Donald Tusk potwierdza po raz kolejny, że jest i był kandydatem niemieckim. Tym razem - broniąc Holendrów przed oskarżeniami Turcji - stwierdził, że w czasie II wojny światowej Rotterdam został zniszczony przez... nazistów. Nie przez Niemców ani choćby "niemieckich nazistów", lecz przez grupę pozbawioną narodowości. To idealne wpisanie się w nową politykę historyczną Niemiec, próbującą oddzielić III Rzeszę od narodu niemieckiego.

W wyniku konfliktu dyplomatycznego między Turcją a Holandią władze tureckie miotają przeróżne oskarżenia pod adresem Holendrów, nazywając ich "hitlerowcami", "nazistami" i "faszystami".

Kilka dni (!) po zamieszkach w Rotterdamie głos postanowił zabrać nowy-stary szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Złośliwi komentowali, że tyle czasu potrzebował, by skonsultować swoje stanowisko z Angelą Merkel. Co wymyślił Tusk? Stwierdził, że "każdy, kto widzi faszyzm" w Holandii, jest "oderwany od rzeczywistości". Dlaczego? Bo w Rotterdamie burmistrzem jest polityk urodzony w Maroku, a sam Rotterdam "został zniszczony przez nazistów".



Owszem, Rotterdam został w 1940 r. zrównany z ziemią, ale przez Niemców lub - jak kto woli - niemieckich nazistów. Nalotu na miasto dokonała Luftwaffe - czyli niemieckie, a nie jakieś połączone międzynarodowe "nazistowskie" siły powietrzne. Natomiast ofiarami byli Holendrzy - a nie np. demokraci czy liberałowie. Nawet Wikipedia nie posuwa się do takiego zakłamania jak Tusk, wprost pisząc o bombardowaniu niemieckim: