30 stycznia 1989 roku odnaleziono w Białymstoku zwłoki księdza Stanisława Suchowolca, największego przyjaciela ks. Jerzego Popiełuszki, z którym przyjaźnił się od ukończenia seminarium. Od samego początku Suchowolec traktował księdza Jerzego jako wzór do naśladowania. Pod jego wpływem postanowił zaangażować się w działalność opozycyjną, co w mgnieniu oka uczyniło go celem śledztw i nękań ze strony Służby Bezpieczeństwa.

Stanisław Suchowolec był kapłanem w rodzinnej wsi księdza Jerzego. Ten ostatni powiedział kiedyś matce „Mamo, nie martw się, bo gdyby, nie daj Boże, coś mi się stało, to przecież Staszek mnie zastąpi”. Śmierć przyjaciela była dla ks. Stanisława olbrzymim ciosem. Niedługo potem odprawił swoją pierwszą mszę za Ojczyznę. Kontynuował też działalność opozycyjną, ściągając na siebie jeszcze większą uwagę SB. Telefonom i listom z pogróżkami nie było końca. Według zbieranych przez lata ustaleń i tropów, ksiądz Suchowolec na kilka tygodni przed śmiercią zaczął podejrzewać, że w kręgu najbliższych mu osób znajduje się agent SB. 

30 stycznia 1989 ro. ciało księdza odnaleziono na plebanii w Białymstoku. Przyczyną śmierci – według oficjalnych oświadczeń – było zaczadzenie. Nie ulegało jednak wątpliwości, że za tym zgonem stoją osoby trzecie. Kilka godzin przed śmiercią duchownego świadkowie zauważyli trzy tajemnicze postaci, które krążyły wokół plebanii.

Do tej pory nie udało się ustalić tożsamości sprawców morderstwa. Agent o pseudonimie „Witold”, który najprawdopodobniej stał za inwigilacją Suchowolca, był jednym z bliskich księdzu kapłanów. 30 stycznia 2006 r. prokuratorzy z lubelskiego Instytut Pamięci Narodowej oświadczyli, że ponad wszelką wątpliwość ksiądz Stanisław Suchowolec został zamordowany wskutek działania Służby Bezpieczeństwa. 

Poświęcenie dla Ojczyzny, nieustanna praca nad odbudową wolnego narodu oraz oddanie Bogu nigdy nie zostaną mu zapomniane, choć sprawcy mordu wciąż nie zostali ujawnieni...