- W tym momencie pieniądze nie były dla mnie najważniejsze, nie dają ani szczęścia, ani zdrowia. Wróciłem, bo chciałem być blisko domu – mówi Artur Jędrzejczyk, obrońca Legii i reprezentacji Polski.

Najlepsi piłkarze ostatnio z Legii odchodzą, pan zdecydował się na odwrotny kierunek. Dlaczego?
W Krasnodarze było mi dobrze - grałem we wszystkich meczach, kontrakt obowiązywał jeszcze przez półtora roku i mogłem tam zostać. Kiedy jednak menedżer spytał, czy jestem zainteresowany grą w Legii odpowiedziałem, że tak, i nie zastanawiałem się nad tym długo. Legia to taki klub, w którym zaczynałem przygodę z piłką i myślę, że gdyby oferta przyszła z innej drużyny z Ekstraklasy, to pewnie wolałbym zostać w Rosji. Zawsze myślałem, że jakbym miał wrócić do Polski, to właśnie do Legii. Nawet w Krasnodarze byłem na bieżąco z jej wynikami i od zawsze jakoś jej kibicowałem. Zawsze miło będę wspominał spędzony w Rosji czas, ale teraz jestem u siebie w domu.

Rezygnując z bajecznego kontraktu w Rosji stracił pan finansowo.  
Tylko, że mi nie chodziło o pieniądze, nie było to dla mnie w tym momencie najważniejsze. Chciałem wrócić do Polski, dostałem kontrakt na cztery lata, co bardzo mi odpowiada. Pieniądze nie dają szczęścia ani zdrowia, a dla mnie najważniejsze jest, że jesteśmy z żoną na miejscu, mamy tu rodzinę, jest nam dobrze.

Jak wrażenia po powrocie? Nie było pana w Legii ponad pół roku.
Są nowi zawodnicy i nowy trener, ale czuję się tak, jakbym w ogóle nie wyjeżdżał. Trenujemy w Hiszpanii, przyjechali tu z nami młodzi zawodnicy, którzy mają szansę pokazać się sztabowi. Jeśli będą się przykładać i słuchać tego co mówią trenerzy czy starsi piłkarze, wyjdzie im to tylko na dobre. 

Czy któryś z młodych legionistów zrobił na panu szczególne wrażenie?
Nie chciałbym nikogo wyróżniać. Młodzi muszą być cierpliwi, bo nie od razu będzie się grało - gdy 10 lat temu przychodziłem pierwszy raz do Legii doskonale zdawałem sobie z tego sprawę. Nie liczyłem na to, że uda mi się wygryźć Wojtka Szalę, Tomka Kiełbowicza czy Dicksona Choto. Zbierałem jednak doświadczenie, grałem w pojedynczych spotkaniach i wiedziałem, że dla dalszego rozwoju konieczne będą wypożyczenia. W pierwszej lidze nabrałem pewności siebie, zagrałem w Dolcanie i Jastrzębiu około 60 meczów, to później procentowało. 

Mimo upływu lat wciąż jest pan tym samym dobrym duchem szatni.
Dziwne by było, gdybym się nagle zmienił. Jestem zdania, że zawsze trzeba być sobą. Owszem, gra w kolejnych klubach może cię piłkarsko do pewnego stopnia ukształtować, ale nie można mieć dwóch twarzy. Ja czuję się tak samo jak w 2006 roku, kiedy postawiłem po raz pierwszy nogę w szatni Legii.

Prezes Bogusław Leśnodorski widzi w Panu nie tylko śmieszka, lecz także lidera zespołu. Jest pan gotowy na to wyzwanie?
Jasne, że tak. Można sobie robić jaja, żartować w szatni, ale jednocześnie być jej liderem. Nie mam już 15 czy 18 lat, wiek robi swoje i można powiedzieć, że jestem tu jednym z najstarszych zawodników obok Arka Malarza, „Rzeźnika”, „Rado” czy Łukasza Brozia. Są momenty na dowcip i luz, trener Magiera też lubi pożartować, ale kiedy jest czas na pracę, to po prostu zapierdzielamy. Nie jestem też jedynym zawodnikiem, który będzie nadawał ton szatni. Wszyscy, którzy są w Legii dłużej, powinni mieć wpływ na funkcjonowanie drużyny.

W szatni Legii jest wielu obcokrajowców, także nowych. Jak się aklimatyzują?
Staramy się im pomagać, wiele przyjdzie z biegiem czasu. Pamiętam jak ja przechodziłem z Polski do Rosji - byłem tam sam i podpatrywałem jak funkcjonuje drużyna, jaka jest atmosfera. Miło mnie przyjęto, ale i ja sam starałem się z każdym z nowych kolegów zamienić kilka słów, to daje luz. Z moich obserwacji wynika, że nowi legioniści fajnie weszli w drużynę, niebawem zaczną łapać język polski. Taki Dominik Nagy już stara się z nami rozmawiać po polsku, uczyć się słówek. Wiadomo - Polak Węgier dwa bratanki. Inni też znają przynajmniej podstawowe zwroty.

Michał Kucharczyk ma ofertę z Rosji. Doradza mu Pan wyjazd?
Jeśli jest dobra, dlaczego miałby nie skorzystać? Nie wiem jednak co siedzi mu w głowie. Doradzać komuś wcale nie jest łatwo - mi też było trudno wyjeżdżać z Legii. Mieliśmy za sobą dobry sezon, mistrzostwo, Puchar Polski, długo się nad tym zastanawiałem. Z jednej strony ciężko zostawiać drużynę, z drugiej czekają nowe wyzwania i nowi rywale. Zobaczymy jak się to u „Kuchego” potoczy, na razie siedzi i rozmyśla.

Pan miał latem ofertę z Bordeaux, ale nie zdecydował się na transfer…
Po meczach na Euro 2016 stwierdziłem, że nie chcę nic zmieniać i wracam do Krasnodaru. Owszem, Bordeaux to fajna drużyna grająca w lidze, z której na pewno łatwiej się wybić, ale też pomyślałem, że jeśli miałbym zdecydować się na transfer, to tylko do drużyny o wyższym poziomie niż Krasnodar. W Rosji się zadomowiłem, poznałem język, a jeśli mam być szczery sam kierunek - Francja - jakoś mnie nie pociągał. Już wcześniej gdy pojawiały się zapytania z tego kraju, nie byłem do nich nastawiony entuzjastycznie. Chyba mnie po prostu do Francji nie ciągnie. Wiem, że ludzie byli zaskoczeni moją decyzją, bo to znana marka, ale nie żałuję.

W Legii cieszą się, że w końcu mają uniwersalnego obrońcę.
Mogę grać na obu stronach i w środku, to fajne i dla trenera, i dla mnie. Nawet w sparingu z Zenitem pierwszą połowę grałem na boku, a drugą na środku. Przez ostatnie pół roku w Krasnodarze zdarzało się, że grałem trzy mecze na prawej, cztery na lewej, potem znów dwa na prawej… Wymienność była znaczna. Po Euro 2016 i w Rosji powędrowałem na tę lewą stronę. 

Wraca pan pamięcią do Euro 2016, a cele na ten rok?
Na pewno awans z kadrą na Mistrzostwa Świata, szanse są duże, a to że MŚ odbywają się w Rosji ma dla mnie dodatkowy smaczek. Zostawiłem tam wielu przyjaciół, a jeszcze nawet nie zdążyłem się z nimi pożegnać. Zdaję sobie sprawę z wymagań wobec Legii. Drużyna zebrała doświadczenie na arenie międzynarodowej i mamy świadomość, że będzie się oczekiwało od nas atrakcyjnej i skutecznej gry. Wiosną zagramy na dwóch frontach, chcemy grać na maksa i dawać z siebie wszystko. Interesują nas tylko zwycięstwa.

rozmawiała w La Mandze Małgorzata Chłopaś