Ksiądz Piotr Skarga. Królewski kaznodzieja. Jeden z tych wielkich kapłanów, którzy kształtowali swoje czasy.

- Ten najmilszy okręt ojczyzny naszej wszystkich nas niesie – mówił kapłan w jednym z kazań sejmowych. – Gdy z okrętem źle się dzieje, gdy dziur jego nie zatykamy, gdy wody z niego nie wylewamy, gdy się o zatrzymanie jego nie staramy, gdy dla bezpieczności jego wszystkim, co jest w domu nie pogardzamy – zatonie i z nim my samy poginiemy. I dalej: W tym okręcie macie syny, dzieci, żony i mienia, skarby i wszystko w czym się kochacie. W tym tak wiele dusz jest ile ich to królestwo i państwa przyłączone mają. Nie dajcie im tonąć, a zmiłujcie się nad krwią swoją, ludem i bracią swoją, nie tylko majętnością ale i zdrowiem własnych usługujcie, w którzyście je pod sąd i opiekę wzięli.

Uczony kapłan

Urodził się w 1536 r. w Grójcu. Jego dziad Jan Powęski był po prostu pieniaczem. Nieustannie się procesował i tak zdobył sobie przydomek Skarga. Stał się on z czasem nazwiskiem jednej z gałęzi tej rodziny. Piotr był najmłodszym z czworga dzieci Michała i Anny z domu Świątek. Wcześnie został osierocony. Gdy miał 8 lat, umarła mu matka, a w cztery lata później odszedł ojciec. Wykształceniem niezwykle zdolnego chłopca zajął się jego najstarszy brat Franciszek. Do końca życia dbał on o potrzeby natchnionego kapłana, który pochłonięty obowiązkami nauczyciela i kaznodziei potrafił nie dojadać czy chodzić w wystrzępionej sutannie. Dużo później, bo w 1593 r., Franciszek wystarał się u Zygmunta III Wazy o dyplom potwierdzający szlachectwo rodziny. Niechętnie wydawano takie dokumenty. On jednak to uzyskał ze względu na zasługi królewskiego kaznodziei.

Gdy Piotr skończył 17 lat, wstąpił na Akademię Krakowską. Po 3 latach uzyskał tytuł bakałarza na wydziale teologii. Zwracał uwagę niezwykle szybkim przyswajaniem nauk i ogromnie rozwiniętym intelektem. Już ze stopniem bakałarza samodzielnie prowadził szkołę parafialną przy kolegiacie św. Jana w Warszawie. W 1557 r., w październiku, wojewoda lubelski Andrzej Tęczyński uprosił go, by został wychowawcą jego syna. Już wtedy Piotr myślał o wstąpieniu do stanu kapłańskiego. We śnie prześladowała go wizja wielkiego czarnego psa, który go ścigał. Przed napastnikiem uciekał w promienistą światłość. Zinterpretował to jako wezwanie do służby Bogu i w 1564 r. przeniósł się do Lwowa, gdzie trzy lata później otrzymał święcenia kapłańskie. W 1568 r. został wysłany do Rzymu. Tam dokształcał się w teologii i filozofii.

W Rzymie też wstąpił do Towarzystwa Jezusowego (jezuici), które - jak sam twierdził - „mocne i potrzebne na heretyki żołnierze rodzi i wypuszcza”. Po 2 latach i odbyciu nowicjatu wrócił do kraju. Tam otrzymał stanowisko wykładowcy i głównego kaznodziei w (drugim po Braniewie) kolegium jezuickim w Pułtusku.

Twórca religijnego bestselleru

Mimo tych obowiązków i wielkiego zaangażowania w modlitwę i kontemplację znalazł czas na pisanie żywotów świętych. Księga cieszyła się ogromnym powodzeniem. Jeszcze za swego życia zakonnik doczekał się 7 wydań. W 1584 r. przeniesiono go do Krakowa, gdzie rozpoczął pracę przełożonego domu zakonnego św. Barbary – i na tym stanowisku – pisze w opracowaniu pt. „Piotr Skarga. Kazania sejmowe” prof. Janusz Tazbir – Skarga sprostał pokładanym w nim nadziejom. Również w Krakowie wykazał się on zdolnościami organizacyjnymi, wytrwałością w dążeniu do celu, umiejętnościami trafiania do serc i przekonań ludzkich. Mało twórczy w dziedzinie teologii. odznaczał się zdolnością formułowania swych myśli w sposób jasny i przekonujący.

Oddany sprawom ojczyzny nie izolował się też od zwykłego życia. Posiadał dar wyczuwania potrzeb najbiedniejszych. W 1584 r. założył Arcybractwo Miłosierdzia złożone z kilku bractw charytatywnych, którego celem było niesienie pomocy ubogim. Przy Arcybractwie utworzył też fundusz św. Mikołaja. Gromadzono w nim środki dla ubogich dziewcząt wychodzących za mąż lub przejawiających powołanie do życia zakonnego. Bractwo zaś św. Łazarza roztaczało opiekę nad żebrakami, organizując im stołówki i noclegownie. Jednak najbardziej oryginalnym z jego pomysłów była tzw. komora potrzebnych (potrzebujących), która udzielała długoterminowych bezprocentowych pożyczek. Przykład poszedł na cały kraj. W wielu miastach powstały podobne instytucje.

Strażnik cnót obywatelskich

Na początku 1588 r. Zygmunt III Waza mianował Skargę królewskim kaznodzieją. Wtedy zaczął on głosić kazania ku uwadze i nauce posłów. Wtedy też zaczęto nazywać go sumieniem narodu. Podkreślał, że tylko przywrócenie jedności wiary (pamiętać należy, że były to czasy ścierania się reformacji i kontrreformacji – przyp. aut.) może zapewnić pomyślność państwa. Lekarstwo na choroby ówczesnego życia społecznego widział w odbudowie cnót obywatelskich. Moralność chrześcijańską jednoznacznie kojarzył z miłością ojczyzny. Przekonywał słuchaczy, że moralność Boska płynąca z nieba może uratować państwo przed klęską wojen domowych czy inwazją turecką. Przyczynę sporów wewnętrznych upatrywał w tolerancji dla herezji, nieposzanowaniu władzy królewskiej, chciwości, łakomstwie, w zamiłowaniu do zbytków, zazdrości, obłudzie. Przed tym gorliwie ostrzegał. Dwa źródła potęgi państwa, o którą zabiegał upatrywał w „niepodzielności władzy królewskiej w sprawach świeckich i niepodzielności władzy Kościoła katolickiego w sprawach wiary”.

Obdarzony szczególnym darem nieba

W kazaniach sejmowych wygłaszanych w kościele, nie w sejmie, bo przecież kapłan nie był posłem, poddaje szlachtę druzgocącej, lecz wyrastającej z prawdy krytyce. Przypisuje jej skłonność do buntu i rozruchów. Podkreśla, że ta warstwa społeczna z natury łatwowierna, mało wykształcona daje się bez trudu sprowadzać na manowce różnym demagogom. Zakonnik był przekonany, że anachroniczne usposobienie i wygórowane aspiracje szlachty już od schyłku XV w. podkopują równowagę społeczną. Skarga apeluje o miłosierdzie dla chłopów, akcentując, „że są oni ludźmi tegoż języka i rodzaju co panowie”. Wnosił postulat sądownictwa patrymonialnego, które zdawało włościan na łaskę i niełaskę szlachty. Chciał zapewnienia chłopom prawa apelacji do sądów królewskich. Wielokrotnie żądał, by sprawy partykularne były podporządkowane państwowym. Pragnął, by szlachta uznała potrzebę kierowania się dobrem całej Rzeczpospolitej, a nie interesami jednej prowincji, ziemi czy województwa. - Zginęła w tym królestwie karność i dyscyplina – kazał – bez której żaden rząd uczynić nic nie może, którą Pismo Święte pilnie wszędzie zaleca. Nikt się urzędów ani praw nie boi, ani na żadne karanie nie ogląda. Bo gdy bojaźń boża ginie i wstyd upada w samej tylko karności urzędowej nadzieja do pohamowania złości zostaje, której gdy nie masz, Rzeczpospolita ginie, a jako gdy obręczy z beczki opadają, a nikt ich nie pozbija wszystko się rozsypuje.

Złożony ciężką chorobą, której ówczesny świat medyczny nie potrafił zdiagnozować, prawdopodobnie był to guz żołądka, opuścił dwór królewski, krótko przed śmiercią (27 września 1612 r.).

W swoich kazaniach żar patrioty łączył z przenikliwością pisarza politycznego. Przygotowując się do nich, korzystał z dziejów, listów apostolskich i ewangelii. Przyszłe wieki uznały go prorokiem klęski narodowej wskutek niezgody i anarchii. Jan Matejko, malując obraz „Kazanie Skargi”, który powstał w latach 1862-1864, dał kapłanowi własną twarz.

25 czerwca 1841 Adam Mickiewicz w College de France wygłosił prelekcję poświęconą królewskiemu kaznodziei. - Przepowiada on – mówił – nieszczęście narodu w sposób najjaśniejszy i najdobitniejszy. Przyszłość staje mu przed oczami jak otwarta księga, a on wszystkie jej karty przebiega i opowiada. Jako mówca Skarga był obdarzony szczególnym darem niebios, darem proroczym, którego niezaprzeczalnie i najjaśniejsze dowody okazują nam jego Kazania.