W Gdyni rozegrały się sceny, jak w filmie. Kierowca toyoty nie zatrzymał się do kontroli. Rozpoczął się pościg. Radiowóz dachował, a mężczyzna, który uciekał przed funkcjonariuszami, zbiegł. Okazało się, że toyota była skradziona w Szwecji.

W Gdyni, przy ul. Kontenerowej, policjanci chcieli zatrzymać do kontroli kierowcę toyoty. Ten jednak nie zatrzymał się i zaczął uciekać w kierunku Kosakowa i Dębogórza. Na tej trasie, radiowóz dachował. W wyniku zdarzenia, dwóch policjantów trafiło do szpitala.

Mężczyzna jadący toyotą odjechał z miejsca wypadku, ale niedaleko, bo porzucił samochód kilkaset metrów dalej a sam uciekł. Już wiadomo, dlaczego kierowca nie chciał zatrzymać się do kontroli. Okazało się, że auto zostało skradzione ze Szwecji, w grudniu zeszłego roku.

Aktualnie trwają poszukiwania mężczyzny. Na razie wiadomo, że kierowca skradzionego auto jest w wieku 30-40 lat.