Pod rządami Baracka Obamy i sekretarz stanu Hillary Clinton amerykańskiej polityce zagranicznej brakowało koncepcji i planu. Jestem przekonany, że prezydent elekt opracuje spójną koncepcję polityki zagranicznej, będzie się do niej stosował i spowoduje, że zarówno Ameryka, jak i jej sojusznicy staną się silniejsi – mówi „Codziennej” Garrett C. Monti, amerykański elektor, reprezentującym stan Luizjana podczas poniedziałkowego głosowania Kolegium Elektorów.

W poniedziałek, 19 grudnia, odbędzie się głosowanie członków Kolegium Elektorów, które jest ostatnim i w większości wypadków tylko formalnym etapem amerykańskich wyborów.

Każdy stan ma w Kolegium swoich elektorów, których liczba zależy od populacji danego stanu. Udając się do urn, wyborcy oddają głos na jedną z list elektorów, którzy zadeklarowali wcześniej, że poprą konkretnego kandydata na prezydenta (czyli np. jedna lista elektorów była „przypisana” do Donalda Trumpa, inna do Hillary Clinton). Ponadto w wyborach prezydenckich w USA obowiązuje zasada „zwycięzca bierze wszystko”. To oznacza, że jeżeli w danym stanie więcej wyborców zagłosowało na listę elektorów „przypisanych” do Trumpa, to ostatecznie Trump zgarnął całość głosów elektorów przypisanych do danego stanu.

Jak pisała „Codzienna”, Elektorzy Hamiltona, organizacja założona przez grupę elektorów z Kolorado i Waszyngtonu, w większości zwolenników Berniego Sandersa, kandydata w prawyborach Demokratów, próbowała skłonić innych elektorów do złamania przesięgi i oddania w poniedziałek głosu nie na Trumpa.

W poniedziałkowym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie” ukaże wywiad z reprezentującym stan Luizjany elektorem Garrettem C. Montim.

Jako członek Kolegium Elektorów otrzymuje Pan listy i mejle wzywające do głosowania dziś przeciwko Donaldowi Trumpowi. Myśli Pan, że takie wysiłki mogą wpłynąć na ostateczną decyzję elektorów?
Jak dotąd otrzymałem wiele takich telefonów, ponad 700 listów i przeszło 83 tys. maili. Mimo wszystko nie zdołały mnie one przekonać. Nie sądzę, aby starania te miały jakikolwiek wpływ na innych elektorów. Kwestie poruszane w tych wiadomościach były wielokrotnie podnoszone podczas samej kampanii prezydenckiej. Uporczywe przywoływanie tematów dyskusji z okresu kampanii wyborczej nie zmieni wyniku wyborów. Co więcej, elektorzy, z którymi miałem szansę rozmawiać, a także ja sam, jesteśmy poirytowani treścią wielu z tych wiadomości. Duża część z nich jest uprzejma i pełna szacunku – i te wiadomości są jak najbardziej mile widziane, bowiem udział społeczeństwa w tym procesie stanowi jego fundamentalne prawo. Jednakże pojawiło się całkiem sporo wiadomości agresywnych, niekiedy zawierających nawet groźby.

Czy te groźby były bezpośrednio pod Pana adresem?
Owszem, otrzymałem kilka wiadomości zawierających pogróżki. Ale policja stanowa z Luizjany oraz Departament Szeryfa Parafii St. Charles były życzliwe i zapewniły niezbędne środki bezpieczeństwa. Na szczęście jako Amerykanie mamy także zagwarantowane prawo do posiadania broni, które wynika bezpośrednio z Drugiej Poprawki do Konstytucji USA. Korzystam z tego prawa i dzięki posiadaniu broni palnej jestem w stanie chronić siebie i swoją rodzinę.

Niepokój ludzi w Europie, a szczególnie tutaj w Polsce, budzi przyszłość NATO pod rządami prezydenta Trumpa…
Prezydent elekt Donald Trump wierzy, że silna Ameryka będzie dobra dla świata. Mam nadzieję, że jego polityka wzmocni naszych sojuszników i partnerów. Donald Trump, będąc prezydentem, podejmie również walkę z islamskim terroryzmem i wszystkimi innymi, którzy próbują zagrozić naszemu stylowi życia. W biznesie musisz opracować plan, a następnie dążyć do wcześniej wyznaczonego celu. Trump doskonale wie, jak to robić. Pod rządami Baracka Obamy i sekretarz stanu Hillary Clinton amerykańskiej polityce zagranicznej brakowało koncepcji i planu. Jestem przekonany, że prezydent elekt opracuje spójną koncepcję polityki zagranicznej, będzie się do niej stosował i spowoduje, że zarówno Ameryka, jak i jej sojusznicy staną się silniejsi.

Cały wywiad w poniedziałkowej „Gazecie Polskiej Codziennie”