Możemy mieć do czynienia z gigantyczną aferą na styku dawnych służb i polityków PO - stwierdził dziś Adam Bielan, wicemarszałek Senatu pytany o sprawę Andrzeja Hadacza, prowokatora spod krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Media szeroko komentują informację, że Hadacz vel Dobosz był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. 

W Instytucie Pamięci Narodowej znajdują się dokumenty, które to potwierdzają. Jeden z bohaterów spotu wyborczego PO z 2011 roku nosił pseudonim TW „Matka”. Współpracę z Andrzejem Doboszem zakończono 6 grudnia 1988 roku „z powodu popełnienia przestępstwa”. Później zmienił on swoje nazwisko. 

Dziś wieczorem do sprawy odniósł się Adam Bielan. 

Hadacz to zawodowy prowokator. W ostatnich dniach otrzymywaliśmy wiele pogróżek od byłych SB-eków. Te środowiska są bardzo aktywne polityczne. Informacja o współpracy Hadacza [ze służbami] rzuca cień na wiele wydarzeń politycznych. To osoba, która prowokowała pod krzyżem. Widać, jak blisko był on z prezydentem Komorowskim. Dziś okazuje, się że to były TW. Mamy do czynienia z wierzchołkiem góry lodowej, możemy mieć do czynienia z gigantyczną aferą na styku dawnych służb i polityków PO 

– podkreślił wicemarszałek Senatu w „Gościu Wiadomości”. 

Dodał, że Hadacz nadal może być przez kogoś prowadzony. 

Wyciąganie takich wniosków na temat PO na podstawie tego, że użyliśmy w swoim spocie wyborczym materiałów, które pokazywały sceny ogólnodostępne, jest nieuprawnioną kompletnie manipulacją, żeby nie powiedzieć kłamstwem. Nie mieliśmy nigdy żadnych związków z panem Hadaczem

– starał się bagatelizować sprawę rzecznik PO Jan Grabniec. 

Współpraca Hadacza z SB i jego rola w prowokacjach ostatnich lat była dziś szeroko komentowana na Twitterze.