To Lech Wałęsa składał zawiadomienia w prokuraturze, że sfałszowano jego podpisy. Domagał się dochodzenia, a w momencie gdy je wszczęto, odmawiał współpracy z biegłymi. To on chciał wyjaśnienia tej sprawy, myśląc, że jeżeli będzie szedł w zaparte, to jego wersja stanie się tą jedyną, prawdziwą – z Krzysztofem Wyszkowskim, legendą opozycji antykomunistycznej, rozmawia Jan Przemyłski.

We wtorek IPN jednoznacznie potwierdził na podstawie opinii grafologicznej, że Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa.
Prawie dziesięć lat temu dr Piotr Gontarczyk i prof. Sławomir Cenckiewicz opublikowali książkę, w której dokładnie opracowali dokumenty z IPN‑u potwierdzające współpracę Lecha Wałęsy z SB. Zresztą dowody na jego agenturalną działalność przedstawił już w 1992 r. Antoni Macierewicz, minister w rządzie Jana Olszewskiego. Przyznam się, że mimo wcześniejszych podejrzeń moich kolegów co do Lecha Wałęsy, ja dopiero po wypowiedziach ministra Macierewicza uwierzyłem w zarzuty pod jego adresem.

Lech Wałęsa zaprzecza tym oskarżeniom, mówiąc, że IPN przygotował te dokumenty i ekspertyzy na zlecenie obecnej władzy.
To jest absurd. Przecież to na jego własne żądanie przeprowadzono śledztwo. To Lech Wałęsa składał zawiadomienia w prokuraturze, że sfałszowano jego podpisy, że donosy są nieprawdziwe itd. Domagał się śledztwa, a w momencie gdy je wszczęto, odmawiał współpracy z biegłymi. To on chciał wyjaśnienia tej sprawy, myśląc, że jeżeli będzie szedł w zaparte, to jego wersja stanie się tą jedyną, prawdziwą.

Wielu ludzi twierdzi, że nawet jeśli Lech Wałęsa współpracował z SB, podpisał zobowiązania, to tak naprawdę nikomu nie zaszkodził i to nie miało wpływu na dalszą politykę Polski.
To kolejny absurd. Zaszkodził wielu ludziom, jego donosy złamały niejedno życie. Niszczono całe rodziny, poddawano represjom. Każdy donos był cenny dla tamtego reżimu i każdy mógł być wykorzystany.

Antoni Macierewicz, Anna Walentynowicz i wielu innych przekazywali prawdę o Lechu Wałęsie. Spotkało ich za to wiele nieprzyjemności, oskarżeń, głównie ze strony samego zainteresowanego.
To prawda. Sądzę, że opinia przedstawiona na temat teczki „Bolka” może być w jakimś stopniu rekompensatą dla tych ludzi, prawda ich obroniła. Co więcej, myślę, że teczka znaleziona w „szafie Kiszczaka” jest dopiero początkiem upadku mitu o Wałęsie jako o rzekomym bohaterze. W jego życiorysie są jeszcze gorsze rzeczy, które mam nadzieję, że z czasem zostaną upublicznione.