Na łamach serwisu Bartłomieja Misiewicza dezinformacja.net opublikowany został tekst redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” dotyczący ataku informacyjnego na rząd, w związku z wypadkiem z udziałem premier Beaty Szydło.

Specjalnie dla czytelników portalu niezalezna.pl, zamieszczamy tekst w całości:

„W Oświęcimiu boją się kiedy jedzie rządowa kolumna” – informuje „Gazeta Wyborcza” zaraz po wypadku premier Beata Szydło.

Tego typu informacja jest majstersztykiem manipulacji. Manipulacja generalnie polega albo na podaniu nieprawdziwej informacji w taki sposób, by została uznana za prawdziwą albo też na takim zinterpretowaniu informacji prawdziwej, by wywołała inne skutki niż wywołuje zwykle u ludzi. Dla manipulatora nie ma wielkiego znaczenia, czy informacja jest rzeczywiście prawdziwa czy też nie. Ważniejsze jest by została uznana za wiarygodną.

Kiedy informacja jest wiarygodna? Gdy podaje ją pewne źródło lub opiera się na masowym osądzie. Zalew fałszywych autorytetów w latach dziewięćdziesiątych, hodowanych masowo przez „Gazetę Wyborczą” wynikał właśnie z potrzeby manipulacji. Nie ważne było, że ktoś ma teczkę wypełnioną donosami. Ważne, że znany aktor, modelka albo były ksiądz oceniał grzebanie w teczce jako obrzydliwe a wszystkie papiery na ten temat jako fałszywki. Ilość autorytetów była ogromna i trochę się zdewaluowała. Część z nich broniono jak socjalizmu - choćby Jerzego Owsiaka. Owsiak zawsze był ostatnią linią obrony elit III RP i wkraczał do akcji, gdy autorytety pomniejsze już nie przekonywały.

Kiedy nie ma podręcznego autorytetu, bo sytuacja nie sprzyja, zawsze lepiej odwołać się do powszechnego osądu. Nawet bardzo mało zorientowany wyborca PO i czy Nowoczesnej nie byłby w stanie uwierzyć, że Owsiak jest wielkim specjalistą od ruchu kolumn rządowych w Oświęcimiu. Za to uwierzy powszechnemu osądowi mieszkańców miasta. Taki osąd wydano zaraz po wypadku. Ludzie bali się już wcześniej, więc było coś na rzeczy.

W jaki sposób ustalono pogląd większości? Czy po wypadku prowadzono badania opinii publicznej? Z całą pewnością nie. A może zrobiono je przed wypadkiem? Gdyby były wcześniej z takim wynikiem jak teraz opublikowano, to Wyborcza by je schowała?

Pogląd większości ustalono na podstawie wypowiedzi jednej lub kilku osób. O ile rzeczywiście kogoś pytano.

Atak informacyjny polega na stworzeniu wrażenia, że zachowanie pani premier lub jej ochrony stwarzało zagrożenie. Skoro tak, to sama sobie jest winna. Co gorsza jest winna zagrożenia dla innych ludzi. Oczywiście chodzi o zlikwidowanie efektu współczucia i podważenia jej kompetencji jako premiera odpowiedzialnego za państwo.