Chcemy wyjść z domów i zamanifestować, że demokratycznych wyborów dokonuje się za pomocą kart wyborczych, a nie przez wywoływanie zamieszek na ulicach naszego kraju - z Piotrem Dudą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność”, rozmawia Jan Przemyłski.


Przedstawiciele NSZZ „Solidarność”, w tym również Pan, zapowiedzieli, że na początku przyszłego roku planują zorganizować wielką manifestację poparcia dla obecnego rządu. Skąd pomysł na taką inicjatywę?
Widzimy, co od pewnego czasu dzieje się na ulicach naszego kraju. Każdy ma prawo demonstrować, żyjemy w wolnym państwie, ale gdy pewna grupa ludzi krzyczy, że demokracja w Polsce się skończyła, a prawidłowo wybrana władza nie ma społecznego mandatu do rządzenia, to takim zjawiskom trzeba się stanowczo sprzeciwić. Ludzie związani z „S”, a także kluby „Gazety Polskiej” oraz rodziny Radia Maryja wspólnie zdecydowały, że przyszedł czas, aby pokazać, że są ludzie, którzy mają inne zdanie niż obecnie demonstrujący.

Czy znamy już datę demonstracji?
Jak już wspomniałem, ludzie „S”, kluby „Gazety Polskiej” oraz rodziny Radia Maryja dopiero się organizują. Dokładnej daty i formy jeszcze nie ustaliliśmy. Warto zaznaczyć, że ta manifestacja jest pomysłem zbiorowym. Od pewnego czasu dostaję dziesiątki mejli, telefonów o treści „Panie przewodniczący trzeba coś zrobić”, „Pokażmy, że nie zgadzamy się z tym, co robią” itd. Tysiące, jak nie miliony osób są zaniepokojone tym, co się ostatnio działo m.in. przed Sejmem i na ulicach Warszawy.

Czy uważa Pan, że demokracja w Polsce jest faktycznie zagrożona?
Ludzie, którzy tak twierdzą, mogą bez skrępowania wychodzić na ulicę i manifestować, to chyba pokazuje realną kondycję polskiej demokracji. Zagrożenia za to widać gdzie indziej. Jeżeli przewodniczący Ryszard Petru przekonuje, że społeczeństwo nie popiera obecnego rządu i trzeba odsunąć go od władzy, to ja się pytam, w czyim imieniu on się wypowiada? Co ma na myśli, mówiąc „społeczeństwo”? Nie zgadzamy się z takim zachowaniem. Dlatego my też chcemy wyjść i zamanifestować, że demokratycznych wyborów dokonuje się za pomocą kart wyborczych, a nie przez wywoływanie zamieszek na ulicach naszego kraju.

Ryszard Petru zaapelował ostatnio, aby „S” przyłączyła się do protestów opozycji, jeśli nie popiera dyktatury.
Pierwszy projekt ustawy przygotowany przez Nowoczesną to była zmiana ustawy o likwidacji przywilejów związków zawodowych, a to znaczy, że pan „dyktator Ryszard” chciał zniszczyć pluralizm związkowy wywalczony w 1980 r. Zamiast dzisiaj pleść takie bzdury, pan Petru niech się lepiej przygotowuje do „święta sześciu króli”.