– Przedstawiciele niezjednoczonej opozycji schodzą ze sceny. Bo trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść, a oni schodzą z niej dosyć powoli, wcześniej się skompromitowawszy – od śpiewów pani poseł Muchy przez faktury Kijowskiego – mówi portalowi niezalezna.pl dr Wojciech Jabłoński, politolog oraz specjalista od wizerunku politycznego. Podkreśla też, że „dochodzi w opozycji do kolejnych kłótni i podziałów”.

Dr Jabłoński zapytany, czy opozycja sama zapędziła się w kozi róg, i czy pomysł z okupowaniem sali sejmowej był tak nietrafiony, wyjaśnia:

Jedno i drugie. To było sztucznie utrzymywane, więc skończyło się już na samym początku. Doszło więc do takiej sytuacji, że sama opozycja musi z tego znaleźć wyjście. I to nie jest tak, jak mówi Platforma Obywatelska, że winny jest marszałek Kuchciński czy PiS.

Co więc ma robić PO?

Sama Platforma musi zwijać żagle – uważa politolog. Zaznacza też, że w tym kontekście symptomatyczne było zachowanie lidera PO, który nie pojawił się na spotkaniu w Senacie.

To było nawet już dziś dostrzegalne, w tym, że sam Schetyna pojechał na Dolny Śląsk w sprawie o charakterze samorządowym. Musi napędzać sprawy o innym temacie bo na blokadzie Sejmu nie da się już wiele ugrać

– podkreśla dr Jabłoński.

Niedawny pupil mainstreamu, Ryszard Petru, dziś zbiera baty. Tomasz Lis już otwarcie zaatakował Nowoczesną na Twitterze.

To świadczy o głębokich podziałach w opozycji. Ona jest już na tyle rozdrobniona, że nie ma co stawiać na jednego konia. Ona powinna się zjednoczyć w zeszłym roku, a to nie nastąpiło. Propozycje Petru dotyczące zakończenia sporu sejmowego nie były przyjmowane poważnie, a bardziej jako przykrywkę sprawy Madery i pani Schmidt. Nie ma więc co się dziwić, że dochodzi w opozycji do kolejnych kłótni i podziałów. To wszystko sprzyja rozwiązaniom przychylnym dla rządu

– mówi dr Wojciech Jabłoński.