zimowego okienka. Mieli godnie zastąpić Nemanję Nikolicia i Aleksandara Prijovicia, a żaden nie łapie się nawet do meczowej osiemnastki. Z Pogonią - podobnie jak wcześniej z Lechią - drużynę po raz kolejny uratował Kucharczyk. Tym razem wystąpił już nie w roli jokera, ale podstawowego napastnika.

Kucharczyk, często wyszydzany i wyśmiewany ze względu na swoje piłkarskie ograniczenia, znów pokazuje, że jest Legii potrzebny. Jego zalety zna każdy ligowiec, a mimo to trudno go zatrzymać. Szybkość, start do piłki i umiejętność znajdowania się w sytuacjach strzeleckich - w Ekstraklasie to atuty wystarczające.

- Dla mnie najważniejsze, że Michał to piłkarz wszechstronny. Może zagrać na skrzydle, ale i płynnie odnaleźć się z przodu - nie ukrywa Jacek Magiera, który wcześniej na pozycji snajpera próbował także Miroslava Radovicia. Serb nie radził sobie na szpicy tak jak oczekiwano, dużo bardziej przydatny jest jako rozgrywający albo skrzydłowy i wygląda na to, że eksperyment z jego udziałem można uznać za zakończony.

Z Pogonią „Kuchy” od początku był bardzo aktywny, w pierwszej połowie strzelił nawet dwa gole, ale oba ze spalonych. W końcu jednak zdołał się urwać obrońcom i otworzył wynik spotkania przy Łazienkowskiej. Drugiego gola dorzucił Vadis Odjidja-Ofoe. 

Przerwa na reprezentację wyraźnie pomogła legionistom, którzy grali szybciej i bardziej dynamicznie, a nad Pogonią dominowali także fizycznie. - Będziemy pracować nad tym, żeby być jeszcze bardziej skoncentrowanymi w kluczowych sytuacjach, takich jak przy spalonych Kucharczyka. Przez ostatnie tygodnie pracowaliśmy bardzo intensywnie, bo świeżość łapie się poprzez odpowiedni trening, a nie leżąc na łóżku. Pracujemy zgodnie z planem, monitorujemy piłkarzy poprzez system GPS, na podstawie którego planujemy treningi. Chcemy grać na wysokich obrotach. Posmakowaliśmy gry w Lidze Mistrzów i gry co trzy dni, a żeby osiągnąć taki poziom, trzeba popracować. Taki był plan żeby z meczu na mecz fizycznie wyglądać coraz lepiej - stwierdził Magiera.

Legia znów regularnie punktuje i jest w czubie tabeli, ale próżno szukać w jej grze jesiennej finezji. Na wiosnę maszyna Magiery gra bardziej siłowo i pragmatycznie. Solidny Kucharczyk, który piłkarskie braki przykrywa charakterem i walką, jest tego największym symbolem. Wciąż jednak na dobre nie obudzili się Odjidja-Ofoe z Radoviciem, więc może jeszcze doczekamy się w Legii fajerwerków.