Dzisiaj mają odbyć się demonstracje przedstawiane jako "protest studentów". Gdy jednak przyjrzy się organizatorom, to prawda jest inna. - Ani jeden postulat organizatorów protestu nie dotyczy uczelni; ani jeden samorząd studencki nie poparł tego protestu - tłumaczy wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin, pytany o zapowiadane protesty studentów. Wskazuje też kto tak naprawdę stoi za tą awanturą.

"Kolejne organizacje studenckie odcinają się od mających odbyć się protestów „studentów” przeciwko rządom PiS. „Uważamy za obłudne i niedopuszczalne podszywanie się pod zdanie ogółu studentów i studentek przez bliżej nieznaną grupę osób i uzurpowanie sobie prawa do wypowiadania się w jego imieniu. Z niepokojem przyglądamy się chęci zaangażowania całej naszej społeczności w bieżący spór polityczny” - czytamy we wspólnym komunikacie sześciu dużych organizacji studenckich" - pisał wczoraj portal niezalezna.pl

CZYTAJ WIĘCEJ: Studenci oburzeni: Inicjatorzy manifestacji się pod nas podszywają

W Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Toruniu, Katowicach, Łodzi, Gdańsku, Szczecinie, Krakowie, mają się odbyć protesty rzekomo studentów przeciwko - jak informują organizatorzy - działaniom rządu PiS.

- Jest dobrym prawem każdego obywatela, żeby publicznie manifestować poparcie dla rządu albo sprzeciw wobec rządu - stwierdził minister Gowin na antenie TVP1.

Zapytany jednak kto protestuje, wicepremier odparł, że jest to "środowisko KOD-u" i Partia Razem.

- W tych postulatach organizatorów strajku jest wiele takich postulatów skrajnie lewicowych typu dopuszczenie aborcji na życzenie - zauważył.


W jego ocenie, ani jeden postulat organizatorów protestu nie dotyczy uczelni.

- Po drugie w Polsce jest ponad 400 uczelni, ani jeden samorząd studencki nie poparł tego protestu, a wiele zaprotestowało przeciwko temu upolitycznianiu uczelni. To liczne organizacje studenckie, na czele z parlamentem studentów, a więc z tą oficjalną reprezentacją - powiedział wicepremier.