​Co komu śmierdzi w Polsce

  

No bo tacy są! – rzekł mi poseł Nowoczesnej Krzysztof Mieszkowski, gdy zwróciłem uwagę, że w poczytnych mediach wydawanych przez niemiecko-szwajcarski koncern Axel Springer Polacy są często przedstawiani jako ksenofobiczna, brudna i zła tłuszcza z depresją. Można by machnąć ręką na opinie „króla ortalionu”, gdyby nie fakt, że takich jak on, przekonanych o immanentnych wadach Polaków, jest więcej.

Poseł Mieszkowski – „król ortalionu” (który to przydomek zyskał po tym, jak w sali plenarnej Sejmu wystąpił w odzieniu sportowym i odebrał telefon podczas wystąpienia) – znany jest z tego, że dość specyficznie podchodzi do kwestii społecznych i obywatelskich. Twierdził np., że Polacy (w tym wypadku środowiska narodowo-katolickie) nie dorośli do głębi artystycznej spektaklu „Klątwa”, w którym Polskę, Polaków i Kościół katolicki zmieszano z błotem. Odmawiał przy tym prawa kardynałowi Dziwiszowi do zajmowania stanowiska przeciwnego, a krytykę spektaklu przez duchownego skwitował: „W konkordacie nie ma zapisu, który pozwalałby łamać prawo wolności artystycznej”.

Urabianie mózgów

Opisana na wstępie opinia posła nie miałaby większego znaczenia, gdyby wyraził ją w kawiarni pełnej zblazowanych lemingów lub na kolegium redakcyjnym „News­weeka”. W tego typu miejscach podobne opinie są zapewne normą. Poseł RP powiedział to jednak w programie „Bez retuszu”, flagowym programie publicznej TVP Info, gdzie rozmawialiśmy o skandalicznej instrukcji, którą do podległych sobie mediów nad Wisłą wysłał jeden z dyrektorów koncernu Axel Springer. Program ów widziało i słyszało jakieś kilkaset tysięcy osób. W internecie zobaczy zapewne drugie tyle.

Poglądy takie jak Mieszkowskiego są obecne w polskiej debacie publicznej przeważnie za sprawą mediów i polityków, którzy z nihilizmu, negacji wartości i wmawiania Polakom, że są gorsi, zrobili sposób na zaistnienie. Cóż, III RP przez wiele lat sprzyjała temu, by w Polakach kiełkowało owo ziarenko niższości i postkolonialna mentalność właściwa państwom postkomunistycznym. Sprawa jest opisana na setkach stron, więc tylko napomknijmy: chodzi o przekonanie (elit, ale i narodu), że trzeba podwiesić się pod jakieś „centrum decyzyjne” (wczoraj Moskwa, dziś Berlin/Bruksela), z którego to centrum krajem (w tym wypadku Polską) pokierują „mądrzejsi i piękniejsi”. Mentalność owa zakłada także, że we wszystkich dziedzinach życia wskazana jest imitacja „centrum”. Co więcej – „obce” jest lepsze niż „polskie” – od proszku do prania, po stosunek do wartości. Znamy to – wszak sam przymiotnik „polskie” przez wiele lat III RP funkcjonował jako pejoratywny (przykładem może być określenie „to takie polskie” na jakieś niedobre zjawisko społeczne lub „typowy Polak” na źle zachowującego się obywatela).

Polacy rasiści, każdy to powie

Nie jest tajemnicą, że podobne stereotypy powielają media związane z kapitałem innym niż polski i/lub media postkomunistyczne. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę np. frazę „Polacy się nie myją” lub „Polacy to rasiści”, by się o tym przekonać. Oczywiście opisywanie problemów społecznych oraz patologii to także rola mediów. Czym innym jest jednak pisanie o problemie, a czym innym ustawiczne przedstawianie Polaków jako podludzi, Kościoła jako źródła zła, a pogłębionej integracji europejskiej i „odrzucenia bagażu polskości” jako recepty.

Media, które grają podobną nutę, doskonale współpracują z politykami części dzisiejszej opozycji. Ta symbioza, brak „zdania drugiej strony” oraz swoisty postkolonialny masochizm wykształcony u części naszych rodaków sprawiały, że podobne treści trafiały na podatny grunt. Przez długie lata były codziennością także w mediach publicznych. Dziś te ostatnie są solą w oku opozycji, bo oto skończyła się epoka, kiedy można było podobne bajania wygłaszać bez komentarza lub przeciwwagi. Dziś poseł w typie Krzysztofa Mieszkowskiego nie może tak łatwo wystąpić przed kamerami TVP i wylewać pomyj na wszystko, co zechce, przekonany, że nikt nie zaprotestuje.

Cóż, to oczywiście nie oznacza, że podobnych mu polityków nie należy pokazywać. Zapewne są ludzie, do których jego przekaz trafia. Należy jednak mieć nadzieję, że ci, których uważa za „brudnych”, „ksenofobicznych” i „pogrążonych w depresji”, są w takiej większości, że pozwolą mu przestać się męczyć i zaoszczędzą wybrania na kolejną kadencję. Cóż to bowiem musi być za orka, reprezentować taki przeklęty (w mniemaniu posła) naród.

Leszek Galarowicz na łamach „Codziennej” niejednokrotnie opisywał, jak wszelakie „autorytety polityczne i medialne” utyskują na Polskę w najwymyślniejszy sposób, najczęściej nijak się mający do realnych problemów naszego kraju. Bo dziś to opisane wyżej media głównego nurtu – postkomunistyczne i te o kapitale zagranicznym – stanowią jedno z ostatnich miejsc, w których można śmiało wylewać pomyje, nie obawiając się kontrargumentacji. Stąd nie dziwią inne słowa posła Mieszkowskiego, które był łaskaw wygłosić w TVP Info: „To, co się wydarzyło po 1989 roku, gdy kapitał niemiecki bardzo zdecydowanie wszedł z pieniędzmi na rynek medialny, było w pewnym sensie jakimś ratunkiem dla tego rynku, bo był on w fatalnej sytuacji i w fatalnej kondycji finansowej”.

Pecunia et Polonia

Niemieccy zbawcy. Brzmi logicznie? Tylko przez chwilę, bo w tym kontekście warto usłyszeć głos niemieckiego pisarza Güntera Grassa cytowany przez byłego premiera Leszka Millera. Nieżyjący już noblista miał za czasów rządów Jerzego Buzka ostrzegać polskie władze przed bezrefleksyjną wyprzedażą mediów przez kapitał niemiecki, w tym właśnie przez koncern Springera. – Grass apelował, by Polska tak łatwo nie pozbywała się mediów. Było za późno. Przejęcie głównego segmentu gazet terenowych nastąpiło zaraz na początku lat 90. Apel Grassa miał swoje znaczenie, ale był spóźniony – mówił Leszek Miller. Był spóźniony, widzimy to dziś doskonale, gdy z niemieckiej centrali Springera płyną instrukcje, jak atakować rząd w Warszawie.

Ale zestawmy wypowiedź Grassa ze słowami wspominanego tu już do znudzenia posła Nowoczesnej (jest on doskonałym, bo wyraźnym reprezentantem szerszego grona polityków i ludzi mediów). – Nie mam nic przeciwko temu, że kapitał niemiecki jest zaangażowany w wydawanie prasy w Polsce. Myślę, że dobre pieniądze są potrzebne polskim dziennikarzom i polskim dziennikarkom. To jest rzecz normalna – rzekł Mieszkowski.

Hm… „Normalność” to z założenia zgodność z normą. Można więc z posłem Nowoczesnej się zgodzić, z zastrzeżeniem, że gdy patologia ubiera się w szaty normy, wcale nie przestaje być patologią. Faktem jest, że obcy kapitał zbudował platformę, z której często atakuje się Polskę i Polaków, a ci, którzy to robią, dostają zapewne „dobre pieniądze”. Bo pieniądze nie śmierdzą. W przeciwieństwie do Polaków, oczywiście. 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts