Marian M. został radnym (z listy PSL-u) w Zdzieszowicach (Opolskie), ale zrzekł się mandatu, bo zatrzymało go CBŚP podczas akcji przeciwko osobom wymieniającym się pedofilskimi materiałami. – Komisarz wyborczy już wygasił mandat, ale czekamy na uprawomocnienie decyzji – tłumaczy „Codziennej” Edward Paciorek, przewodniczący rady miejskiej.

Niedawno Centralne Biuro Śledcze Policji pochwaliło się rozpracowaniem szajki pedofilów:

„7 osób nawiązujących za pośrednictwem portali społecznościowych i komunikatorów kontakty o charakterze seksualnym z dziećmi poniżej 15. roku życia zostało zatrzymanych”.

To skutek śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Poznaniu, a podejrzanych zatrzymywano na terenie całego kraju. Pierwsi wpadli trzy lata temu, a później stopniowo następni.

„Do dziś w sprawie zatrzymano 22 podejrzanych” – podało CBŚP po ostatniej akcji.

Po jednego policjanci pofatygowali się na Opolszczyznę. Po kilku dniach wyszło na jaw, że chodzi o 61-letniego Mariana M. – radnego ze Zdzieszowic. Rzeczniczka poznańskiej prokuratury powiedziała „Nowej Trybunie Opolskiej”, że Marianowi M. postawiono zarzuty „usiłowania doprowadzenia osoby poniżej 15 lat do poddania się czynności seksualnej za pośrednictwem internetu”.

CBŚP zdradziło, że podejrzani wyszukiwali ofiary wśród uczniów szkół podstawowych i gimnazjów, a później namawiali dzieci do rozbierania się przed kamerą, a oni mieli oglądać je przez internet. Także wymieniali się takimi nagraniami.

Marian M. trafił do aresztu, ale wysłał pismo, w którym poinformował, że zrzeka się mandatu radnego. Pomimo to w środę rano jeszcze figurował na liście radnych.

– Informację przekazaliśmy do komisarza wyborczego w Opolu, a ten podjął decyzję o wygaszeniu mandatu. Formalnie jednak Marianowi M. przysługuje prawo zaskarżenia i dlatego musimy czekać na uprawomocnienie – tłumaczy „Codziennej” Edward Paciorek, przewodniczący Rady Miejskiej w Zdzieszowicach. – Konieczne wtedy będą uzupełniające wybory – dodaje.

Co ciekawe, zarzuty dotyczące Mariana M. sięgają 2014 r., czyli czasu kampanii oraz wyborów samorządowych. M. dostał się do zdzieszowickiej rady z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego. Po wybuchu skandalu ludowcy odżegnywali się od podejrzanego. Szef opolskich struktur Stanisław Rakoczy rozsyłał nawet oświadczenie, w którym zapewniał, że Marian M. nigdy nie był członkiem PSL‑u.