Już dziś do kin trafi długo oczekiwany „Wyklęty” opowiadający o losach „Lola”, żołnierza podziemia antykomunistycznego, którego pierwowzorem dla twórców był Józef Franczak „Lalek”. – Istnieje wcale niemała grupa ludzi, dla których Żołnierze Wyklęci byli bandziorami, mordercami i gwałcicielami. Na szczęście są też tacy, którzy mówią o ich bohaterstwie – mówi reżyser "Wyklętego" Konrad Łęcki.

Temat Wyklętych stał się bardzo popularny, i to nie tylko ze względu na dobrą zmianę. Kiedy zainteresował się Pan tą historią?
Od zawsze interesowałem się historią, dlatego też m.in. studiowałem prawo. Często zastanawiałem się, jak to możliwe, że chociaż mamy ponadtysiącletnią tradycję, to nie wycisnęliśmy z niej – jeżeli chodzi o kino – nawet ułamka tego, co osiągnęli na przykład Amerykanie czerpiący inspiracje ze swoich 200 lat historii. U nas wiele epok nie zostało nawet dotkniętych przez filmowców. Polskie kino historyczne kojarzy się raczej z czymś smutnym i siermiężnym. Uważam, że tego typu produkcje odstraszają od historii, obśmiewają ją, wskutek czego młodzi ludzie wolą obejrzeć kino amerykańskie.

W filmie nie zabrakło odniesień do współczesnego sporu wokół Żołnierzy Wyklętych. Czemu ma to służyć?
Chciałem pokazać w ten sposób, że propaganda komunistyczna przetrwała do dziś. Istnieje wcale niemała grupa ludzi, dla których Żołnierze Wyklęci byli bandziorami, mordercami i gwałcicielami. Na szczęście są też tacy, którzy mówią o ich bohaterstwie. W filmie odnosimy się także do potomków Wyklętych. Bardzo ważne było dla mnie ich zdanie. Ze szczególnych względów jeszcze przed premierą film zobaczył Marek Franczak, syn „Lalka”. Zaakceptował go, przekazano mi także, że się wzruszył. Dla mnie była to olbrzymia satysfakcja. Jeżeli on reaguje w taki sposób, to znaczy, że warto było zrobić ten film.

Czy „Wyklęty” opowiada historię Józefa Franczaka „Lalka”?
I tak, i nie. Nie chciałem stworzyć biografii jednego bohatera, ale niewątpliwie przystępując do realizacji, byłem zafascynowany postacią Józefa Franczaka „Lalka”. Zastanawiało mnie przede wszystkim, jak silną trzeba mieć psychikę, żeby postępować tak jak on. Jakim trzeba być, żeby tyle lat się ukrywać, mając świadomość, że cały czas jest się tropionym. Ukrywać się codziennie w innym miejscu, ze świadomością, że wszyscy przyjaciele nie żyją i jest się samym. Chować się w lesie bez najbliższych, bez ukochanej. I znosić to przez 20 lat. To jest niewyobrażalne!

Cała rozmowa opublikowana jest w bieżącym numerze tygodnika „Gazeta Polska”