Widziałem, jak ci ludzie, uchodźcy, obchodzili się z dziećmi. (…) Znalazłem to dziecko skrwawione i w szoku, schowane pod jednym z łóżek na terenie ośrodka – mówi w rozmowie z bawarskim dziennikiem „Merkur” żołnierz. Opowiadał o gwałcie na 14-letniej dziewczynce dokonanym przez ośmiu uchodźców w ośrodku niedaleko Monachium. Właśnie z tego powodu musiał zdezerterować. Uciekł z wojska ponieważ przełożeni kazali mu „trzymać gębę na kłódkę” i nie rozmawiać o tym z nikim, zwłaszcza z mediami.
 
Wojskowy uciekł do RPA. Za dezercję otrzymał karę grzywny 2000 euro. Podczas procesu wyszły na jaw powody jego decyzji. Był zmuszany przez przełożonych do tuszowania masowego gwałtu azylantów z ośrodka dla uchodźców w Fliegerhorst Erding koło Monachium, na południu Niemiec. Jak zeznawał 28-letni mężczyzna, był zastraszany i upokarzany.

Podczas jego procesu na jaw wyszły szokujące informacje dotyczące imigrantów znajdujących się w ośrodku w Erding. Opisywane wydarzenia miały mieć miejsce jesienią 2015 roku.

Widziałem jak ci ludzie, uchodźcy, zachowywali się w stosunku do siebie. Przedstawiciele różnych grup narodowościowych i religijnych walczyli miedzy sobą, rzucali jedzenie na podłogę. Najbardziej wstrząsające zaś było zachowanie w stosunku do dzieci

– opowiadał sędziemu Thomasowi Hipplerowi żołnierz.

Opisał, że najgorszy był moment, gdy przełożeni kazali mu odnaleźć i udzielić pomocy dziecku zgwałconemu przez ośmiu uchodźców.

Znalazłem to dziecko skrwawione i w szoku, schowane pod jednym z łóżek na terenie ośrodka

– mówił żołnierz.

Dodał, że wezwał karetkę, która zabrała 14-letnią dziewczynkę do szpitala. Przełożeni zabronili mu rozmawiać z kimkolwiek o incydentach.

Moi przełożeni powiedzieli, żebym trzymał gębę na kłódkę i pod żadnym pozorem nikomu o tym nie opowiadał, a już zwłaszcza mediom

– opowiadał.

Rzecznik urzędu do spraw migracji („Bundesamt für Migration und Flüchtlinge - Bamf) oceniła, że takie zdarzenie nie miało miejsca.

Kontaktowałam się z kolegami na miejscu i z policją. Nikt nie był w stanie potwierdzić, że doszło do gwałtu. Nie było też zgłoszenia o tym do lokalnych organów ścigania

– powiedziała Natalie Psuja.
 
Czy w tym wypadku jest tak samo jak po „pamiętnym” sylwestrze w Kolonii, gdy niemieckie media zdawały się z początku nie dostrzegać zdarzenia?