Michał Tusk osobiście zabiegał o pracę w OLT Express. Marcin P. początkowo odmówił synowi ówczesnego premiera, jednak po interwencji dyrektor OLT Express oraz prezes portu lotniczego w Gdańsku zmienił zdanie. Tak wynika z zeznań, które ma już w rękach komisja ds. Amber Gold.

Nazwisko Michała Tuska coraz częściej pojawia się w mediach. W związku z aferą Amber Gold. Na początku marca komisja śledcza do spraw Amber Gold postanowiła, że przesłucha Michała Tuska. Wywołało to burzę w samej komisji.  Na wezwanie syna byłego premiera nie chciał się zgodzić poseł PO.

Amber Gold miało udziały w kilku innych spółkach, m.in. OLT Express. To właśnie z nią współpracował Michał Tusk, który w korespondencji z firmą Marcina P. posługiwał się e-mailem na nazwisko Józef Bąk.

CZYTAJ WIĘCEJ: Padły mocne słowa: „Michał Tusk był wynajęty przez zorganizowaną grupę przestępczą”

O początkach Tuska w OLT - pisze „Fakt”. Z zeznań P. – do których dotarła gazeta – miał on początkowo odmówić pracy synowi premiera. Interweniować mieli u niego dyrektor OLT Express oraz prezes portu lotniczego w Gdańsku. I tak wkrótce Michał Tusk rozpoczął pracę w OLT Express.

To zmienia podawaną przez Michała Tuska wersję

– powiedział tabloidowi ważny polityk PiS. Syn byłego premiera po wybuchu afery przekonywał, że OLT Express o niego zabiegało.

Młody Tusk sam zabiegał o pracę u Marcina P. Dostał ją. A Donald Tusk wiedział o tym, że Amber Gold to przekręt, bo tak zeznał były szef NBP Marek Belka. Powstaje pytanie: czy instytucje państwa właśnie dlatego nie robiły porządku z Amber Gold? Czy to powiązanie spowodowało, że spółka miała nad sobą parasol ochronny?

– mówił polityk PiS.

Już wkrótce usłyszymy co na ten temat ma do powiedzenia Marcin P. Ma stanąć przed komisją 28 marca. Jego żona ma zostać przesłuchana 29 marca.