Legia przegrywała z Lechią 0:1, gdy Jacek Magiera zdecydował się wprowadzić na boisko swojego jokera. Michał Kucharczyk po raz kolejny pokazał, że jest specjalistą od zdobywania bramek w trudnych momentach. W zaledwie dwie minuty doprowadził do wyrównania, a tuż przed końcem strzelił zwycięskiego gola. Jeszcze zimą wydawało się, że „Kuchy” jest za słaby na Legię i będzie musiał odejść z Warszawy.

Żaden chyba inny zawodnik nie wzbudza w kibicach Legii tak skrajnych emocji. Kucharczyka albo się kocha, albo nienawidzi. Jego przeciwnicy wskazują na jego piłkarskie ograniczenia - przede wszystkim słabe wyszkolenie techniczne, które skutkuje prostymi stratami i strzałami mijającymi bramkę o dobrych kilka metrów. Dla krytyków jest symbolem przeciętności i oznaką, że Wojskowi wciąż nie są w stanie wejść na inny, bardziej zaawansowany piłkarsko poziom. Ale skrzydłowy ma też zwolenników, a przede wszystkim cenią go kolejni trenerzy. Piłkarz, który jest w Legii od czerwca 2010 roku, wielokrotnie pokazywał, że nie ma co go skreślać - chętnie korzystali z niego Jan Urban, Henning Berg, Stanisław Czerczesow, Besnik Hasi, a obecnie Jacek Magiera.

W niedzielę trener Wojskowych miał nosa, gdy w 56. minucie wypuszczał „Kuchego” w bój. Bazujący na znakomitej szybkości i wydolności piłkarz jest w stanie skutecznie zabiegać zwłaszcza zmęczonych rywali. W Gdańsku wykazał się świetnym instynktem, wykorzystując dośrodkowanie Guilherme. Jeszcze lepiej zachował się, gdy dostał „piłkę meczową” - najszybciej dopadł do wybitej z pola karnego futbolówki i strzałem z półwoleja nie dał Dusanowi Kuciakowi żadnych szans. - Przy pierwszym golu dało się chyba coś zrobić, bo czułem piłkę na palcach. W drugiej sytuacji nie miałem szans, bo „Kuchy” strzelił świetnie. Wielkie gratulacje dla niego. Wyszedł z ławki i strzelił dwa gole. Wiem, że czuje się świetnie i pogratulowałem mu występu. Wykorzystał swoje atuty i zadecydował o wygranej Legii - przyznał Słowak.

Kucharczyka chwalili też koledzy z drużyny. - Co mogę powiedzieć, „Kuchy” wszedł i pozamiatał! - cieszył się Artur Jędrzejczyk. - Od początku meczu dążyliśmy do tego, by strzelić gola, ale udało się to dopiero Michałowi. Jako że dzień po meczu wypadły jego urodziny, to w prezencie zafunduje sobie pewnie dzień z rybami. Zasłużył na to, by na nie jechać - dodał obrońca.

Zimą Jędrzejczyk, który do Legii trafił z Krasnodaru, niespodziewanie musiał doradzać Kucharczykowi, czy warto skorzystać z oferty transferu do Rosji. Skrzydłowym interesował się Lokomotiw Moskwa, gdzie „Kuchy” zarabiałby cztery razy więcej niż w zespole mistrza Polski. Obie strony były już dogadane, jednak Polakiem nie był zachwycony trener Jurij Siemin i ostatecznie z wyjazdu nic nie wyszło. Do rundy wiosennej pomocnik przystępował jako rezerwowy i w talii Magiery pełni zasadniczo funkcję jokera. Na Lechii nie pierwszy raz zdobył jednak ważne dla drużyny bramki. To on strzelił latem gola w rewanżowym meczu przeciwko Dundalk FC, z którym Legia biła się o Ligę Mistrzów. W tym sezonie ma już na koncie sześć bramek dla Wojskowych we wszystkich rozgrywkach, do tego dorzucił jeszcze dwie asysty.

- Dobra postawa Michała cieszy mnie szczególne. Zagrał bardzo dobrze, wypełnił swoje zadania - stwierdził Magiera po meczu w Gdańsku. - Michał wchodził z ławki, ale jeszcze przed meczem powiedziałem mu, że jeśli zagra, to na pewno coś strzeli. Każdy zawodnik jest potrzebny drużynie. Sytuacja w lidze robi się ciekawa, a sezon jest jeszcze długi. „Kuchy” powinien walczyć o swoje miejsce w Legii - nie ma wątpliwości Miroslav Radović.

Sam bohater myśli chyba podobnie - Spokojnie, moje pięć minut jeszcze nadejdzie – skwitował krótko swój świetny występ w Gdańsku.