Maciej Wandzel i Bogusław Leśnodorski przestali rządzić Legią. Od czwartku na Łazienkowską wprowadził się nowy zarząd, na czele którego stoi Dariusz Mioduski. Dotychczasowy większościowy udziałowiec Legii wykupił akcje Leśnodorskiego i Wandzla, a ci pożegnali się z klubem.

„Nie był to dla mnie zawodowy obowiązek, tylko misja i szansa na realizację marzeń. Moich, ale przede wszystkim milionów kibiców w Polsce i na świecie. Nie mam doświadczenia w pisaniu tego typu odezw, w zgodzie z własnym stylem powinienem powiedzieć: ‘Dzięki’. Sytuacja - sami przyznacie - jest szczególna i wymaga więcej słów. Tak jak Legia jest miejscem szczególnym” - napisał Leśnodorski. „Od pierwszych dni realizowałem wizję Legii nas wszystkich. Bo Legia to nie klub właścicieli i działaczy, ale Wasz - kibiców, niezależnie od tego, ile macie lat, jaki kibicowski staż i na której trybunie siedzicie. To była naczelna zasada mojej misji. Jak mogłem, odrzucałem kompletnie obcy mi wzorzec ‚korpoprezesa’. Jednym się to podobało, innym nie, dziś mogę powiedzieć, że zrobiłem wszystko, co umiałem, by Legia stała się miejscem, które jest częścią Was” - dodał były już prezes Legii.

Leśnodorski przyznał, że z pełną świadomością odpuścił walkę na wyniszczenie, którą można było ciągnąć jeszcze przez wiele miesięcy, a nawet lat.

„Legia nie może dzielić, powinna tylko łączyć. I choć jako właściciele przestaliśmy się zgadzać co do wizji przyszłości, pół roku niepewności to zbyt wiele dla wszystkich, którzy na co dzień zostawiają w klubie swoje kompetencje i serce. Uznałem wspólnie z Maciejem Wandzlem, że spór właścicielski, który niepotrzebnie stał się elementem życia publicznego, dla dobra Legii nie powinien trwać ani dnia, ani godziny dłużej. Stąd moja decyzja o rezygnacji - najlepsza, jaką w tej sytuacji można było podjąć” - wytłumaczył.


Leśnodorski, który rządził Legią przez cztery lata, przestał pełnić funkcję prezesa, ale zostaje w klubie w roli przewodniczącego Rady Nadzorczej. Takiego szczęścia nie ma skonfliktowany z Mioduskim Wandzel. On odchodzi z Łazienkowskiej definitywnie. „Pragnę poinformować społeczność legijną i opinię publiczną, iż sprzedałem swoje udziały w spółce Legia Holding Panu Dariuszowi Mioduskiemu oraz złożyłem rezygnację ze wszystkich funkcji w klubie Legia. Decyzję tę podjąłem mając na uwadze wyłącznie dobro Legii, w interesie której leżało jak najszybsze zakończenie sporu właścicielskiego. Moim celem była dalsza praca na rzecz rozwoju naszego klubu, którego powodzenie zawsze powinno być ważniejsze niż osobiste plany czy ambicje. Do niedawna nie zakładałem takiego rozwiązania, lecz rzeczywistość to zweryfikowała” - napisał.

Z Legią pożegnał się nie tylko właścicielski duet. Z zarządu odchodzi Jakub Szumielewicz, a wypowiedzenia złożyli związani z Leśnodorskim pracownicy. To m.in. kierownik do spraw rozwoju Dominik Ebebenge, dyrektor Akademii Jacek Mazurek i jego współpracownicy: Jarosław Wójcik i Radosław Boczek. W nowym rozdaniu nie widzieli się także dyrektor do spraw mediów i PR Seweryn Dmowski, dyrektor działu prawnego Marcin Ungier, pracujący w klubowym muzeum Maciej Dobrowolski, trener bramkarzy Akademii Grzegorz Szamotulski i spiker Dariusz Urbanowicz.

Z biznesowego punktu widzenia projekt Legia okazał się dla Leśnodorskiego i Wandzla strzałem w dziesiątkę. Każdy z nich za 20 procent udziałów Legii zapłacił 1,6 miliona złotych, by teraz dostać po 19 milionów. Obaj nie tak wyobrażali sobie jednak swój koniec w klubie. Na pocieszenie - trzech mistrzowskich tytułów, trzech Pucharów Polski, gry w Europie i awansu do Ligi Mistrzów nie da się kupić. Zapiszą się w historii Legii wraz z jej byłymi właścicielami.