"Petru żyje jeszcze Maderą i aferą z tym związaną. Jego nadaktywność polityczna ma na celu przyćmienie tego, co się stało, tego, co było głośne. Wydaje się, że tu nie ma żadnej kalkulacji politycznej, tylko jest taka niekontrolowana dążność do przykrycia tej sytuacji"- mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl dr Wojciech Jabłoński, politolog z UW.

Prawo i Sprawiedliwość zorganizowało dwa spotkania, na które zaprosiło wszystkich liderów. Kto na tych spotkaniach stracił najwięcej?

W polityce tracą zawsze osamotnieni, a tym osamotnionym jest Grzegorz Schetyna i jego Platforma Obywatelska. Pozostanie sam na tej pustej, sejmowej sali i straci wewnętrznie, bo przecież ten jego upór jest generowany przez młodych działaczy Platformy, którzy chcieli ten protest kontynuować. Tak więc zewnętrznie i wewnętrznie najwięcej straci Schetyna. Co ciekawe, wiele mediów mówiło o tym, że Schetyna ze względu na to, że nie był bezpośrednio związany żadną sytuacją kryzysową, na początku roku jak Ryszard Petru, miałby na tle opozycji zyskać. Natomiast teraz jest wręcz przeciwnie, sam generuje sytuację kryzysową. Sam upiera się przy przegranej sprawie.

Czy jako Polacy mamy prawo czuć się oszukani? Zdezorientowani takim zachowaniem opozycji?
Jest to totalne zamieszanie. Nie sądzę, żeby Polacy byli szczególnie zawiedzeni, bo brak zaufania do polskich polityków, którzy słyną z nieskoordynowanych pomysłów, jest już normalnością. To nie jest nic nowego. Przeciętny obserwator sceny politycznej, patrzy na efekty. A efekt jest taki, że opozycja - na własne życzenie bez koordynowania tej akcji między sobą i powodując w trakcie tej akcji różne sytuacje kryzysowe - strzeliła sobie niejednego samobója. To jest trochę, jak rekord na mistrzostwach świata Węgry-Salwador w Hiszpanii w 1982r. gdzie Węgry wygrały z Salwadorem 10:1. I podobnie wygrywa dzisiaj Jarosław Kaczyński. Wygrywa z opozycją, z tym, że większość tych punktów strzelili na jego konto liderzy opozycji, kiwając się wzajemnie. Tak wygląda ta metafora.  Opozycja narobiwszy zamieszania, wycofuje się z podkulonym ogonem, zostaje samotnik, który przegrywa najwięcej,
 
Czy PiS zyskuje politycznie na organizacji tych spotkań?
Sądzę, że PiS zyska na tym. Opozycja bardzo ciężko zapracowała na sukces PiS. Jarosław Kaczyński nawet nie musiał zbyt wiele w tej kwestii zrobić. Afera kieszonkowców, afera fakturowa, afera "Madera" związana z Petru wzmocniła PiS. I to już widać po sondażach, jak zanurkowała głęboko o 7 procent Nowoczesna w dół. Teraz druga w kolejności tracić będzie Platforma. A Schetyna będzie walczyć z wiatrakami.

Czy konflikt opozycji przypomina podwórko?
To jest jeszcze głębszy problem. To jest problem starego politycznego wyjadacza Kaczyńskiego, który przy takiej dzieciarni nie musiał zrobić zbyt wiele. Tacy wyjadacze jak Kaczyński, kiedyś Tusk, oni nie wychowali sobie następców. To teraz szczególnie widzimy w momentach kiedy jedna ze stron przegrywa, gdy jest kryzys. Do takiego kryzysu potrzeba kogoś twardego. Takich ludzi nie ma ani po stronie Tuska, opozycji, ani po stronie Kaczyńskiego. Politycy postsolidarnościowi nie wychowali sobie następców.
 
Z czego wynika zachowanie Ryszarda Petru, które przypomina chorągiewkę? W poniedziałek mówi o szansie na porozumienie, we wtorek wspomina o wniosku o skrócenie kadencji Sejmu...
Petru żyje jeszcze Maderą i aferą z tym związaną. Jego nadaktywność polityczna ma na celu przyćmienie tego, co się stało się, co było głośne. Wydaje się, że tu nie ma żadnej kalkulacji politycznej, tylko jest taka niekontrolowana dążność do przykrycia tej sytuacji.

A jaka jest rola w tym momencie PSL?
Jest druga partią osamotnioną, na własne życzenie. PSL podjęło starą śpiewkę: "Nie kłóćmy się, weźmy się do roboty". Na tę partię już nikt nie zwraca uwagi, nie ma siły przebicia, ona zawsze trzyma z tym, kto jest silniejszy. Dzisiaj trudno jest jej trzymać z Jarosławem Kaczyńskim, ale partia też  wyczuła, że niczego nie dogra z innymi partiami.
 
Rozmawiała Ewelina Steczkowska.