Celebrytka Hanna Lis pozwana przez dziennikarza „Gazety Polskiej Codziennie” Macieja Marosza ignoruje sąd. Nie wyznaczyła pełnomocnika i nie pojawiła się na rozprawie. Napisała tylko... kartkę, że jest „obłożnie chora”. W tym czasie ze swadą zamieszczała wpisy na Twitterze.

Hanna Lis pozwana w listopadzie przez Macieja Marosza za nazwanie go we wpisie internetowym „bandytą” i „specem od brudnej roboty” do tego czasu nie odpowiedziała na pozew. Twierdzi też, że nie zdołała przygotować się do sprawy. Nie powołała też swojego pełnomocnika. 15 lutego miała pojawić się w Sądzie Okręgowym w Warszawie jako pozwana o naruszenie dóbr osobistych dziennikarza. Zamiast przyjść, przesłała do sądu kartkę z paroma zdaniami, dlaczego nie ma zamiaru pojawić się na sali rozpraw i chce zmiany terminu sprawy. Według niej... od listopada upłynęło zbyt mało czasu, by mogła odnieść się do pozwu. Dlaczego – tego konkretnie nie ujawnia. Żona Tomasza Lisa zdawkowo napisała o ważnych powodach osobistych. Swoje krótkie pismo kończy stwierdzeniem, że w ogóle to jest „obłożnie chora”.

Mecenas Sławomir Sawicki reprezentujący Marosza słuchał tego uzasadnienia z niedowierzaniem. Uznał, że pozwana nie zawarła żadnych konkretów w piśmie. Jak adwokat powiedział w sądzie, co do obłożnej choroby powinno zostać dostarczone przed rozprawą zwolnienie od lekarza sądowego. Tu zabrakło nawet choćby jakiegokolwiek zaświadczenia lekarskiego. Adwokat wskazał też, że obłożnie chora z wigorem komentuje bieżące życie polityczne na Twitterze. Jeden z wpisów umieściła krótko przed rozprawą, a dwa inne w trakcie i zaraz po rozprawie sądowej, na której się nie stawiła.

W takich przypadkach - braku reakcji ze strony pozwanego - sąd decyduje, by sprawę zakończyć. Tak jest zwykle wtedy, gdy osoba pozwana w żaden sposób nie odniosła się do sprawy, nie wykorzystała szansy przedstawienia swoich racji ani nie zgłosiła żadnych wniosków dowodowych. Oznaczałoby to wydanie wyroku zaocznego wobec pozwanej. Tak stałoby się w przypadku szarego Kowalskiego, który pozwany nie przedstawił w sądzie żadnego zaświadczenia lekarskiego o chorobie i nie zjawił się na rozprawę w wyznaczonym terminie. Hanna Lis funkcjonuje jednak najwidoczniej na innych prawach. Sąd uznał, że sprawę odroczy do 24 marca. Zobowiązał też Hannę Lis do złożenia wiarygodnego uzasadnienia nieobecności.