W PRL-u sędzia Józef Musioł był wiceministrem sprawiedliwości w ekipie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, członkiem władz centralnych Stronnictwa Demokratycznego. Dziś jako prezes organizacji sędziowskiej staje w pierwszym szeregu przeciwników reformy sądownictwa. A mimo to został nominowany do Nagrody im. Jana Rodowicza „Anody”.

Józef Musioł, przewodniczący Stowarzyszenia Sędziów Sądu Najwyższego w Stanie Spoczynku, występuje ostatnio aktywnie przeciwko planowanej przez rząd reformie wymiaru sprawiedliwości, mającej przeciąć jego patologiczne więzy z PRL-em. Nic dziwnego, skoro sędzia miał się w tamtym okresie znakomicie i jego zasług dla minionego systemu nie sposób przecenić.

W komunistycznym państwie Józef Musioł był jednym z bardziej zaufanych ludzi władzy. W latach 80. jako członek władz Stronnictwa Demokratycznego, wspierającego działania PZPR-u, został wiceministrem sprawiedliwości. W tej roli sędzia trwał w ekipach premierów: Wojciecha Jaruzelskiego, Zbigniewa Messnera, Mieczysława Rakowskiego, a także przy próbie powołania gabinetu Czesława Kiszczaka.

Sędzia Musioł w czasach głębokiego PRL-u był sędzią Sądu Najwyższego, co dziś przypisuje sobie jako powód do chluby. Za chwalebne uznaje też swoje członkostwo w SD w czasie PRL-u, przeciwstawiając to członkostwu w PZPR-ze, choć jak wiadomo, frakcja SD bezwzględnie wspierała partię w każdej istotnej kwestii politycznej.

Fakty z życiorysu odmalowują Musioła jako prominenta obozu totalitarnej władzy z PRL-u, ale on sam poczuwa się do wyznaczania w wolnej Polsce standardów demokracji i wzorców niezależności sędziowskiej. W tym zapale sędzia nie unika okazji, by porównywać metody rządów PiS-u do działań totalitaryzmu hitlerowskich Niemiec.

W odniesieniu do tych faktów trudno uwierzyć, że sędzia Musioł został nominowany w 2016 r. do Nagrody im. Jana Rodowicza „Anody”. Do tego kapituła wyróżnienia uznała, że pasuje jak ulał do najważniejszej nagradzanej kategorii za „całokształt dokonań i postawę życiową stanowiąca wzór do naśladowania dla młodych pokoleń”. Członkowie kapituły podali, że kierowali się m.in. zasługami sędziego dla Śląska (głównie w organizacji utworzonej i kierowanej przez niego samego od czasów PRL-u).

Choć sędzia ostatecznie laureatem nagrody nie został, to nominując go, najwyraźniej przyjęto bezkrytycznie laurkę wystawioną mu przez zgłaszającego go do nagrody dyplomatę Grzegorza Łubczyka, w przeszłości korespondenta „Sztandaru Młodych” i ambasadora RP na Węgrzech.