Mimo wzmożenia koncernu z Czerskiej, mimo ponawianych apeli w mediach społecznościowych, mimo wsparcia lewicujących celebrytów frekwencja na dzisiejszych manifestacjach zorganizowanych z okazji Dnia Kobiet była bardzo niska. Temat ten dyskretnie przemilczały kibicujące inicjatywie media. Tymczasem w samej tylko Warszawie miało protestować... 3 tys. osób.

Międzynarodowy Strajk Kobiet planowano od tygodni. Miało wziąć w nim udział ponad 80 miast. Kulminacją protestów była tzw. godzina K., czyli 18.00, gdy uczestnicy manifestacji pokazywali czerwone kartki jako sprzeciw wobec pogardy władzy, a także „robili hałas”, m.in. tłukąc o pokrywki garnków, krzycząc i bijąc w bębny. W założeniu była to antyrządowa demonstracja, na której pojawili się zarówno przedstawiciele partii opozycyjnych, jak i aktywiści KOD. 

Bardzo niska frekwencja musiała jednak zaskoczyć samych organizatorów. 

Według służb porządkowych, w kulminacyjnym momencie manifestacji na pl. Konstytucji w Warszawie było ok. 3 tys. osób. Stołeczny ratusz tradycyjnie dysponował własnymi danymi. Według urzędników HGW na spęd przybyło... 17 tys. uczestników.

Jak informowała PAP, w Poznaniu demonstrowało kilka tysięcy osób, w Łodzi - około tysiąc, w Gdańsku - około 1700. 

Celnie podsumowała protest Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina. 

To się powoli wypala, to naprawdę nędza

- stwierdziła.