Reagan naszych czasów

  

Nowego prezydenta USA można nie lubić, nie wolno jednak nie doceniać jego sprytu i determinacji. Co więcej, nawet niedoświadczony polityk może dokonać rzeczy znacznych, jeśli odpowiednio rozpozna historyczny moment, w którym się znalazł.

Zacznijmy od kilku cytatów. „Na jakiej on mieszka planecie? ”. „Komu mogłoby przyjść na myśl, że nadaje się choćby na gubernatora, a co dopiero na prezydenta?”. „Potrafi wygłaszać sądy tak oderwane od logiki, że aż zapiera dech w piersiach”. „To pierwszy nowoczesny prezydent, którego pogarda dla faktów jest traktowana jako zabawne dziwactwo”. „Prasa i zagraniczni przywódcy traktują go jak dziecko”. „Biedaczek, pomiędzy jego uszami nic nie ma”.

Nie, te wszystkie zdania nie zostały wypowiedziane i napisane o Donaldzie Trumpie! Każde z nich to opis człowieka, którego później nazywano „Winstonem Churchillem swoich czasów” i „największym amerykańskim prezydentem od drugiej wojny światowej”. Wszystkie te opinie dotyczą Ronalda Reagana. Do tego nie wypowiadał ich byle kto. O oderwaniu Reagana od logiki mówiła na przykład jego własna córka. Henry Kissinger twierdził, że Reagan nie nadaje się nawet na gubernatora. A o pustce pomiędzy jego uszami rzekomo wypowiadała się lubiąca go skądinąd Margaret Thatcher.

Partyzant

Donald Trump, podobnie jak kiedyś Ronald Reagan, przypomniał wielu, na czym polega polityka w demokratycznym kraju. Polega ona bowiem na wizji i strategii. Odnoszący sukces polityk wcale nie musi być młody, urodziwy, doświadczony ani nawet inteligentny. Musi jednak umieć rozpoznać nastroje społeczne w bardzo wczesnym stadium ich powstawania i dostosować do nich swoją polityczną strategię.

Donald Trump wcale nie zwyciężył przypadkiem. Mając od Hillary Clinton mniej pieniędzy na kampanię, mniej przychylnych sobie mediów i mniej usłużnych celebrytów, musiał działać bardziej rozważnie. Na przykład wybierać stany, w których będzie walczył, i skrupulatnie ciułać głosy elektorskie. W wielu zbiedniałych hrabstwach w tzw. Rust Belt (zardzewiały pas – red.), z którego znikł wielki przemysł, wygrał zresztą jako pierwszy republikanin od czasów Reagana właśnie. Wiedział, że jego jasny, prosty przekaz polityczny mówiący o tworzeniu miejsc pracy i patriotyzmie właśnie tam może paść na podatny grunt, choć przedtem mało który republikański kandydat o takie głosy walczył. Równocześnie Trump oszczędzał pieniądze, nie atakując największych metropolii i ludnej, ale bardzo progresywnej Kalifornii. Słabość w mediach tradycyjnych nadrabiał zaś jaskrawym przekazem w sieci. Był więc jak partyzant walczący z wielką i źle dowodzoną armią, a tacy dowódcy nigdy nie wygrywają przez przypadek.

Donald Trump doskonale wyczuł też, skąd wieje wiatr historii. Ludzie chcieli zmiany. Było im przy tym wszystko jedno, czy będzie to zmiana w duchu socjaldemo-kratycznym, czy neoreaganowskim. Według bardzo miarodajnych symulacji, gdyby establishment Partii Demokratycznej postawił na Berniego Sandersa, ten wygrałby w cuglach. Mało tego, sam Trump zupełnie otwarcie przyznał na swoim koncie na Twitterze, że uważa, iż Sanders byłby dla niego znacznie trudniejszym przeciwnikiem, ale szczęśliwie do tego starcia nie dojdzie, bo kandydaturę Sandersa utrąciło kierownictwo partii i media.

To wyczucie chwili sugeruje, że jako prezydent Trump nie będzie raczej zasypiał gruszek w popiele. Nie może oczywiście spełnić wszystkich swoich obietnic wyborczych. Jeśli jednak nie spróbuje przynajmniej częściowo zmienić amerykańskiej i światowej polityki, odejdzie po pierwszej kadencji, a ludzie będą wyczekiwali zmiany od kogoś innego.

Donald Trump stoi więc przed wielką okazją. Jakkolwiek trudno w to dziś uwierzyć, może się on stać wielkim prezydentem reformatorem na miarę Ronalda Reagana, Franklina Delano Roosevelta czy Abrahama Lincolna. Kierunki zmian, którym patronują tacy przywódcy, są oczywiście bardzo różne. To, co decyduje o ich wielkości, to jednak fakt, że umieli rozpoznać moment, w którym społeczeństwo było gotowe na przyjęcie ich konkretniej wizji i odrzucenie starego ładu.

Nowy Reagan?

Trumpa i Reagana łączy bardzo wiele. Obaj obejmując prezydenturę, nie mieli wielkiego doświadczenia w waszyngtońskiej polityce. Nie byli też na początku swojej późno rozpoczętej kariery politycznej traktowani jako poważni kandydaci. W jednym widziano biznesmena celebrytę, w drugim aktorzynę filmów klasy B. Reagan był pierwszym rozwiedzionym prezydentem, Trump będzie drugim.

Obaj też początkowo popierali Partię Demokratyczną, z czasem przeszli jednak na stronę republikańską. Jako republikanie zaś zarówno Trump, jak i Reagan akcentowali obronę partykularnych interesów swojego kraju i woleli rozmowy bilateralne z innymi liderami od polegania na organizacjach międzynarodowych. Obaj opowiadali się przy tym za obniżeniem podatków dla klasy średniej, równocześnie jednak zapowiadając, że w zakresie obronności wydatki państwa wzrosną. Obaj popierali prawo do posiadania broni przez obywateli. Obaj opowiadali się też przeciwko aborcji.

Największym podobieństwem pomiędzy Trumpem a Reaganem jest jednak to, kiedy i po kim obejmują urząd. Obaj stali się prezydentami w okresie, kiedy przez świat przetaczało się polityczne przesilenie, co sugeruje możliwość powstania nowego ładu międzynarodowego. Obaj też przejmowali władzę po polityku sympatycznym i z pozoru uzdolnionym, ale równocześnie kimś, kogo działania od jakiegoś czasu trafiają w próżnię. Barack Obama, zupełnie jak Jimmy Carter, w polityce wewnętrznej osiągnął mniej, niż zamierzał, a w polityce zagranicznej odnotował głównie porażki.

Nowy świat?

Jaki więc będzie nowy świat Donalda Trumpa? Jak słusznie zauważył na łamach „Codziennej” Marcin Herman, będzie on bardziej protekcjonistyczny i oparty na koncepcjach przypominających „koncert mocarstw”. Spadnie więc znaczenie takich instytucji jak Organizacja Narodów Zjednoczonych, Unia Europejska czy Sojusz Północnoatlantycki. Polityka USA zaś będzie nastawiona zdecydowanie bardziej konfrontacyjnie wobec Chin niż Rosji. Ostrożne zbliżenie Waszyngtonu z Kremlem może przy tym skomplikować naszą politykę wschodnią. Ewentualne połączenie sił Rosji i Chin wbrew woli USA również byłoby jednak dla Polski niebezpieczne. Jesteśmy wszak krajem granicznym NATO, a w razie starcia chińsko-amerykańskiego sprzymierzona z Chinami Rosja może wykorzystać okazję i rozpocząć działania przeciwko wschodniej flance Sojuszu.

Prawda bowiem jest taka, że i bez Trumpa świat stawałby się coraz bardziej nieprzewidywalny, co tak czy owak nie polepszałoby polskiej sytuacji międzynarodowej. Choć Trump przypomina Reagana, musimy też pamiętać, że nie jest on tak jak Reagan skupiony na Europie. Nie wynika to jednak z jakichś specjalnych sympatii i antypatii, tylko z konkretnych interesów. Barwna retoryka Trumpa to raczej kamuflaż skrywający skłonność do pragmatycznej, biznesowej analizy. A to znaczy, że jeśli w polityce nowego „koncertu mocarstw” nie chcemy stać się popychadłem, to musimy jako Polska mieć twarde argumenty i umieć uprawiać bardzo asertywną politykę zagraniczną.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts