Bundeswehra stawia na współpracę z Czechami i Rumunią

  

Minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen zapowiedziała w czwartek tworzenie wspólnych jednostek wojskowych z Czechami i Rumunią na wzór kooperacji z Francją i Holandią. Potwierdziła, że celem Niemiec jest zwiększenie wydatków na obronność do 2 proc. PKB.

Obrona sojusznicza w ramach NATO polega też na myśleniu w kategoriach większych związków taktycznych. Chcemy jako Europejczycy stworzyć maksymalnie trzy wspólnie wyposażone i wspólnie ćwiczące, głęboko zintegrowane dywizje. Podobnie jak ma to miejsce w praktycznej współpracy z Francją i Holandią, proponujemy Rumunii i Czechom, by przyłączyły swoje oddziały do jednostek naszej armii - napisała von der Leyen w autorskim materiale, opublikowanym w czwartek na łamach dziennika "Sueddeutsche Zeitung".

Szefowa niemieckiego resortu obrony zaznaczyła, że partnerzy Bundeswehry mogą korzystać z niemieckiej techniki wojskowej, co jest także w niemieckim interesie. Minister przypomniała, że Niemcy kierują też wielonarodowym batalionem chroniącym Litwę.

Wymieniając inne formy współpracy międzynarodowej, von der Leyen wskazała na porozumienie z Francją w celu stworzenia wspólnej eskadry samolotów transportowych przeznaczonej do zadań specjalnych. Eskadra, w której ma uczestniczyć sześć niemieckich samolotów, będzie stacjonować na terenie Francji. W ramach współpracy międzynarodowej Niemcy oddadzą też swoich marynarzy pod rozkazy dowództwa holenderskiego - zapowiedziała.

Zdaniem von der Leyen planowane projekty są "małymi, lecz ważnymi krokami" w kierunku europejskiej unii obronnej.

Niemiecka minister obrony przyznała, że Niemcy i większość krajów europejskich zbyt długo w sprawach obronności opierały się wyłącznie na "szerokich ramionach naszych amerykańskich przyjaciół". Zapowiedziała, że Berlin będzie dążył do zwiększenia wydatków na obronność do 2 proc. PKB. Jesteśmy zdeterminowani, by stopniowo dochodzić do tego celu - zapewniła von der Leyen.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Centrum Prasowe PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Upamiętnią ofiary przerażającej katastrofy kolejowej

/ Jstudnicki at Polish Wikipedia [Public domain]

  

Ok. 130 ofiar katastrofy kolejowej, do której doszło 75 lat temu w Barwałdzie Średnim, upamiętni w czwartek społeczność małopolskiej gminy Kalwaria Zebrzydowska. 24 listopada 1944 r. doszło tu do zderzenia pociągu pasażerskiego z transportem wojskowym.

"Katastrofa kolejowa w Barwałdzie Średnim jest najtragiczniejszą pod względem liczby ofiar śmiertelnych na polskich ziemiach. Zginęło ok. 130 osób, a ponad 100 zostało rannych. W czwartek przy obelisku upamiętniającym katastrofę odbędą się uroczystości rocznicowe"

– poinformował w poniedziałek rzecznik kalwaryjskiego magistratu, Tomasz Baluś.

Ofiarami byli głównie mieszkańcy ziemi wadowickiej. Do katastrofy doszło 24 listopada 1944 r. po godzinie 15, na linii kolejowej między Kalwarią Zebrzydowską a Wadowicami, ok. 300 m na wschód od obecnego przystanku Barwałd Średni.

Jak podał Baluś, przepełniony pociąg osobowy relacji Zakopane - Kraków został skierowany okrężną drogą przez Wadowice i Spytkowice z powodu uszkodzenia przez partyzantów szlaku z Kalwarii do Skawiny. W Barwałdzie pociąg czołowo zderzył się z transportem wojskowym.

Prof. Andrzej Nowakowski, opierając się na relacji świadka, Gustawa Studnickiego, opisał tragedię w broszurze "Z dziejów wadowickiej kolei (1887-1999)". Błąd popełnił dyżurny ruchu w Kalwarii, który zdecydował o tym, że pociąg pasażerski odprawiono, nie czekając na skrzyżowanie z niemieckim pociągiem towarowym. Gdy dyżurny zorientował się, że podjął błędną decyzję, próbował ją naprawić. Sygnalizował konieczność zatrzymania pociągu przy pomocy czerwonej chorągiewki, co zostało zbagatelizowane. W ślad za pociągiem wysłał parowóz przetokowy, który gwizdem próbował ostrzec załogę składu osobowego. Kręta i górzysta trasa uniemożliwiła doścignięcie pociągu.

Jadący z przeciwległego kierunku transport wojskowy otrzymał rozkaz "A". Oznaczał on, że nie wolno mu się było zatrzymywać na stacjach pośrednich.

Zderzenie czołowe obu pociągów nastąpiło na odcinku toru o małej widoczności. Pociąg osobowy był przeładowany. Miał w składzie stare austriackie "drewniaki" z lat 1911-1918. Transport wojskowy był złożony z nowych, solidnych pulmanów

– podał prof. Nowakowski.

Dwa wagony pociągu osobowego uległy całkowitemu zniszczeniu. Kilkadziesiąt osób poniosło śmierć na miejscu. Liczba ofiar, łącznie ze zmarłymi później, w wyniku obrażeń, mogła sięgnąć 130 osób. Liczba rannych nie została dokładnie ustalona. Prawdopodobnie było ich ponad 100. Niemiecki skład wojskowy wyszedł ze zderzenia niemal bez szwanku.

Na miejsce zdarzenia przybyły tylko dwie karetki i trzech lekarzy. Brakowało sanitariuszy, noszy i środków opatrunkowych. Okoliczna ludność darła prześcieradła na bandaże.

Ranni trafili do szpitali w Wadowicach, Andrychowie i Zebrzydowicach oraz polowego lazeretu w Kalwarii.

Dyżurny ruchu, który popełnił błąd, został skazany na śmierć i rozstrzelany.

W 2004 r., w 60. rocznicę katastrofy, w jej miejscu odsłonięty został obelisk upamiętniający ofiary. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl