​Nowy początek

  

Różnica zauważalna jest od pierwszej chwili. Obamę witały zachwyty i Nagroda Nobla na zachętę. Chyba nie została właściwie zrozumiana, laureat Barak Hussejnowicz nie tylko rozbestwił Putina, zdestabilizował Bliski Wschód, ale jeszcze osłabił i parokrotnie ośmieszył Amerykę. Trump żadnego bonusa na wstępie nie dostanie. Wita go bojkot artystów, głęboka niechęć mediów i demolka na ulicach Waszyngtonu. Łże-elity z Priwiślini już dziś okrzykują go naśladowcą „faszysty” Kaczyńskiego. Tylko życzyć światu, by się sprawdziło!

Gdyby siła nienawiści przeciwników przełożyła się na determinację 45. prezydenta USA, mielibyśmy zmianę, o jakiej nie śniło się od 60 lat. Już w inauguracyjnym przemówieniu zmartwychwstały piękne słowa zadeptane przez poprawność polityczną – Bóg, Naród, Ojczyzna, zabrzmiało wezwanie do natychmiastowego zwrotu i zerwania z imposybilizmem.

Czy Ameryka jest w ruinie? – ironizują komentatorzy.

A nie jest? W dynamice na pewno daleko jej do krajów Dalekiego Wschodu, miasta są niebezpieczne, oderwanie elit od mas – gigantyczne. Tradycyjne amerykańskie wartości znajdują się w rozkładzie, a destrukcyjna siła rozmaitych lobby’s z mediami na czele stale rośnie.

Czy Trump to przełamie? Dałby Bóg!

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na coś o wiele bardziej brzemiennego w skutkach – na powrót państwa narodowego (nawet jeśli to naród wieloetniczny). Po latach lewackich iluzji na temat globalizmu, światowych wartości itp. wracają pojęcia takie jak „narodowy egoizm”.

Nie ma „interesu ludzkości” (może poza chęcią uniknięcia zagłady gatunku), jest twarda gra interesów, przy czym pytanie brzmi: czy mają one być prowadzone na rzecz amorficznych korporacji, czy wspólnot państwowych?

Wiąże się z tym oczywiste niebezpieczeństwo – ambicje narodowe (oraz ideologiczne) doprowadziły w XX w.  do gigantycznych wojen, którym zapobiegać miała Organizacja Narodów Zjednoczonych, a na naszym kontynencie „Eurokołchoz”.

Tyle że brak globalnych starć nie jest efektem zabiegów pasożytów z Nowego Jorku czy Brukseli, lecz jedynie wynikiem równowagi strachu, która od pewnego czasu, dzięki mięczakom z Zachodu, przestała być równowagą.

Wyobraźmy sobie atak (nawet atomowy) na jedno z peryferyjnych państw NATO. Czy nastąpiłby natychmiastowy proporcjonalny odwet? Za czasów Obamy – śmiem wątpić. A teraz…?

Satrapa z Kremla  od ostatniego piątku, kiedy walizeczka z kodami atomowymi zmieniła właściciela, musi mieć poważny ból głowy.

Idą czasy ciekawe, niebezpieczne, ale zarazem pełne nadziei.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl