Po zajściach w Londynie prezydent USA Donald Trump zatelefonował do brytyjskiej premier Theresy May i zapewnił ją o swym pełnym poparciu. Rzecznik Białego Domu Sean Spicer powiedział, że prezydent jest informowany na bieżąco o sytuacji w brytyjskiej stolicy.

Sekretarz stanu Rex Tillerson wydał oświadczenie, w którym złożył kondolencje oraz podkreślił, że USA „potępiają te straszne akty przemocy” i że „dla ofiar nie ma żadnej różnicy, czy dokonały ich jednostki z zaburzeniami, czy terroryści”.

Rzecznik Departamentu Stanu Mark Toner zapewnił o gotowości USA do udzielenia Wielkiej Brytanii wszelkiego wsparcia.

W ataku, do którego doszło dziś koło gmachu parlamentu w centrum Londynu, zginęły co najmniej cztery osoby, a 20 zostało rannych. Prawdopodobnie sprawcą był niejaki Abu Izzadeen (urodził się jako Trevor Richard Brooks).