Prezydent USA Barack Obama powiedział dziś, podczas ostatniej konferencji prasowej w Białym Domu, że powrót zimnowojennego klimatu utrudnia relacje z Rosją, Wyraził zaniepokojenie stanem stosunków izraelsko-palestyńskich i zapowiedział, że będzie zabierał głos w ważnych sprawach. Obama wyraził przekonanie, że prezydent Rosji Władimir Putin doprowadził do eskalacji antyamerykańskiej retoryki w Rosji.

- Sądzę, że w interesie Ameryki i świata leży, abyśmy mieli konstruktywne relacje z Rosją - powiedział ustępujący prezydent. Przypomniał, że sankcje, jakie USA nałożyły na Moskwę, były reakcją na atak Rosji na suwerenność i niezależność Ukrainy.

Obama powiedział, że niepokoi go konflikt izraelsko-palestyński, ponieważ jest niebezpieczny dla obu krajów, dla regionu i dla bezpieczeństwa USA. Wyraził obawę, że „kwestia izraelsko-palestyńska” może wybuchnąć, a szansa na wypracowanie porozumienia między obu stronami konfliktu „może przeminąć”, dlatego ważne było, by USA wysłały stosowny sygnał. 

Obama oświadczył, że po złożeniu urzędu chce unikać komentowania polityki, ale zabierze głos, jeśli zagrożone będą fundamentalne amerykańskie wartości.

Podkreślił, że nie będzie milczał, jeśli administracja nowego prezydenta Donalda Trumpa będzie usiłowała przeforsować decyzję o deportacji dzieci nielegalnych imigrantów, które wychowały się w USA.

To zasługiwałoby na to, bym zabrał głos

- powiedział.

Prezydent odniósł się w ten sposób do tzw. dreamers, czyli około 700 tys. osób w wieku kilkunastu lub dwudziestu kilku lat, które zostały nielegalnie przywiezione do USA jako dzieci i którym Obama przyznał na mocy dekretu prezydenckiego z 2012 roku czasową ochronę przed deportacją oraz pozwolenia na pracę.

„Dreamersi” mimo swego nielegalnego statusu ujawnili się, by otrzymać ochronę i płacić podatki. Otrzymali karty ubezpieczenia społecznego, czyli są w federalnej bazie danych, więc służbom imigracyjnym bardzo łatwo byłoby te osoby namierzyć i deportować. Obama już wcześniej apelował do prezydenta elekta Donalda Trumpa, by tego nie robił.

Podczas kampanii Trump zapowiadał deportację wszystkich nielegalnych imigrantów, których liczbę w Stanach Zjednoczonych szacuje się na około 11 milionów.

Ustępujący prezydent wyrażał się sceptycznie o zarzutach, iż podczas ostatnich wyborów dopuszczono się nieprawidłowości i określił informacje na ten temat jako „fałszywe”.