Zakończona już okupacja mównicy sejmowej nie doprowadziła do zamieszek w Polsce, a próba paraliżu kraju się nie powiodła. Chociaż politycy opozycji twierdzą, że grudniowe wydarzenia były spontaniczne, pojawiły się informacje, że próba puczu została skoordynowana z dziennikarzami oraz posłami Parlamentu Europejskiego. – Politycy PO nieraz już wykazywali pogardę dla interesu państwowego. A dziennikarzy to dyskredytuje – mówi poseł Prawa i Sprawiedliwości Stanisław Pięta.

Zablokowana mównica, protesty KOD-u pod Sejmem i ogólne zamieszanie nie doprowadziły do trwałego paraliżu kraju. Czy grudniowe działania opozycji były przemyślanym planem? Już jakiś czas temu Niezalezna.pl podawała, że planowano, by kluczową rolę w próbie obalenia rządu Beaty Szydło odegrał Donald Tusk.

Okazało się również, że nie tylko unijni politycy mogli być zamieszani w to, co się działo w grudniu. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński – powołując się na europosła Prawa i Sprawiedliwości Tomasza Porębę – przekazał na Twitterze, że próba puczu została skoordynowana z niektórymi dziennikarzami oraz posłami Parlamentu Europejskiego.

Politycy opozycji, w tym europosłowie Platformy Obywatelskiej, wielokrotnie okazywali pogardę dla interesu państwa, więc nie zdziwiłoby mnie i takie ich zachowanie 

– komentuje te doniesienia poseł PiS Stanisław Pięta. Dodaje, że jeśli chodzi o dziennikarzy, to ci, którzy brali udział w tej akcji, są całkowicie zdyskredytowani.

A że część z nich uczestniczyła w zajściach, trudno mieć wątpliwości. Wystarczy posłuchać, co mówią niektórzy przedstawiciele mediów w filmie „Pucz” 

– dodaje.

Więcej na ten temat w najnowszym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”.