Pierwsze sto dni urzędowania będzie dla Donalda Trumpa niewątpliwie bardzo trudne, liberalne media nie dadzą mu spokoju. Ale on jest silny. Przez tyle lat udawało mu się zarządzać olbrzymim przedsiębiorstwem, poradzi sobie z jeszcze większym - z Carrie Almond, prezes Narodowej Federacji Republikańskich Kobiet (NFRW), rozmawia Olga Doleśniak-Harczuk.

42 proc. amerykańskich kobiet poparło w wyborach prezydenckich Donalda Trumpa. Czym zaskarbił sobie ich zaufanie?
Kampania wyborcza była bardzo intensywna, nasza organizacja odwiedziła 39 stanów, było więc wiele okazji do rozmów z kobietami z różnych środowisk, które miały już sprecyzowane oczekiwania wobec nowego prezydenta. Zależało im przede wszystkim na tym, by nowy gospodarz Białego Domu uporządkował kwestie związane z Sądem Najwyższym i by stało się to w duchu konserwatyzmu. Pragnęły, by zadbał o bezpieczeństwo w państwie, ponieważ obserwujemy w Stanach coraz większy wzrost przestępczości. Chciały też usłyszeć, że w Ameryce można jednak stworzyć więcej miejsc pracy i postawić na nogi kulejącą gospodarkę. Kobiety dały Trumpowi kredyt zaufania, wierząc, że spełni wyborcze obietnice, zobaczyły w nim jedyną osobę zdolną naprawić to, co przez lata w Stanach Zjednoczonych popsuto. I co ważne – jeszcze przed objęciem urzędu Donald Trump przystąpił do działań mających zwiększyć liczbę nowych miejsc pracy, dowodząc, że jego obietnice nie były jedynie na potrzeby kampanii wyborczej. A sprawa zatrudnienia jest dziś dla nas kluczowa. Za czasów administracji Baracka Obamy, gdy dochodziło do zwolnień, to kobiety jako pierwsze traciły pracę. Gdy się nagle ląduje na bezrobociu i to bez widoków na kolejne zatrudnienie, standard życia spada, nie można posłać dziecka do lepszej szkoły, nie można mu zapewnić takiej przyszłości, jaką się planowało. Nic dziwnego, że wiele kobiet zapragnęło zmiany w podejściu do ich problemów, by rządy objął zdecydowany człowiek, który przywróci normalność. Donald Trump dał kobietom nadzieję, że jest w stanie tego dokonać.

W kampanii wyborczej Trumpowi zarzucano, że nie szanuje kobiet, tymczasem w jego najbliższym otoczeniu jest wiele świetnie wykształconych kobiet, które będą mu służyły radą, m.in. sekretarz ds. oświaty Betsy DeVos i Elaine Chao, sekretarz transportu. Rzekomy seksizm prezydenta kreowany przez główne media to kłamstwo?
Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Spójrzmy chociażby na Trump Organization, tam najlepiej widać, że silnie promowano w niej kobiety, że kobietom powierzano wysokie stanowiska. Biznes nieruchomości generalnie nigdy nie rozpieszczał kobiet, nieruchomości to była tradycyjnie domena mężczyzn. W przedsiębiorstwie Trumpa kobiety miały jednak zawsze otwarte drzwi i ta taktyka przełożyła się teraz na jego administrację. Elaine Chao i Betsy DeVos oraz wiele innych kobiet, które prezydent Trump zaprosił do współpracy w swojej administracji, są nie tylko świetnymi liderkami, ale mogą też stanowić wzór dla milionów amerykańskich dziewcząt i kobiet.

A jaką pierwszą damą będzie Pani zdaniem Melania Trump?
Melania Trump będzie fantastyczną pierwszą damą. To bardzo ciepła, zdolna kobieta, która spełnia się zarówno w życiu rodzinnym, jak i zawodowym. Podczas inauguracji stanęła na wysokości zadania. Byłam na zaprzysiężeniu prezydenta Trumpa, potem na imprezie inauguracyjnej i paradzie i nie było kobiety, która nie zachwyciłaby się Melanią Trump. Jedna z towarzyszących mi koleżanek z NFRW stwierdziła: „Ta kobieta wnosi do Białego Domu niesamowitą klasę i godność”.

Przy prezydencie Trumpie jest jeszcze jedna bardzo ważna dla niego kobieta, córka Ivanka. Jaka rola przypadnie jej podczas prezydentury ojca?
Podczas kampanii wyborczej Ivanka dała z siebie wszystko. Jestem pewna, że ma głowę pełną pomysłów i będzie mądrze doradzała ojcu, zwłaszcza w sprawach dotyczących spraw kobiet. Ivanka często w kampanii powtarzała, że jej ojciec jako pracodawca nigdy nie dzielił ludzi ze względu na kolor skóry czy płeć, liczyły się zawsze kompetencje. I te słowa odbiły się głośnym echem. Za sprawą Ivanki, która jest nie tylko oddaną swojej rodzinie matką i żoną, ale też przebojową, wszechstronnie wykształconą kobietą interesu i daje dobry przykład Amerykankom.

Melania i Ivanka to lepsze wzorce niż była pierwsza dama Michelle Obama?
Zdecydowanie. Michelle Obama cieszyła się sporą popularnością, co trzeba jej oddać, ale często zajmowane przez nią w różnych kwestiach stanowiska dzieliły Amerykanów. Uważam, że zrobiła wiele dobrego, angażując się chociażby w kampanię promującą zdrowe żywienie. Z drugiej jednak strony temat ten podchwycony przez Demokratów i skutkujący wprowadzeniem zakazu niezdrowego jedzenia w stołówkach uważam za absurdalny. Program zdrowego żywienia zainicjowany przez Michelle Obamę został wdrożony do amerykańskich szkół, idea szczytna, ale się nie sprawdza, ponieważ dzieci też nie lubią przymusu. Dostają na stołówce owoce i wyrzucają je do kosza, bo wolą batony.

Za Trumpa to się skończy?
Nie, chodzi o pewną perspektywę. O to, by patrzeć na państwo nie tylko jako na coś, co trzeba uszczęśliwiać tego typu regulacjami. Prezydent Trump jest biznesmenem i wprowadzi rozwiązania biznesowe, a Stany Zjednoczone są przecież największym przedsiębiorstwem świata. I jestem pewna, że sprosta zadaniu.

W mowie inauguracyjnej prezydent Trump mówił o transferze władzy z Waszyngtonu w ręce zwykłych Amerykanów. Chwytliwy slogan czy zapowiedź faktycznej zmiany?
On naprawdę w to wierzy. Jakkolwiek preambuła naszej konstytucji zaczyna się od słów: „My, naród Stanów Zjednoczonych…”. Trump traktuje te słowa bardzo poważnie. Kiedy w kampanii starł się z senatorem z Karoliny Północnej Lindseyem Grahamem, opublikował na Twitterze numer jego telefonu komórkowego, by każdy Amerykanin mógł do senatora zadzwonić i wyrazić swoją opinię. I telefon Grahama dzwonił dzień i noc, bez przerwy dostawał SMS-y. Coś mi mówi, że jeżeli prezydent Trump uznałby w pewnym momencie, że Izba Reprezentantów i Senat USA nie traktują z dostateczną powagą woli zwykłych Amerykanów, nie zawahałby się ujawnić numerów telefonów członków obu izb. Mało tego – myślę, że jeszcze by zachęcał Amerykanów, by z tych kontaktów korzystali.

I jest Pani przekonana, że prezydent Trump sprawi, że Ameryka znowu będzie wielka?
Uda się mu. Jeżeli choć w jednaj czwartej zdoła przeforsować zmiany, które zapowiedział w kampanii, to za cztery lata Stany Zjednoczone będą innym krajem. Pierwsze sto dni urzędowania będzie niewątpliwie bardzo trudne, liberalne media nie dadzą mu spokoju, ale Donald Trump jest silny. Przez tyle lat udawało mu się zarządzać olbrzymim przedsiębiorstwem, poradzi sobie z jeszcze większym.

Wielu członków amerykańskiej Polonii poparło Donalda Trumpa w jego drodze do Białego Domu. Sądzi Pani, że prezydent doceni wkład Polaków w swoje zwycięstwo?
Prezydent Trump zebrał wokół siebie zespół mądrych głów, jego doradcy doskonale zdają sobie sprawę, co i komu zawdzięcza. A sam prezydent Trump, może mi Pani wierzyć, umie dziękować. Widziałam, w jaki sposób traktuje tych, którzy stanęli po jego stronie i wytrwali. Dlatego jestem pewna, że ludzie, którzy go wsparli, okazali zaufanie, mogą liczyć na wdzięczność i na to, że ich postawa zostanie odpowiednio doceniona.

NFRW powołano w 1938 r. To kobiece skrzydło Partii Republikańskiej i największa polityczna organizacja kobieca w USA – ma dziś 1600 klubów w 50 stanach. Misją NFRW jest promowanie wartości republikańskich, wspieranie kandydatów w wyborach oraz edukacja. W ostatnich wyborach prezydenckich członkinie NFRW aktywnie wspierały kampanię wyborczą Donalda Trumpa.