Przedstawiona w pierwszej części artykułu („Gazeta Polska Codziennie Codzienna”, 17 grudnia 2016 r) kampania propagandowa opozycji, skierowana na zagranicę, ukazująca w groteskowym świetle „antydemokratyczne rządy populistów z PiS” w ich wymiarze wewnętrznym, ma też nurt „opisujący” równie groteskowo obecną polską politykę zagraniczną.

Ma ową politykę cechować faktyczne wykonywanie planu politycznego Rosji poprzez rozbijanie UE, doprowadzenie do izolacji Polski na arenie międzynarodowej, spadku prestiżu Rzeczypospolitej i staczaniu się w kierunku standardów białoruskich. Niektórzy dodają do tego jeszcze uwagi o „oderwanych od rzeczywistości marzeniach” o współpracy w ramach Trójmorza, „gdzie nikt na nas nie czeka”. O tym jak w rzeczywistości wygląda polska polityka zagraniczna rządu PiS już pisałem (Opozycji odklejenie od rzeczywistości, „Gazeta Polska”, 31.08.2016). Czy jednak opozycja nietrafnie opisuje Polskę? Ależ oczywiście, że trafnie tyle, że z okresu, gdy to ona tworzyła rząd.

Putiniści
W Polsce lat 2007-15 r. były rządy, które prowadziły politykę wpisującą się w oczekiwania Kremla do tego stopnia, że rosyjski portal Gazeta.ru napisał o Donaldzie Tusku per: „Nasz człowiek w Warszawie”.

8 lutego 2008 r., niemal natychmiast po przejęciu władzy przez PO, Tusk pojechał do Moskwy „ocieplać relacje” w samym środku rosyjsko-ukraińskiego kryzysu gazowego, za który Sikorski winą obarczał obie strony. Deklaracja odwrócenia się od „polityki jagiellońskiej”, i pochwała Rosji Putina („Rosja od bez mała 20 lat idzie drogą prób modernizacyjnych i demokratyzacyjnych, które - jak mamy nadzieję - uczynią z tego kraju równie wiarygodnego partnera i przyjaciela”) zawarta w artykule Sikorskiego „1 września – lekcja historii” w GW z 31 sierpnia 2009 r. oraz spotkanie Tusk-Putin w Sopocie dzień później, dopełniały obrazu. Gra z Kremlem o obniżenie rangi wizyty Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, aż po jej tragiczny koniec, a potem zachwyt nad „współpracą z Rosją” po katastrofie smoleńskiej i zaufanie do rosyjskiego „śledztwa”, o przejęcie którego przez Polskę nie wystąpiono, gdyż „byłoby to źle odebrane”, są powszechnie znane.

Już trwał Majdan w Kijowie, a Sikorski, pod koniec października 2013 r. jeszcze bronił publicznie zasadności umowy o współpracy między Służbą Kontrwywiadu Wojskowego RP, a FSB Rosji, wołając: „Nie damy się sparaliżować (…) histerią PiS”.

Izolowani w Europie
Był także rząd polski, który chwalił się mityczną „silną pozycją Polski w Europie” (ciekawe czym, się ona przejawiała), ale nie potrafił przeforsować żadnego istotnego stanowiska Warszawy od sprzeciwu wobec Nord Stream 1, przez postulaty Polski w kwestii kształtu paktu fiskalnego, ochronę polskich stoczni (Francja i Niemcy swoje ochroniły), aż po rezygnację z budowy Via Carpatia i potulne przyjęcie zaleceń Berlina w odniesieniu do imigrantów i to za cenę złamania solidarności Grupy Wyszehradzkiej. Był rząd, który nie zbudował żadnej koalicji regionalnej, a marzył o miejscu w „wielkiej europejskiej ‘6’” obok Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch i Hiszpanii. Rząd, którego szef MSZ wygadując androny przy ośmiorniczkach, zmusił szefów dyplomacji innych państw do przypominania sobie, co też mu w zaufaniu powiedzieli i kiedy to wypłynie. Ich ochota do kontynuowania rozmów z tym ministrem była adekwatna do tej sytuacji. Wówczas Polska była pewnie „szanowana w Europie”, nie była izolowana – teraz „jest”.

W 2011 r. Niemcy i Rosja uzgodniły budowę Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Mulino (Polski, mimo doskonałych stosunków na linii Berlin-Warszawa, nie konsultowano). Francja (pewnie też z pełnym respektem dla „miejsca Polski w UE”) podpisała umowę o Mistralach, a sprzeciw Paryża wykluczył przyznanie Polsce statusu stałego obserwatora na szczytach eurogrupy. Na szczyt Partnerstwa Wschodniego do Warszawy w 2011 r. poza Angelą Merkel i będącym już „na wylocie” po przegranych wyborach premierem Hiszpanii Jose Luisem Zapatero, nie pofatygował się żaden z przywódców wielkich państw UE. Przywódcy państw partnerskich odmówili zaś podpisania przygotowanej przez Polskę deklaracji końcowej szczytu. To „pasmo sukcesów” zamknięto w Mediolanie w 2014 r. gdy na szczycie Europa-Azja wylądowaliśmy przy stoliku wietnamskim.
Nad prezydentem pochodzącym z tego ugrupowania nie będę się znęcał.

Staczając się ku Rosji i Białorusi
Na zaproszenie Sikorskiego 2 września 2010 r. szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow wygłosił wykład w Warszawie na dorocznej naradzie ambasadorów Polski. 29 sierpnia 2016 r., minister Witold Waszczykowski wygłosił wykład w Berlinie na dorocznej naradzie ambasadorów niemieckich i prosto stamtąd pojechał na analogiczną naradę ambasadorów węgierskich do Budapesztu. Różnica jest uderzająca, co nie przeszkadza opozycji twierdzić, że to „za rządów PiS Polska zbliża się do Rosji i jest izolowana w Europie”.

W 2012 r. prokuratura polska przekazała władzom Białorusi dokumenty dotyczące opozycjonisty białoruskiego Alesia Bialackiego. Został na ich podstawie skazany na 4,5 roku więzienia, a kierowany przez Sikorskiego MSZ w kopertach z własnym logo wysłał do około 30 białoruskich opozycjonistów deklaracje podatkowe PIT z sumami jakie otrzymali oni od polskiej dyplomacji. Równie dobrze mógł przesłać ich pełną listę do białoruskiego KGB. Dziś, gdy minister Waszczykowski odwiedzaja Białoruś, relacje Łukaszenki z Rosją są tak złe, jak nigdy wcześniej, aż po aresztowania rosyjskich agentów wpływu na Białorusi, ale to „PiS flirtuje z dyktatorem – wiadomo ciągnie swój do swego”.
Poziom komentarzy czynionych przez opozycję jest intelektualnie żenujący niczym „Cezar na rubikoniku w chwili upadku Rzymu, będącego u szczytu potęgi w przeddzień święta sześciu króli”. Cóż – taką mamy opozycję.

Poduraczylis i chwacit
Tworzenie przez opozycję groteskowego obrazu izolowanej, niestabilnej i nieodpowiedzialnej Polski i jego upowszechnianie w UE, w USA i na Ukrainie służy interesom rosyjskim, osłabiając zdolności polskiej polityki zagranicznej. Można wręcz odnieść wrażenie, że nic by tak nie ucieszyło opozycji jak jakaś klęska polityczna Polski, potwierdzająca jej tezy. Sytuacja zaś jest poważna. Każda akcja dająca argumenty tym, którzy chcieliby osłabienia solidarności Zachodu ze wschodnią flanką NATO, której rdzeń stanowi Polska, szkodzi Rzeczypospolitej. Jej obywatele powinni to dostrzegać i stosownie ukarać winnych przy urnach wyborczych. Polscy dyplomaci nie powinni zaś być zmuszani do zużywania swego czasu i pieniędzy polskich podatników na tłumaczenie Amerykanom, UE i Ukrainie jak w Polsce jest naprawdę, lecz na wskazywanie im na wnioski płynące z faktu, że Rosja do obsługi manewrów wojskowych na Białorusi w 2015 r. wysłała 125 wagonów kolejowych, w 2016 r. 50, a na rok 2017 zamówiła ich 4162 – 83 razy więcej!