Przyjaciele swojej wolności

  

Całkiem niedawno (10 stycznia) „Wyborcza” opublikowała tekst polityka Platformy Obywatelskiej z tzw. Dekalogiem Opozycji. Wśród 10 punktów wymienione są wolność słowa, mediów i sumienia. By zrozumieć wiarygodność „wynalazców” i propagatorów tego dekalogu, przewińmy pamięć, przedrzyjmy się – z pomocą dokumentów i internetu – przez zakamarki przeszłości. Skaczemy dziesięć lat wstecz

W 2007 r. redakcja „Rzeczpospolitej”, kierowanej wtedy przez Pawła Lisickiego, poprosiła mnie o skomentowanie sprzeciwu znacznej części środowiska dziennikarskiego wobec lustracji. Wypowiedziałem wtedy słowa, które w świetle orzeczeń polskich sądów trzech instancji (okręgowego, apelacyjnego oraz najwyższego) były niedopuszczalne. Słowa, które w świetle ogłoszonego w listopadzie 2008 r. listu otwartego kilkudziesięciu intelektualistów stanowiły kłamstwo, a przecież „kłamstw o innych ludziach bezkarnie rozpowszechniać nie wolno”.
Te straszne słowa brzmią: „Adam Michnik wielokrotnie powtarzał: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację”.

Czy poza ogromnym ładunkiem kłamstwa czujecie agresję bijącą z tych słów? Czy dobrze słyszycie ten chamski, pełen brutalnych określeń, pełen nieukrywanej agresji i pogardy język, którym się posłużyłem? Czy jesteście sobie w stanie wyobrazić, jak bardzo takie właśnie wypowiedzi niszczyły standardy naszej debaty publicznej?

Ukarany i rozgrzeszony
I faktycznie za owe słowa zostałem w moim kraju, przez polskie sądy, ukarany. Ukarany moralnie – bo wyrokiem sądowym zostałem zmuszony do opublikowania płatnych przeprosin zawierających słowa niezgodne z osądem mego rozumu i sumienia. I ukarany finansowo, gdyż musiałem 15 tys. zł wpłacić na cel społeczny, ponieść koszty sądowe strony skarżącej oraz swojego adwokata.

Ponieważ się z takim obrotem spraw nie zgadzałem, po wyczerpaniu kroków prawnych dostępnych w kraju poczułem się zmuszony do wystąpienia przeciwko mojemu państwu. Skierowałem pozew przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Całkiem niedawno, 17 stycznia 2017 r., trybunał ten uznał, że wolności słowa nie nadużyłem, że moja wypowiedź stanowiła dopuszczalną, gdyż posiadającą odniesienie w faktach, ocenę postawy publicznej Michnika.

D-e-b-a-t-a
Kluczowy fragment mej wypowiedzi w „Rzepie” brzmiał: „Niektórzy z łatwością sięgają w niej po argumenty personalne. Dziennikarz »Gazety Wyborczej« Seweryn Blumsztajn w dyskusji ze mną oznajmił: prof. Zybertowicz teraz zabiera głos, choć za komuny siedział cicho. To już klasyka. Adam Michnik wielokrotnie powtarzał: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację. Niestety, z ewentualnej prawości moralnej w jednej sytuacji nie wynika automatycznie zdolność do kompetentnej oceny poznawczej w innej. Ludzie »GW« domagają się, abyśmy tłumaczyli się ze swojej przeszłości, ale kiedy chcą to zrobić demokratycznie wybrane władze, reagują oporem”.

To był mój głos w debacie publicznej. Michnikowi jednak nie spodobał się tak bardzo, że wynajęty przezeń mecenas przysłał mi tzw. wezwanie przedsądowe. Domagał się w nim, bym opublikował oświadczenie mówiące m.in., że moje stwierdzenie „fałszowało życiorys i wypowiedzi pana Adama Michnika”.

Zamiast tego opublikowałem mecenasowe wezwanie i swój doń komentarz na łamach „Rzepy”. Naczelnemu „Wyborczej” zaproponowałem otwartą debatę. Ów, trafnie chyba oceniając, z jednej strony swoją sprawność intelektualną (podczas rozprawy na moje pytanie powód Michnik odpowiedział: „Nie wiem, co to znaczy »dawać do zrozumienia«”), z drugiej zaś jakość sądownictwa III RP, wybrał nie ścieżkę debaty publicznej, ale rozgrywki przed sądami.

W Polsce przed wszystkimi sądami wygrał. Ale – w świetle orzeczenia strasburskiego trybunału – zarazem przegrała wolność. Debaty publicznej jednak Michnik tak całkiem nie był w stanie zablokować – III RP, mimo swych licznych ułomności, pewne rzeczywiste cechy demokracji posiadała. W 2008 r. list w mojej obronie podpisało kilkadziesiąt znanych osób, a na stronie internetowej „Rzepy” dodatkowo podpisało się jeszcze kilka tysięcy innych.

Manifest lojalnych
Tak dobitnego głosu nie można było zignorować. Środowisko okołoczerskie skrzyknęło się i w listopadzie 2008 r. opublikowało list otwarty zatytułowany „Przeciw kłamstwu”. Wśród 85 osób podpisy złożyli m.in. Andrzej Wajda, noblistka Wisława Szymborska (to chyba jeden z najmarniejszych tekstów, pod którym złożyła podpis), kilku profesorów prawa, filozofii (w tym Marcin Król – ciekawe, czy dziś swoją niedawną deklarację „Byliśmy głupi” rozciągnąłby także na ów list), znani dziennikarze (np. Jacek Żakowski), dwóch zakonników i politycy (np. Włodzimierz Cimoszewicz, Janusz Onyszkiewicz).

Autorytety okołoczerskie pisały m.in.: „»Adam Michnik wielokrotnie argumentował: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację« – nie jest więc opinią – jest zdaniem w sensie logicznym. W dodatku zdaniem fałszywym. Świadome wypowiadanie zdania fałszywego jest kłamstwem”. Zaś kłamstw „o innych ludziach bezkarnie rozpowszechniać nie wolno i tylko to stwierdził Sąd”. Zatem, wedle podpisanych, skazanie mnie przez Sąd Apelacyjny nie ma nic wspólnego z ograniczaniem wolności słowa.

Strasburg
Szczęśliwie dla wolności słowa z owymi autorytetami trybunał w Strasburgu się nie zgodził. Ekspert prawny Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka prof. Ireneusz C. Kamiński ujął to tak: „Strasburski Trybunał jednogłośnie orzekł, że Polska złamała chroniący swobodę wypowiedzi art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Słowa Zybertowicza nie dają się jednoznacznie zakwalifikować jako twierdzenie o faktach albo sąd wartościujący (opinia, ocena). Jest to podsumowanie czy też interpretacja wypowiedzi Michnika i jego stanowiska podczas publicznych debat. Nie można więc zaakceptować optyki przyjętej przez polskie sądy, dla których wypowiedź była stwierdzeniem faktu. Oczywiście, nawet w przypadku wypowiedzi ocennej musi dla niej istnieć »dostateczna podstawa faktyczna«, ale tę Zybertowicz wykazał, przytaczając liczne wypowiedzi Michnika”.

Gdzie byliście, obrońcy wolności?
Gdzie byliście, dzisiejsi heroldowie wolności, gdy Adam Michnik za pomocą swego mecenasa nękał procesami, przecież nie tylko mnie, lecz także sporą gromadkę innych kilkunastu osób? Gdzie wtedy byli ci profesorowie prawa, którzy dziś w stadnych odruchach podpisują uchwały przeciwko rządom PiS-u?
Kiedy to – i którzy z was – stawali w obronie pluralizmu, prawa do nieskrępowanej krytyki, prawa do publicznego mylenia się i naprostowywania błędów w debacie publicznej, a nie przed obliczem żenująco powierzchownych sędziów?
Czy przysyłaliście obserwatorów na rozprawy pozywanych przez Michnika? Czy wołaliście o zagrożeniach wolności słowa i o dysproporcji walki między korporacją „Agora” a poszczególnymi obywatelami? Gdzie była wtedy wasza wrażliwość obywatelska?
Poza Fundacją Helsińską, która zorganizowała debatę ekspertów na temat tej sprawy – najwyraźniej w poczuciu, że coś tu nie gra – wszyscy pozostali dzisiejsi obrońcy wolności swe głowy trzymali głęboko w piasku.
Uważajmy na dzisiejszych obrońców słowa, którzy nie tak dawno wolną debatę paraliżowali. To przyjaciele wolności przede wszystkim dla siebie i swojego towarzystwa.

PS O drugim procesie wytoczonym mi przez Michnika, także podsumowanym w Strasburgu (na moją niekorzyść) oraz o technikach nękania pozasądowego wobec mnie przez Michnika, już w innym tekście.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts