​Sopot ma z zielenią kłopot. Mieszkańcy protestują przeciw niszczeniu przyrody w kurorcie

Wygoda inwestorów i niekonsultowane z mieszkańcami projekty miasta są ważniejsze niż drzewostany, roślinność wydm i zieleń miejska – twierdzą protestujący sopoccy społecznicy.

Fotomag/Gazeta Polska
Wygoda inwestorów i niekonsultowane z mieszkańcami projekty miasta są ważniejsze niż drzewostany, roślinność wydm i zieleń miejska – twierdzą protestujący sopoccy społecznicy. Dzieje się to w mieście, którego prezydent chce uchodzić za obrońcę przyrody występującego przeciw działaniom ministra Jana Szyszki.

Gdy wybuchło zamieszanie związane z nową ustawą o ochronie przyrody, która znosi niektóre ograniczenia związane z wycinką drzew, Jacek Karnowski ogłosił, że problem nie dotyczy Sopotu. Układ urbanistyczno-krajobrazowy miasta jest wpisany do rejestru zabytków. Sam Karnowski zaczął publicznie występować jako polityk broniący przyrody przed zakusami ministra Szyszki. Wielu mieszkańców bardzo zdziwiła ta sytuacja, bowiem to, co widzą w mieście, wygląda zupełnie inaczej.

Przekroczyliśmy punkt krytyczny w zakresie utraty zielonego charakteru naszego miasta

– mówi Małgorzata Tarasiewicz z ruchu „Mieszkańcy dla Sopotu”, który zorganizował pikietę.

Gdy miasto chce przenieść niewygodne dla dewelopera schronisko dla zwierząt, to lekką ręką wycina się pół hektara lasu pod jego nową siedzibę. Gdy gościom nadmorskiego hotelu drzewa zasłaniają widok, to przycina im się korony, a jakieś uzasadnienie zaraz się znajduje. Apelujemy do radnych, mediów i mieszkańców o skuteczną interwencję

– namawia.

„Na wydmach wylewa się beton i buduje całoroczne budynki. Wycina się duże fragmenty lasów. Sopockie ogródki przydomowe zamienia się w parkingi lub zabudowuje. W Parku Północnym planuje się zbudowanie parkingu. Zniknęły sopockie potoki ujęte w rury wyprowadzające je w głąb zatoki” - czytamy w apelu.

Do pikiety przyłączyli się sopocianie, którzy starają się bronić przyrodę w swoim sąsiedztwie i napotykają na kłopoty.

Ostatni obiekt został w Sopocie wpisany na listę pomników przyrody w 2004 r.

opowiada Maria Lepczak-Wysocka, pod której oknami wycięto sześć wiekowych dębów.

Rok wcześniej powstała lista 49 obiektów wartych wpisania na listę. Znalazła się w studium uwarunkowań i kierunków rozwoju miasta. Teraz powstaje nowe studium, lista została automatycznie przepisana. Tyle że moje kochane dęby miasto wycięło przy okazji regulacji stawu już jakiś czas temu

- opisuje.

Sopoccy społecznicy domagają się ratowania tego, co jeszcze nie zostało zniszczone, między innymi rezygnacji z budowy parkingu, który miasto planuje w Parku Północnym, zagwarantowania nienaruszalności sopockich lasów, ograniczenia stałej zabudowy sopockich plaż. „Mieszkańcy dla Sopotu” chcą też podjęcia uchwały rady miasta o ustanowieniu jako pomników przyrody obiektów przyrodniczych wyszczególnionych w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego z 2010 r.

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie. Dodatek Pomorski

 

#zieleń #Sopot

Stanisław Balicki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo