Wsiadając do samolotu mamy bezgraniczne zaufanie do pilota, który będzie sterował maszyną. A właściwie musimy mieć, bo innego wyjścia brak. Tymczasem na dwóch krańcach świata doszło do zdarzeń, który takie zaufanie mocno nadwyrężyło. Pijani (lub naćpani) dotarli do kokpitu. Na szczęście, nie pozwolono im wystartować.

"Tekad Purnawas miał usiąść za sterami Airbusa A320 lecącego z Surabai do Dżakarty w Indonezji. Na pokładzie maszyny znajdowały się 154 osoby. Pilot jak co dzień pojawił się w pracy" - relacjonuje fakt24.pl

Na nagraniu z lotniskowego monitoringu widać, że ledwo stoi na nogach, zatacza się, nie jest w stanie utrzymać torby. Pomimo to strażnicy pozwolili mu przejść punkt kontroli. Pilot miał dotrzeć nawet do kokpitu.

Dopiero pasażerowie stanowczo zareagowali, gdy odkryli w jakim jest stanie.




Identyczny problem w ostatnich dniach pojawił się w Kanadzie. Tam 37-letni pilot linii lotniczych Sunwing miał lecieć z Calgary do Cancun w Meksyku.

"Ale był zbyt pijany by wystartować. Członkowie załogi od razu zauważyli, że zachowuje się dziwnie. Stewardessy znalazły go, kiedy leżał bezwładnie na fotelu"-  relacjonuje o2.pl


Wprawdzie dwie godziny później miał 0,3 promila we krwi, ale chyba zbyt mało, aby tak się zachowywać. Dlatego policjanci nabrali podejrzeń, że nie tylko pił, ale również odurzał się jakimś chemicznym świństwem. Został więc poddany testom na obecność środków psychoaktywnych.

"W samolocie, który chciał pilotować, było ponad 100 osób. Stery Boeinga 737 przejął inny pilot, a 37-latek znalazł się wśród pasażerów lecących do Meksyku" - informuje  The Telegraph.